Energia jądrowa wraca! Poznaj 5 spółek, które mogą na tym mocno skorzystać!

6 godzin temu

Przez lata atom był jak niedokończony projekt. Wszyscy mówili, iż „ma potencjał”, ale mało kto brał go na serio. Dziś to już nie teoria. To nowy fundament globalnej energetyki.

Atom wraca i to z hukiem. Rządy uruchamiają nowe projekty, inwestorzy pompują miliardy, a firmy z sektora jądrowego… już dziś liczą zyski.

W tym materiale pokażę Ci 5 spółek, które mogą na tym renesansie naprawdę skorzystać.
Od tych, które już zarabiają, po takie, które są ryzykownym, ale potencjalnie przełomowym zakładem na przyszłość.

Przez lata energia jądrowa była traktowana jak obietnica, która „może kiedyś” uratuje świat, a przez niektórych została choćby skreślona na zawsze. Tymczasem dziś nadszedł renesans atomu i nie jest on żadną futurystyczną wizją, tylko brutalną odpowiedzią na problemy, które uderzyły w globalną gospodarkę. Po pierwsze, świat chce się odciąć od rosyjskiego paliwa. Po drugie, OZE nie nadążają z dostarczaniem stabilnej mocy. Po trzecie, energetyczny apetyt AI rośnie jak szalony i żadna inna technologia nie zapewnia prądu 24 godziny na dobę w takiej skali.

W efekcie rządy od USA, przez Europę, po Azję ruszają z setkami projektów jądrowych, a firmy energetyczne biją się o dostęp do paliwa, technologii i fabryk. Renesans atomu nie polega na tym, iż „może będzie”. On się już wydarza, a kapitał płynie tam, gdzie powstają fundamenty nowego porządku energetycznego.

I właśnie na tym tle pięć spółek jest dziś ustawionych idealnie. Każda gra na innym kawałku tej układanki, ale każda może na tym skorzystać!

Energia jądrowa wraca! Poznaj 5 spółek, które mogą na tym mocno skorzystać!

Inwestuj z XTB! Podczas rejestracji podaj kod DNARYNKOW i odbierz darmowy kurs inwestowania dla początkujących

Załóż konto na: https://link-pso.xtb.com/pso/aKgIe

Trzy siły, które pchają atom z powrotem

Renesans atomu nie wydarza się z jednego powodu. To efekt trzech ogromnych sił, które jednocześnie zaczęły dociskać globalny system energetyczny. Pierwszą z nich jest geopolityka. Zachód chce uniezależnić się od Rosji, a w przypadku paliwa jądrowego to szczególnie palący problem. Rosatom przez lata kontrolował znaczną część światowego rynku wzbogacania uranu. W 2022 roku było to aż 44% całości!

Brzmi jak kiepski żart, ale europejskie elektrownie faktycznie były uzależnione od rosyjskiego procesu, który jest kluczowy. Skoro świat wyciąga wnioski z 2022 roku, atom naturalnie wraca na radar jako coś, co trzeba mieć u siebie, a nie kupować na zewnątrz.

Drugim megatrendem jest kryzys mocy. Żaden kraj nie jest dziś w stanie pokryć swoich przyszłych potrzeb energetycznych wyłącznie wiatrem, słońcem i gazem. Gdy do systemu dochodzą setki tysięcy nowych serwerów pod AI, a każde wielkie centrum danych pożera kosmiczne ilości energii, nagle okazuje się, iż potrzebujemy źródeł, które działają zawsze, a nie wtedy, gdy akurat świeci słońce. Prognozy są nieubłagane, a część z nich wskazuje, iż ilość energii elektrycznej, jaka będzie potrzebna do zasilania centrów danych podwoi się do końca 2028 roku i niemal potroi do końca dekady!

I tutaj atom ma przewagę absolutną: to stabilna, przewidywalna moc, która nie wymaga „ratowania” gazem.

Trzeci megatrend to konieczność redukcji emisji. Żaden sektor nie ma tyle presji regulacyjnej co energetyka. A atom dostarcza ogromne ilości energii przy emisjach bliskich zeru, co dla wielu państw staje się kluczem do wypełnienia celów klimatycznych. Można dyskutować o kosztach, terminach budowy i polityce, ale jednego nie da się ignorować: jeżeli świat chce produkować czystą energię w dużej skali, atom jest niezbędny.

Te trzy siły: geopolityka, kryzys mocy i presja klimatyczna, pchają rządy i firmy w jednym kierunku. Efekt? Atom wraca nie jako ciekawostka, tylko jako konieczność. A skoro system potrzebuje paliwa, to czas przejść do pierwszej spółki, bez której cała ta układanka nie ma prawa działać.

Cameco: paliwowy fundament Zachodu + integracja z Westinghouse

Cameco – „Król Uranu”, czyli fundament zachodniego łańcucha dostaw

Jeśli energetyka jądrowa ma wrócić na poważnie, ktoś musi dostarczyć paliwo. I tu na scenę wchodzi Cameco, absolutny numer jeden zachodniego świata, jeżeli chodzi o uran. To nie jest firma, która „ma jakieś kopalnie”. Oni kontrolują najbogatsze złoża na planecie. Cigar Lake i McArthur River to odpowiedniki saudyjskich pól naftowych, tylko w wersji uranowej. Taki poziom koncentracji jakości sprawia, iż Cameco może produkować taniej i stabilniej niż praktycznie każdy konkurent.

Co więcej, to nie jest już tylko górnik. Przejęcie w 2023 roku niemal połowy Westinghouse, firmy, która projektuje, buduje i serwisuje reaktory, było ruchem, który zmienił charakter całego biznesu. Westinghouse to tak naprawdę kilka biznesów w jednym: z jednej strony projektuje i dostarcza kompletne reaktory (od dokumentacji technicznej po najważniejsze komponenty), z drugiej produkuje paliwo jądrowe dla istniejących bloków, a do tego zajmuje się serwisem, modernizacjami i przedłużaniem życia działających elektrowni. W praktyce oznacza to, iż Cameco jest dziś obecne na prawie każdym etapie łańcucha wartości. Od wydobycia rudy, przez jej przerób i wzbogacanie, aż po dostarczenie gotowego paliwa i udział w projektach budowy oraz utrzymania reaktorów.

Zamiast sprzedawać sam surowiec, Cameco stało się częścią „systemu operacyjnego” zachodniej energetyki jądrowej. jeżeli gdzieś na świecie powstaje nowy reaktor w technologii Westinghouse albo modernizowany jest istniejący blok, w tle bardzo często pracują kilogramy uranu, które przeszły przez ręce Cameco. Ponieważ ta firma kontroluje około 17% światowych dostaw uranu i aż 25% rynku konwersji uranu, czyli kolejnego po wydobyciu etapu produkcji!

W świecie, który chce się uniezależnić od Rosji, ta integracja to potężny atut. Westinghouse ma projekty w USA, Europie, Azji i choćby w Polsce, a Cameco zyskuje dostęp do klientów i technologii, które jeszcze kilka lat temu były poza jego zasięgiem.

Cameco: cykl podaży/popytu i wycena, która już dużo wie

Dlaczego ta spółka ma skorzystać? Bo przez ostatnią dekadę prawie nikt nie inwestował w nowe kopalnie. Podaż stoi w miejscu, a popyt rośnie, bo świat buduje reaktory i desperacko chce zabezpieczyć własne dostawy paliwa. Gdy cena uranu idzie w górę, marże Cameco rosną praktycznie jeden do jednego. Prosty, brutalnie skuteczny model.

Zwrot w zakresie energetyki jądrowej widać nie tylko na nagłówkach gazet, ale również na wynikach spółki, która po latach topniejących przychodów odbiła w 2021 roku i od tamtej pory księguje poprawę przychodów, a w trakcie ostatnich 12 miesięcy wygenerowała najlepszy zysk netto od co najmniej dekady.

BWXT: wzrost ze stabilnością, ale „stabilność kosztuje”

Trzeba jednak mieć na uwadze, iż rynek już swoje zdyskontował. Cena akcji urosła o 120% od początku 2024 roku, a wyprzedzający wskaźnik EV/EBITDA to okolice 27x. Jednak trzeba tutaj pamiętać, iż mnożnik sam w sobie to nie wszystko i należy na niego patrzeć przez pryzmat tego w jakiej sytuacji jest firma oraz jakie ma perspektywy, a te w tej chwili są bardzo obiecujące w długim terminie.

Jednak Cameco to dopiero początek renesansu. jeżeli fundament paliwowy stoi po stronie Zachodu, to kolejne pytanie brzmi: kto zagwarantuje Amerykanom pełną niezależność od Rosji i Chin? Tu na scenę wchodzi kolejna spółka, która nie tylko wydobywa, ale wręcz odzyskuje strategiczne minerały.

Energy Fuels: infrastruktura krytyczna USA i podwójny lewar geopolityczny

Jeśli Cameco jest „królem uranu” świata zachodniego, to Energy Fuels jest strażnikiem amerykańskiego podwórka. To spółka, która na pierwszy rzut oka wygląda jak kolejny górnik uranu, ale jej prawdziwa siła leży gdzie indziej. W przetwórstwie i geopolitycznym znaczeniu tego, co robi.

Sercem biznesu jest White Mesa Mill w stanie Utah. Jedyny działający konwencjonalny młyn uranowy w całych Stanach Zjednoczonych. Słowo „konwencjonalny” jest tu kluczowe, bo chodzi o zakład, który potrafi przyjąć prawdziwą skałę z kopalni, rozdrobnić ją i chemicznie wyciągnąć z niej uran. Inne działające w USA instalacje przetwórcze, należące do firm takich jak Uranium Energy Corp czy enCore Energy, obsługują proces ISR, czyli dostają płyn z podziemia i odzyskują z niego uran na żywicach. To zupełnie inna technologia, która nie zastępuje klasycznego młyna.

Efekt jest prosty: jeżeli w Ameryce ktoś chce prowadzić tradycyjne wydobycie uranu, to bez White Mesa nie ma gdzie przerobić urobku. Teoretycznie istnieją inne konwencjonalne młyny, ale to „martwe adresy”: Shootaring Canyon stoi od lat 80, Sweetwater wymaga lat i setek milionów na restart, a Mount Taylor jest w likwidacji. W najbliższej przyszłości żaden z nich nie wróci do życia na poziomie komercyjnym.

To sprawia, iż Energy Fuels nie jest tylko „koparką do uranu”, ale czymś w rodzaju infrastruktury krytycznej. Spółka może przerabiać nie tylko własną rudę, ale też materiał od innych firm. W praktyce White Mesa staje się hubem, do którego mogą dowozić urobek inni gracze, a rząd USA ma pewność, iż przerób odbywa się na własnym terytorium, pod własną kontrolą.

Na tym jednak historia się nie kończy, bo Energy Fuels doskonale wyczuła drugi wielki front geopolityczny, czyli wojnę o pierwiastki ziem rzadkich. Te metale są najważniejsze do produkcji magnesów do silników w autach elektrycznych, turbinach wiatrowych, elektronice i uzbrojeniu. Przez lata łańcuch przetwórstwa REE był praktycznie zdominowany przez Chiny. W momencie, gdy Pekin wprowadza ograniczenia eksportowe i wykorzystuje surowce jako narzędzie presji, w USA rośnie panika: „kto nam to wszystko przerobi u siebie?”.

Energy Fuels wchodzi dokładnie w tę niszę. Ten sam zakład, który przerabia uran, jest przystosowywany do produkcji tlenków pierwiastków ziem rzadkich. Spółka chwali się „mine-to-market” łańcuchem dostaw, a niezależne analizy opisują White Mesa jako potencjalny rdzeń amerykańskiej niezależności w krytycznych surowcach. Zarówno dla energetyki jądrowej, jak i zielonych technologii.

To połączenie dwóch trendów: „stop rosyjskiemu uranowi” i „stop chińskim minerałom”, jest dokładnie tym, czego szuka polityk w Waszyngtonie. Z jednej strony ustawa banująca rosyjski uran ma ograniczyć wpływy Rosatomu i pobudzić inwestycje w amerykański rynek. Z drugiej strony napięcia handlowe z Chinami sprawiają, iż każde lokalne źródło przetwórstwa REE zyskuje strategiczny status. Energy Fuels siedzi w samym środku tej szachownicy.

Inwestycyjnie to nie jest najczystsza „uranowa” historia, bo dochodzi komponent krytycznych minerałów. Ale właśnie to jest jej siłą. jeżeli ceny uranu rosną, White Mesa zarabia. jeżeli rośnie presja na uniezależnienie się od Chin w zakresie pierwiastków ziem rzadkich, White Mesa znów jest w centrum uwagi. To taki podwójny lewar na geopolitykę.

Jednak posiadanie kluczowych aktywów to nie wszystko. Trzeba jeszcze spojrzeć na to, jak operacyjnie te aktywa są wykorzystywane i ile są w stanie zarabiać.

Energy Fuels: faza transformacji, ujemna rentowność i zmienność kursu

Trzeba tutaj zrozumieć, iż spółka jest w tej chwili w fazie agresywnej transformacji, a to sprawia, iż na chwilę obecną nie jest rentowna i realnie przepala gotówkę.

Ujemne liczby w tabelkach nie wynikają z tego, iż nikt nie chce ich uranu, ale z faktu, iż spółka zamieniła się w wielki plac budowy. Energy Fuels realizuje agresywną strategię transformacji z lokalnego gracza w globalny hub surowcowy, a to kosztuje fortunę. Największy ciężar stanowią koszty niedawnego przejęcia Base Resources. To klasyczne „bóle wzrostowe”, integracja nowej spółki, opłacenie prawników i bankierów oraz gwałtowny wzrost zatrudnienia podbiły koszty administracyjne. Firma wydaje pieniądze dziś, by stać się gigantem jutro.

Kluczowe jest również zrozumienie, iż Energy Fuels inwestuje w przyszłość, która nadejdzie dopiero za dwa lata. Spółka pompuje miliony w rozwój sektora Pierwiastków Ziem Rzadkich (REE), ale uczciwie przyznaje w raportach, iż na razie nie ma z tego pieniędzy. Brakuje im jeszcze „efektu skali”. Młyn nie ma wystarczającego wsadu, by proces był tani. Zarząd stawia sprawę jasno: zyski z tego segmentu pojawią się dopiero w okolicach 2027–2028 roku, gdy ruszą projekty Donald i Toliara. Inwestorzy płacą więc teraz „podatek od innowacji”, finansując infrastrukturę, która zacznie zarabiać dopiero w przyszłości.

Na koniec warto docenić ich brutalnie szczerą księgowość. W przeciwieństwie do wielu firm, które „pudrują” wyniki, rozkładając koszty budowy kopalń na wiele lat, Energy Fuels większość wydatków rozwojowych wrzuca od razu w bieżące koszty. To drastycznie obniża dzisiejszy wynik netto, ale sprawia, iż bilans spółki jest zdrowszy i nie zawiera „powietrza”. Otrzymujemy więc obraz firmy, która woli przyjąć cios finansowy teraz, niż ukrywać trupy w szafie.

Zgodnie z prognozami analityków dodatnie przepływy operacyjne i zyski netto mają się pojawić w spółce już w 2026 roku. jeżeli więc wszystko pójdzie sprawnie, to rok 2026 może okazać się dla firmy momentem break-even, a to często bywa katalizator dla kursu akcji.

Jednocześnie inwestorzy nie śpią i też widzą co się dzieje. Od początku 2025 roku cena akcji Energy Fuela urosła już o ponad 200%. Rajd był napędzany zarówno przez atomowy renesans, o którym dużo się mówiło w mediach, ale też przez napięcia na linii USA-Chiny związane z metalami ziem rzadkich. Mimo to od październikowych szczytów doszło już do przeceny o niemal 50%. Te ruchy dobrze pokazują jak ryzykowna jest to inwestycji i zdecydowanie nie jest ona dla wszystkich, a jedynie dla inwestorów o mocnych nerwach.

Mamy więc z jednej strony globalny fundament w postaci Cameco, a z drugiej Energy Fuels jako mocno amerykańską odpowiedź na pytanie: „co, jeżeli nie Rosja i nie Chiny?”. Kolejny krok w tej układance to już nie surowce, ale technologia i bezpieczeństwo, czyli firma, która buduje i obsługuje najbardziej wrażliwe elementy reaktorów, również dla armii. Tu wchodzi BWX Technologies, czyli inżynier do zadań specjalnych.

BWX Technologies: wojskowa fosa + SMR + medycyna nuklearna

Trzon biznesu BWXT to kontrakty z rządem USA, a konkretnie z programem napędu jądrowego Marynarki Wojennej.

Spółka produkuje najważniejsze komponenty reaktorów do okrętów podwodnych klasy Virginia i Columbia oraz lotniskowców klasy Ford. To są kontrakty liczone w miliardach dolarów, podpisywane na lata do przodu, w których margines na błąd praktycznie nie istnieje. Już dziś spółka prezentuje wolumen sprzedawanych jednostek energetycznych aż do 2033 roku! Oczywiście przy dobrych wiatrach mogą dochodzić kolejne kontrakty, które będą ten outlook aktualizować w górę.

Co to oznacza z inwestycyjnego punktu widzenia? Po pierwsze, to fosa nie do skopiowania. Żeby produkować reaktory dla US Navy, potrzebujesz nie tylko fabryk, ale też dekad doświadczenia, certyfikacji, procedur bezpieczeństwa i zaufania państwa. Tu nie wchodzi jakiś nowy start-up „od atomu”. BWXT siedzi na pozycji dostawcy krytycznego sprzętu dla jedynej floty na świecie, która operuje tak dużą liczbą jednostek z napędem jądrowym i robi to od lat.

Druga noga biznesu to sektor cywilny i małe reaktory modułowe, czyli SMR. BWXT jest jednym z kluczowych partnerów przy projekcie BWRX-300, czyli jednym z najbardziej zaawansowanych konstrukcyjnie SMR-ów na rynku. Firma ma kontrakt na zaprojektowanie i produkcję zbiornika ciśnieniowego reaktora, czyli jednego z absolutnie kluczowych elementów całej konstrukcji.
To idealnie wpisuje BWXT w trend seryjnej produkcji małych reaktorów w fabrykach, a nie na placu budowy. Im bardziej świat przesuwa się w stronę SMR-ów, tym większa wartość dobrze naoliwionego, certyfikowanego łańcucha dostaw, a BWXT stoi w jego centrum.

Dla wyjaśnienia SMR-y to energetyczna rewolucja na miarę przejścia z wielkich komputerów mainframe na laptopy. To reaktory o mniejszej mocy, które zamiast na wielkim placu budowy, powstają seryjnie w fabrykach – jak samochody czy klocki Lego. Gotowe moduły transportuje się ciężarówkami i składa na miejscu, co ma drastycznie ciąć koszty i czas inwestycji.

Trzecia, często niedoceniana część układanki to medycyna nuklearna. BWXT pracuje nad komercyjną produkcją izotopu, który jest absolutnym koniem roboczym współczesnej diagnostyki. W świecie medycyny nuklearnej odpowiada za ogromną część badań obrazowych, szczególnie:

  • wykrywanie przerzutów nowotworowych,
  • diagnostykę chorób serca,
  • ocenę pracy narządów (nerki, tarczyca itd.).

Problem polega na tym, iż światowy łańcuch dostaw tego izotopu jest kruchy, bo opiera się na kilku starych reaktorach badawczych. jeżeli któryś z nich się zatrzyma, szpitale mają poważny kłopot. Dlatego pojawia się okno rynkowe dla firm, które potrafią dostarczyć to samo w bardziej przewidywalny sposób.

I tu właśnie wchodzi BWXT. Wspomniany izotop jest już powszechnie stosowany, to standard medyczny. Natomiast BWXT dopiero wchodzi jako nowy dostawca. Żeby ich produkt mógł trafić do szpitali w USA, muszą uzyskać zgodę FDA, czyli agencji żywności i leków na swoje produkty.

Z perspektywy inwestora dostajemy więc rzadkie połączenie: stabilne, wieloletnie kontrakty wojskowe, ekspozycję na przyszłość energetyki jądrowej poprzez SMR-y oraz rosnący rynek medycyny nuklearnej. To nie jest spółka, która zarobi tylko wtedy, gdy powstanie nowa elektrownia w twoim kraju. Ona zarabia na tym, iż świat chce mieć atom w okrętach, w sieci energetycznej i… w szpitalach.

Zresztą, kiedy spojrzymy na dane finansowe, to od razu widać połączenie wzrostu i stabilności, która wyróżnia BWX Techologies na tle dwóch poprzednich firm. Tutaj wyniki nie są uzależnione od cen uranu, ale od jakości technologii i stopnia wykorzystania uranu w gospodarce.

Przychody od dekady rosną średnio o ponad 8% rocznie, a zyski operacyjne o 7% rocznie. Natomiast w trakcie ostatnich 12 miesięcy tempo wzrostu przychodów przyśpieszyło do 14%, co jest najlepszym wynikiem od co najmniej dekady.

Trzeba jednak brać pod uwagę, iż za stabilność, fosę ekonomiczną i obiecujące perspektywy się płaci. Firma jest dziś notowana po 45x Forward P/E, co niemal dwukrotnie odbiega od 10-letniej średniej. jeżeli dla kogoś to za drogo, ale spółka mu się spodobała, to warto pamiętać o bardzo prostym rozwiązaniu. Wrzucamy ją na watch-listę i czekamy, aż sytuacja zmieni się na naszą korzyść. Może cena spadnie, może perspektywy jeszcze bardziej się poprawią. Nie trzeba wszystkiego kupować na wyścigi. Ta rada dotyczy wszystkich spółek, choćby nie tylko z tego materiału.

Dołącz do nas na Twitterze oraz YouTube i bądź na bieżąco!

Vistra: atom jako produkt dla AI i data centers

Po dwóch spółkach grających głównie surowcami i jednej stricte inżynieryjnej, czas zejść z poziomu „komponentów i paliwa” do poziomu rachunku, który ostatecznie płaci klient.

Innymi słowy: zobaczyć, kto bierze ten cały atom, dorzuca do niego sieć, gaz, magazyny energii i sprzedaje to w formie prądu, m.in. dla najbardziej prądożernego wynalazku naszych czasów, czyli sztucznej inteligencji. Tu na scenę wchodzi Vistra.

Vistra to klasyczny „utility”, czyli przedsiębiorstwo energetyczne, które posiada elektrownie, zarządza siecią kontraktów i sprzedaje energię milionom klientów w USA. Różnica polega na tym, iż po przejęciu Energy Harbor Vistra stała się zupełnie innym zwierzęciem niż typowy lokalny dostawca prądu.

W marcu 2024 spółka domknęła przejęcie Energy Harbor, przejmując trzy elektrownie jądrowe (Beaver Valley, Davis-Besse, Perry) i dokładając je do swojego Comanche Peak w Teksasie. Efekt? Vistra stała się właścicielem drugiej co do wielkości konkurencyjnej floty nuklearnej w USA i jednocześnie największym konkurencyjnym producentem energii elektrycznej w kraju. Mówiąc „konkurencyjnym” chodzi o dany typ elektrowni. Firma produkuje prąd i sprzedaje go na wolnym rynku temu, kto zapłaci najwięcej. Nie ogranicza ich żaden urzędniczy sufit zysków. To absolutnie najważniejsze w dobie boomu na sztuczną inteligencję. Gdy Microsoft czy Amazon desperacko szukają stabilnego prądu dla swoich serwerowni, Vistra może negocjować z nimi stawki bezpośrednio, dyktując warunki. Alternatywą są firmy regulowane, który maja monopol na danym terenie, ale muszą działać wg ściśle określonych przepisów i dostarczają energię głównie do obywateli, szkół czy szpitali.

Jednocześnie w spółce utworzono segment Vistra Vision, czyli „czystą” część biznesu, która skupia atom, OZE i magazyny energii, podczas gdy reszta floty (głównie gaz i węgiel) trafiła do Vistra Tradition. To nie jest kosmetyczny zabieg brandingowy, tylko jasny sygnał: atom ma być filarem niskoemisyjnego biznesu na lata.

Nuklearna noga Vistry ma jeszcze jedną istotną cechę: jest bardzo długa w czasie. Comanche Peak ma już zgodę regulatora na pracę reaktorów aż do okolic 2050–2053, a licencje dla Beaver Valley i Davis-Besse sięgają lat 30. i 40. XXI wieku.
Dla inwestora oznacza to jedno. Te bloki mogą pompować 24/7 czysty prąd jeszcze długimi latami, co jest idealne pod długoterminowe kontrakty.

Jednak Vistra to nie tylko atom. Spółka ma ogromną flotę elektrowni gazowych, które stabilizują system, oraz bardzo mocną ekspozycję na magazyny energii. Flagowy przykład to Moss Landing w Kalifornii: bateria o mocy 750 MW i pojemności 3000 MWh, która przez długi czas była największą działającą instalacją litowo-jonową na świecie.

Vistra: miks atom–gaz–magazyny i pytanie o „hype”


Taki miks, atom jako podstawa, gaz jako elastyczny backup, bateria jako „amortyzator”, to dokładnie to, czego oczekuje rynek przy rosnącym udziale niestabilnych OZE.

Gdzie tu miejsce na AI? Właśnie w tym, iż centra danych nie chcą tylko „prądu z gniazdka”. One chcą:

  • dużych, gwarantowanych wolumenów,
  • dostaw 24/7,
  • i jak najniższego śladu węglowego,

Vistra idealnie się w ten obraz wpasowuje: ma flotę atomową, która może dostarczać niskoemisyjną energię non stop, ma magazyny i gaz, żeby zarządzać szczytami.

Dla inwestora to zupełnie inny profil ryzyka niż w przypadku spółek czysto surowcowych. Cameco i Energy Fuels to zakład na cenę uranu i politykę. Vistra to zakład na to, iż świat data center i AI naprawdę wejdzie w długoterminowe, kontrakty z dostawcami energii, a hyperscalerzy będą gotowi przepłacać za stabilną i czystą energię elektryczną.

Jednak hype w przypadku Vistra jest ogromny, a spółka od początku 2024 roku urosła już o 360%.

Mimo wszystko mnożniki wyceny wcale nie wyglądają na tak odklejone od rzeczywistości. Są wręcz zaskakująco niskie, jak na niedawny rajd ceny akcji. Forward EV/EBITDA w okolicy 11x, i P/E w okolicy 18x.

NuScale: opcja na przyszłość i finał układanki

A teraz, kiedy mamy już paliwo (Cameco, Energy Fuels), technologię i komponenty (BWXT) oraz końcowego sprzedawcę prądu (Vistra), zostaje jeszcze ostatni element tej układanki: czyste marzenie o przyszłości. Firma, która dziś jest bardziej loteryjnym biletem niż stabilnym biznesem, ale jeżeli jej się uda, to może zdefiniować zupełnie nowy standard w energetyce jądrowej. Tu wchodzi NuScale.

Przy poprzednich spółkach można się spierać o wycenę, ryzyko regulacyjne czy cykliczność, ale jedno jest pewne – to są realne biznesy, które już dziś coś produkują. NuScale to zupełnie inna bajka. Typowy „bilet na loterię”: albo będzie wielki sukces, albo… historia do case study o tym, jak trudne są projekty jądrowe.

NuScale nie sprzedaje prądu. Ich produktem jest projekt reaktora SMR – VOYGR – oraz licencja na jego wykorzystanie. Firma projektuje modułowe, małe reaktory wodne (PWR), które mają być budowane w fabrykach, transportowane na miejsce i składane jak klocki.

Kluczowy fakt: NuScale jest wciąż jedyną firmą, która ma zatwierdzony przez amerykański NRC standardowy projekt SMR.

To nie jest „jakaś tam pieczątka”. To przepustka do tego, żeby przyszli klienci mogli powoływać się na ten projekt przy swoich pozwoleniach, zamiast zaczynać cały proces od zera. W świecie atomu, gdzie regulacja trwa latami, to ogromny krok do przodu.

Problem w tym, iż na razie to głównie papier i plany. Flagowy projekt w Idaho, który miał być pierwszą komercyjną instalacją NuScale w USA, został w 2023 roku skasowany przez rosnące koszty i brak pełnego „zapisania się” odbiorców na energię.

To był zimny prysznic dla całej narracji „SMR-y rozwiążą wszystko”: papier przyjmie każdą prognozę kosztów, ale pierwsza w swoim rodzaju instalacja zawsze jest droga, trudna i opóźniona.

NuScale próbuje więc dziś rozegrać kilka innych frontów naraz. Najbardziej zaawansowana wydaje się ścieżka rumuńska. Projekt w Doicești, na terenie dawnej elektrowni węglowej. To wciąż nie jest decyzja inwestycyjna, tylko przygotowania. Sama Rumunia mówi wprost, iż ostateczna decyzja może przesunąć się na okolice 2027 roku.

Drugi front to AI i data centers. NuScale bardzo agresywnie pozycjonuje się jako dostawca energii właśnie pod ten segment: publikuje materiały o „zasilaniu ery AI”, podkreśla stabilność, zero-emisyjność i kompaktowość modułów oraz chwali się rozmowami z operatorami centrów danych. Zarząd mówi o kilku dużych podmiotach, a branżowe analizy opisują firmę jako jednego z kandydatów do obsłużenia „energetycznego głodu” AI. Na razie to jednak głównie narracja i rozmowy, a nie podpisane, finansowane projekty z łopatą w ziemi.

To wszystko sprawia, iż cena akcji żyje własnym życiem, a inwestorzy od dwóch lat przeżywają prawdziwy rollercoster. jeżeli nie jesteś gotowy brać na klatę obsunięć o 70%, to choćby nie zastanawiaj się nad tą spółką, bo ona przemieli i wypluje Ciebie i twoja psychikę.

Tylko w trakcie ostatniego roku mieliśmy najpierw wzrost o 350%, potem spadek o 70%, kolejny wystrzał o 400% i kolejny spadek o 70%. Tylko nie myśl sobie, iż przewidzisz kolejne takie wahania. Tu trzeba być gotowym na to, iż papierem rządzi spekulacja.

W efekcie w tym zestawieniu NuScale stoi na zupełnie innym biegunie niż Cameco czy Vistra. Tam masz fundamenty i przepływy pieniężne, tutaj technologiczną opcję na przyszłość. jeżeli SMR-y „dowiozą” i pierwsze projekty w Rumunii czy gdziekolwiek indziej faktycznie powstaną, wycena może urosnąć jeszcze bardziej. jeżeli nie zostanie po tym interesująca prezentacja PowerPoint i parę bardzo drogich lekcji dla całej branży.

Renesans energetyki jądrowej nie opiera się na jednym cudownym rozwiązaniu, tylko na całym ekosystemie firm, które robią zupełnie różne rzeczy. Od wydobycia surowca, przez technologię i komponenty, aż po dostawę prądu i eksperymentalne projekty przyszłości. Cameco to fundament paliwowy Zachodu. Energy Fuels to geopolityczna odpowiedź USA na Rosję i Chiny. BWX Technologies daje technologiczny kręgosłup, od reaktorów dla floty, po izotopy dla medycyny. Vistra łączy atom z biznesem i sprzedaje energię, której najbardziej potrzebuje świat AI. A NuScale jest loterią, w której stawką jest nowy standard całej branży.

Ten obraz ma jedną wspólną cechę: każda z tych spółek może na renesansie atomu zyskać, ale każda robi to w inny sposób i z innym poziomem ryzyka. To nie jest sektor typu „kup cokolwiek z napisem uranium i czekaj na księżyc”. Tu fundamenty, pipeline projektów, struktura kontraktów i cykl inwestycji naprawdę mają znaczenie.

Warto też trzymać emocje na wodzy. Renesans atomu to fakt, ale hype potrafi wyprzedzać rzeczywistość o kilka kroków. Niektóre z tych spółek mają dziś wyceny rozgrzane i wymagają zimnej głowy. Bo choćby jeżeli trend jest silny, to cena, jaką płacisz za akcję, wciąż decyduje o Twoim realnym zwrocie w długim terminie.

Ostatecznie to właśnie jest sedno: atom wraca, ale zwycięzcy są różni. Jedni zarabiają na paliwie, inni na projektach wojskowych, inni na sprzedaży prądu, a jeszcze inni na obietnicy przyszłych reaktorów. Ten sektor to nie jeden zakład, tylko pięć różnych ścieżek inwestycyjnych. Od stabilnych fundamentów po czystą opcję na przyszłość.

Inwestuj z XTB! Podczas rejestracji podaj kod DNARYNKOW i odbierz darmowy kurs inwestowania dla początkujących

Załóż konto na: https://link-pso.xtb.com/pso/aKgIe

Do zarobienia!
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00
67
5
Idź do oryginalnego materiału