Pierwsza sesja 2026 roku zaczęła się od spektakularnego ruchu na ETF-ie na sWIG80. Plus 10% na otwarciu. Brzmi jak euforia na małych spółkach, ale to nie była żadna zmiana wyceny, tylko zderzenie kalendarza, płynności i złych decyzji inwestorów. Niektórzy po chwili mieli już minus 6%.
To dobry punkt wyjścia, żeby pokazać, jak łatwo pomylić ruch ceny z realnym sygnałem z rynku. Zwłaszcza na instrumentach, które uchodzą za „bezpieczne” i „pasywne”.
W tym materiale Gospodarczego Przeglądu Wydarzeń opowiem, co tak naprawdę wydarzyło się na tym ETF na początku roku, skąd wziął się nagły wystrzał na akcjach Mentzen SA bez żadnego newsa i jak w efekcie końcówki roku potrafią robić bardzo mylące rzeczy na wykresach.
Będzie też o spółkach, które kiedyś miały status premium, a dziś rynek brutalnie je weryfikuje, oraz o branży piwnej, która nie zalicza chwilowego dołka, tylko wchodzi w trwałą fazę kurczenia się. Zapraszam.
ETF sWIG80 +10% na starcie 2026! Nowy rok, stare błędy inwestorów…
Inwestuj z XTB! Podczas rejestracji podaj kod DNARYNKOW i odbierz darmowy kurs inwestowania dla początkujących
Załóż konto na: https://link-pso.xtb.com/pso/kdg44
ETF Beta sWIG80 i mechanika rynku
ETF Beta sWIG80 zalicza wystrzał o 10% na otwarciu w pierwszej sesji w roku!
LUDZIE NAUCZCIE SIĘ NIE KUPOWAĆ RZECZY ZLECENIEM PKC. Drugi stycznia 2026 roku na GPW zaczął się od tego, iż ETF Beta odwzorowujący indeks sWIG80 otworzył się skokiem ceny rzędu 10%. Brzmi jak euforia na małych spółkach? Niekoniecznie. To był raczej pokaz mechaniki rynku i efektu kalendarza niż realnej zmiany wyceny indeksu.

Klucz do zrozumienia tej sytuacji leży w tym, kto i jak kupuje ten instrument. ETF Beta sWIG80 jest jednym z najpopularniejszych ETF-ów wśród inwestorów indywidualnych w Polsce. Szczególnie często trafia na konta IKE i IKZE, gdzie inwestorzy długoterminowi chcą mieć prostą ekspozycję na szeroki rynek mniejszych spółek. I tu pojawia się istotny szczegół. IKE i IKZE mają roczne limity wpłat, które resetują się z początkiem roku.
Co roku na początku stycznia powtarza się ten sam schemat. Część inwestorów od razu wypełnia limit wpłat i drugiego stycznia pieniądze są już na kontach. No i trzeba coś za nie kupić. ETF-y są naturalnym wyborem, bo są proste, tanie i „bezpieczne” w sensie dywersyfikacji. Efekt? Skumulowany popyt nowo wypełnionych kont IKE pojawia się dokładnie na otwarciu pierwszej sesji w roku.
Tym razem skala była wyjątkowo duża. Na otwarciu posypały się zlecenia PKC, czyli „po każdej cenie”. Przy relatywnie ograniczonej płynności na starcie sesji i konieczności stworzenia nowych jednostek ETF-a, cena oderwała się od tego, co faktycznie działo się na indeksie bazowym. Sam indeks sWIG80 nie wzrósł o 10%. Wzrosła cena ETF-a, bo rynek chwilowo nie był w stanie zrównoważyć popytu i podaży.

W praktyce oznaczało to, iż część inwestorów kupiła ekspozycję na małe spółki z dużą premią względem wartości aktywów netto. Gdy sytuacja się uspokoiła, a animatorzy i rynek kasowy „dogonili” popyt, cena ETF-a wróciła bliżej rozsądnych poziomów. Efekt uboczny był bolesny dla tych, którzy kupowali po każdej cenie. Już po krótkim czasie okazało się, iż są około 6% na minus, mimo iż indeks jako taki nie zaliczył żadnego załamania.
Dla porównania w całym 2025 roku sWIG80 dał zarobić 25% i trzeba zaznaczyć, iż to był bardzo dobry wynik.

To klasyczny przykład tego, iż ETF, choć jest instrumentem pasywnym, to jednak warto o nim cokolwiek wiedzieć. Cena w danym momencie jest wynikiem zleceń na rynku, a nie magicznego „odzwierciedlenia indeksu”. Przy dużym, jednorazowym napływie kapitału i niskiej płynności na otwarciu, mogą powstawać krótkoterminowe anomalie cenowe.
Warto też zauważyć, iż to nie był „błąd ETF-a” ani manipulacja. To była czysta mechanika rynku połączona z zachowaniem inwestorów i specyfiką konkretnych zleceń. Wystarczyło kilka minut i dużo zleceń PKC, żeby cena poleciała w kosmos.
ETF-y są świetnym narzędziem, ale sposób ich kupowania ma ogromne znaczenie. Pierwsza sesja w roku, duży popyt i zlecenia bez limitu to przepis na przepłacenie. Czasem wystarczy ustawić limit albo poczekać godzinę, żeby nie zaczynać roku od kilku procent straty. Rynek nie wybacza pośpiechu, choćby wtedy, gdy kupuje się „bezpieczny” ETF.
Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja. Ok, zmiana tematu.
NBP i zwrot ku danym wyprzedzającym
Makroekonomia zwykle kojarzy się z danymi, które mówią nam, co już się wydarzyło. Inflacja za poprzedni miesiąc. PKB sprzed kwartału. Bezrobocie z opóźnieniem. Narodowy Bank Polski chce to trochę zmienić. W planie pracy na lata 2026–2028 zapowiada uruchomienie nowych badań, które mają dać znacznie lepszy wgląd w to, co dopiero się wydarzy.
Najważniejszym projektem są cykliczne badania oczekiwań konsumentów, które mają ruszyć w pierwszej połowie 2027 roku. Ich celem nie jest mierzenie twardych danych, tylko tego, co konsumenci myślą, planują i czego się spodziewają. Badanie ma obejmować m.in. oczekiwania dotyczące cen, rynku pracy, rynku mieszkaniowego oraz dostępności kredytów.
To klasyczny przykład danych miękkich i wyprzedzających. Miękkich, bo opartych na deklaracjach i nastrojach, a nie na faktach księgowych. Wyprzedzających, bo oczekiwania bardzo często zmieniają się wcześniej niż realne zachowania. jeżeli gospodarstwa domowe zaczynają spodziewać się wzrostu cen lub pogorszenia sytuacji na rynku pracy, to zwykle wcześniej ograniczają wydatki. Dla ekonomistów i inwestorów to sygnał, co może stać się z konsumpcją za kilka kwartałów.
Warto jednak pamiętać, iż przeciętni obywatele mają skłonności do nadmiernego pesymizmu, który potem nie znajduje odzwierciedlenia w twardych danych. Doskonałym przykładem jest USA 2025 roku! Trump nieźle nastraszył wszystkich na świcie i oczekiwania konsumentów były katastrofalne, ale ostatecznie nic się złego nie stało i dane twarde maszerowały sobie w swoją stronę.

Drugim ważnym elementem są badania zasobności gospodarstw domowych, które NBP chce przeprowadzić wspólnie z GUS. Tu mówimy już o danych znacznie twardszych. Chodzi o realny obraz sytuacji finansowej Polaków, czyli jakie mają aktywa, jakie zobowiązania i jak wygląda ich bilans. Efektem ma być raport zaplanowany na pierwszą połowę 2027 roku.
Z punktu widzenia analizy makro to ogromna wartość. Same dochody kilka mówią, jeżeli nie wiemy, czy gospodarstwa domowe mają poduszkę finansową, czy są mocno zadłużone. Te dane pomagają lepiej ocenić odporność konsumpcji na podwyżki stóp procentowych, spowolnienie gospodarcze czy szoki inflacyjne. To dane raczej opóźnione lub współbieżne, ale za to bardzo solidne.
NBP planuje też rozwijać narzędzia prognozowania wyniku odsetkowego banków komercyjnych. Chodzi o lepsze modele do testów warunków skrajnych, czyli sprawdzania, jak sektor bankowy poradzi sobie w trudnych scenariuszach. Dla inwestorów to sygnał, iż bank centralny chce lepiej rozumieć, jak zmiany stóp procentowych i warunków makro przekładają się na rentowność banków.
Na koniec wątek kryptoaktywów. NBP zapowiada prace nad metodami pozyskiwania danych o ich posiadaniu. W pierwszej połowie 2026 roku planowane jest badanie gospodarstw domowych, które ma odpowiedzieć na pytania, dlaczego Polacy trzymają kryptoaktywa, jakie to są aktywa i w jaki sposób zostały nabyte.
NBP wyraźnie przesuwa akcent z opisu przeszłości na próbę zrozumienia przyszłości. Dla inwestorów i ekonomistów to duża zmiana jakościowa. Więcej danych wyprzedzających, więcej kontekstu i mniej zgadywania, co tak naprawdę siedzi w głowach konsumentów. A w makro to często właśnie tam zaczynają się największe zmiany.
Mentzen SA i efekt końca roku
Spore zmiany zadziały się też na kursie akcji spółki Sławomira Mentzena. Plus 33% na jednej sesji, bez wielkiego newsa, bez przełomu w wynikach, bez komunikatu, który tłumaczyłby nagłą euforię. Tak właśnie wyglądał finisz 2025 roku na akcjach Mentzen SA. I co ważne to nie pierwszy raz, bo rok temu na akcjach spółki obserwowaliśmy podobny ruch dokładnie w tym samym dniu, czyli 30 grudnia 2024. Wtedy akcje rosły o 16%, w tym roku o 33%.

Zacznijmy od tego, iż taki jednodniowy skok na małej spółce nie musi wynikać z tego, iż rynek nagle „odkrył wartość”, tylko z obrotu akcjami. jeżeli płynność jest niska, to choćby relatywnie niewielki popyt potrafi przesunąć kurs o kilkanaście czy kilkadziesiąt procent. Innymi słowy może relatywnie małą ilością funduszy podbić cenę o znaczną wartość. Szczególnie jeżeli robi się to z premedytacją.
Prawdopodobnie z czymś takim mieliśmy tutaj do czynienia. To jest ważne, bo na szerokim rynku trzeba potężnych pieniędzy do wygenerowania takiego ruchu, ale na małej spółeczce, już nie.
Kluczowe pytanie, które powstaje w tym kontekście brzmi: po co komu podbijać kurs akurat na końcu roku? Tu pojawia się hipoteza pudrowania wizerunku pod oświadczenie majątkowe. Mechanizm jest prosty do wytłumaczenia.
W wielu sytuacjach, gdy ktoś musi wykazać posiadane aktywa (na przykład znany polityk), punktem odniesienia jest stan na koniec roku. o ile ktoś ma akcje spółki, to ich wycena jest obliczana właśnie po kursie rynkowym z końca roku. jeżeli więc kurs na finiszu roku jest wyjątkowo wysoki, to papierowo wygląda to lepiej dla posiadacza tych akcji i właściciela firmy. Taki zabieg może zadziałać wizerunkowo na korzyść ludzi powiązanych z spółką, bo w tabelce „wartość posiadanych akcji” robi się większa, a narracja „moja spółka rośnie” brzmi lepiej. Szczególnie, gdy może tak powiedzieć znana osoba publiczna.
To, co dodatkowo podbija podejrzenia, to powtarzalność. Już wspomniałem o tym, iż rok temu mieliśmy podobną sytuację i ciężko uwierzyć, iż to przypadek. Efekt? Dzięki temu ruchowi 30 grudnia 2025 roku cena akcji Mentzen SA jest na podobnym poziome co rok temu i wygląda jakby była na zero, chociaż jeszcze 29 grudnia była na minus 25% w skali roku.

Oczywiście nie da się jednoznacznie postawić zarzutów i powiedzieć, iż ktoś taki i taki specjalnie podbijał cenę, żeby wygenerować korzyści wizerunkowe wokół swojej osoby. To równie dobrze mógł być przypadkowy większy inwestor, domknięcie pozycji, spekulacja pod płytką płynność i tak dalej. Jednak chyba każdy widzi, iż mamy tutaj do czynienia z pewnymi sygnałami.
Pewnie wielu z Was już sobie myśli, iż za rok będzie powtórka i trzeba się 29 grudnia 2026 zapakować w akcje Mentzen SA. Ostrzegam tylko, iż skoro motyw powtórzył się dwa razy, to za trzecim razem rynek zacznie go wyceniać szybciej i ostrzegam, iż to wcale nie musi się znów powtórzyć i nie wiadomo jaka będzie skala tej powtórki. Poza tym tu nie ma wielkich pieniędzy do zarobienia. Obrót tego dnia to kilkaset tysięcy złotych.
11 bit studios – utrata premii za narrację
Udanej końcówki roku nie zaliczyły za to akcje 11 bit studios. Spółka była jedną z tych, które inwestorzy traktowali kiedyś niemal jak gamingową markę premium. Niewielkie studio, ambitne projekty, mocny przekaz artystyczny i gry, które potrafiły być jednocześnie niszowe i komercyjnie skuteczne. Dziś kurs akcji spadł do poziomów niewidzianych od 2017 roku, a rynek coraz wyraźniej pokazuje, iż ta historia przestała go przekonywać.

Bezpośrednim impulsem do dalszej przeceny była aktualizacja rekomendacji Noble Securities z 22 grudnia. Analityk Mateusz Chrzanowski obniżył cenę docelową akcji z 243 do 158 zł oraz zmienił rekomendację z „kupuj” na „trzymaj”. To nie była kosmetyka, tylko reakcja na serię rozczarowań po stronie operacyjnej.
Problem nie zaczął się w jednym momencie. To raczej proces powolnego wygaszania zaufania. Przez lata inwestorzy wierzyli, iż 11 bit potrafi powtarzać sukcesy. Że choćby jeżeli projekt się opóźni, to ostatecznie dowiezie jakość i pieniądze. Teraz ta wiara została mocno nadwyrężona, bo kolejne elementy układanki nie składają się już w spójną całość.
Najlepszym przykładem jest „The Alters”. Z jednej strony to gra, która została dobrze przyjęta przez graczy. Z drugiej strony, ogromna część aktywności została „skonsumowana” przez Game Passa. To klasyczny dylemat nowoczesnego gamedevu. Obecność w subskrypcji buduje zasięg, rozpoznawalność i narrację o sukcesie, ale jednocześnie podcina bezpośrednią sprzedaż. Na papierze liczba graczy wygląda imponująco. W kasie już znacznie gorzej.
Do tego dochodzi agresywna polityka cenowa. Gra startuje z rabatem, potem gwałtownie pojawiają się kolejne obniżki. To sygnał, iż studio samo widzi opór popytu przy wyższej cenie. Dla inwestora to ważna informacja, bo pokazuje, iż choćby przy dobrym odbiorze artystycznym, monetyzacja przestaje być oczywista.
Drugi filar problemów to „Frostpunk 2”. Tu narracja była jeszcze trudniejsza, bo mówimy o marce, która wcześniej była prawdziwą lokomotywą spółki. Płatny dodatek faktycznie na chwilę ożywił zainteresowanie, ale reakcja graczy była chłodna. Oceny wyraźnie spadły, a entuzjazm, który kiedyś był znakiem rozpoznawczym tej serii, gdzieś się ulotnił. Rynek bardzo gwałtownie wyłapuje takie zmiany nastrojów, bo one przekładają się na długowieczność sprzedaży i hype wokół samej spółki.
W tle pozostało coś ważniejszego. Brak jasnej, ekscytującej przyszłości. Przez lata 11 bit był wyceniany nie tylko za to, co już sprzedał, ale za obietnicę kolejnych „momentów Frostpunka”. Dziś pipeline wygląda przeciętnie. Nie widać tytułu, który mógłby rozpalić wyobraźnię rynku i odwrócić sentyment. A bez tej narracji choćby solidne, dobrze oceniane gry nie wystarczą, żeby utrzymać dawną wycenę.
Wykres tylko dopełnia obrazka. Długoterminowy trend pokazuje wyraźnie, iż każda próba odbicia kończy się niżej niż poprzednia. To klasyczny sygnał, iż kapitał długoterminowy wychodzi, a krótkoterminowe nadzieje są systematycznie gaszone.
11 bit studios wciąż potrafi robić dobre gry, ale rynek przestał płacić premię za samą jakość artystyczną. W świecie subskrypcji, rabatów i coraz droższej produkcji liczy się przede wszystkim zdolność do trwałej monetyzacji, a z tym 11 bit ma dziś wyraźny problem.
Rynek piwa – strukturalny regres
Problem ma również polski rynek piwa, który zaczyna się… kurczyć. Jeszcze niedawno piwo było jednym z najbardziej stabilnych segmentów rynku FMCG w Polsce. Dziś ta stabilność znika. Piwo nie tylko sprzedaje się w mniejszych ilościach, ale po raz pierwszy od lat ten rynek zaczął się kurczyć także wartościowo. To istotny sygnał, bo oznacza, iż problemem nie jest już tylko wolumen, ale cała ekonomika branży.
Od 2019 roku sprzedaż piwa w Polsce spadła ilościowo o ponad 5 mln hektolitrów, czyli o około 13%.

Do niedawna producenci mogli to jeszcze maskować cenami, ale w 2025 roku ten bufor się wyczerpał. Dane Nielsena pokazują, iż po 11 miesiącach sprzedaż była niższa o 5,8% ilościowo i o 4,2% wartościowo. W efekcie wartość całego rynku spadła z około 23 do 22 mld zł.
Dlaczego tak się dzieje? najważniejsze są zmiany strukturalne. Konsumpcja alkoholu w Polsce systematycznie spada, głównie z powodów demograficznych i kulturowych. Młodsze pokolenia później sięgają po alkohol albo nie sięgają po niego wcale. Zanikają też klasyczne okazje konsumpcyjne. „Chodźmy na piwo” coraz częściej przegrywa z innymi formami spędzania czasu. Pandemia i cyfryzacja relacji tylko ten proces przyspieszyły.
Do tego doszły czynniki cykliczne. W 2025 roku branży zaszkodziło wyjątkowo słabe lato, bez klasycznych weekendów grillowych, oraz pogorszenie nastrojów konsumenckich. Piwo jest produktem relatywnie łatwym do ograniczenia w budżecie, więc przy presji kosztowej konsumenci po prostu kupują go mniej.
Spadający wolumen gwałtownie ujawnia kolejny problem: nadmiar mocy produkcyjnych. Od 2020 roku w Polsce ubyło już 26 browarów i wszystko wskazuje na to, iż ten proces będzie postępował. Przy mniejszym rynku nie ma miejsca dla wszystkich dotychczasowych graczy, zwłaszcza tych o słabszej skali i efektywności.
Branża próbuje się dostosować, głównie przez zmianę struktury oferty. Największym beneficjentem tych zmian są piwa bezalkoholowe. W ostatnich siedmiu latach ich sprzedaż wzrosła o ponad 250%, co czyni ten segment najszybciej rozwijającą się częścią rynku. Co ważne, nie jest to już nisza. Regularne sięganie po piwo 0.0 deklaruje około 70% dorosłych Polaków. To oznacza masową penetrację i zmianę charakteru całej kategorii.

Jednocześnie dynamika „zerówek” zaczyna słabnąć, a producenci coraz bardziej polegają na innowacjach. Co roku na półkach pojawiają się dziesiątki nowych wariantów, z których wiele od początku projektowanych jest jako produkty sezonowe lub krótkie serie. To sposób na podtrzymanie zainteresowania, ale nie rozwiązuje problemu kurczącego się rynku bazowego.
W tle narasta presja kosztowa i regulacyjna. Rosną koszty energii, pracy, systemu kaucyjnego i akcyzy, a niepewność legislacyjna utrudnia planowanie inwestycji. Branża coraz ostrożniej podchodzi do rozwoju mocy produkcyjnych, skupiając się raczej na efektywności i projektach prośrodowiskowych. Polska traci też atrakcyjność jako hub produkcyjny dla Europy, co ogranicza sens lokowania tu produkcji na eksport.
Rynek piwa w Polsce nie przechodzi chwilowego dołka, tylko strukturalną zmianę. Konsumpcja alkoholu spada, a piwo przestaje być produktem pierwszego wyboru. Segment bezalkoholowy łagodzi ten proces, ale nie odwraca trendu. Dla producentów to oznacza jedno: mniej walki o wzrost i więcej walki o przetrwanie.
Inwestuj z XTB! Podczas rejestracji podaj kod DNARYNKOW i odbierz darmowy kurs inwestowania dla początkujących
Załóż konto na:
https://link-pso.xtb.com/pso/kdg44
Do zarobienia!
Piotr Cymcyk

3 dni temu


![Kiedy gra Iga Świątek? Gdzie i o której oglądać mecz w United Cup? [TRANSMISJA]](https://bi.im-g.pl/im/98/00/1f/z32506776IER,Iga-Swiatek.jpg)

