
Już nie tylko Fed, dolar i rentowności amerykańskich obligacji – te czynniki przez cały czas potrafią ruszyć ceną złota w krótkim terminie, ale pod spodem zachodzi poważniejsza zmiana. Londyn i Nowy Jork wciąż są ważne, ale Azja buduje własną infrastrukturę obrotu kruszcem i wzmacnia popyt na fizyczne złoto.
Po rajdzie przyszła korekta
Pierwsza połowa roku była dla rynku złota wyjątkowo nerwowa. Początek przyniósł rekordy, potem inwestorzy zobaczyli mocny spadek. Według raportu Światowej Rady Złota wpływ na korektę miały głównie zmieniające się oczekiwania wobec polityki pieniężnej w USA oraz napięcia związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie.
Polityka pieniężna to sposób, w jaki bank centralny wpływa na gospodarkę, m.in. przez stopy procentowe. Dla złota ma to duże znaczenie, bo kruszec nie wypłaca odsetek. Gdy oprocentowanie obligacji lub lokat rośnie, część inwestorów wybiera aktywa dające regularny dochód.
Scenariusze na drugą połowę roku są rozpięte między dalszą stabilizacją a ryzykiem spadków. W wariancie bardziej negatywnym złoto mogłoby zejść w okolice 3500-3900 dolarów za uncję. Taki ruch byłby bardziej prawdopodobny, gdyby globalna gospodarka okazała się silniejsza od oczekiwań, dolar się umocnił, a Fed utrzymał jastrzębie nastawienie.
Cena może utknąć w trendzie bocznym
Bazowy scenariusz zakłada stabilizację ceny wokół 4100 dolarów i trend boczny – czyli sytuację, w której cena złota porusza się w pewnym przedziale, bez wyraźnego kierunku w górę lub w dół.
Taki układ byłby możliwy, jeżeli stopy procentowe w USA i Europie będą rosły zgodnie z oczekiwaniami, a globalna inflacja utrzyma się na podwyższonym poziomie. W analizach jako istotny poziom wsparcia pojawia się okolica 3857 dolarów. To cena, przy której część inwestorów może zacząć kupować, licząc na odbicie.
– Powrót do trendu wzrostowego wymagałby ponownego zwrotu banków centralnych w stronę łagodniejszej polityki pieniężnej oraz wzrostu niepewności politycznej w USA, szczególnie w kontekście wyborów połówkowych i możliwego paraliżu legislacyjnego – mówi Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark i główny analityk Goldsaver.
Innymi słowy, złoto potrzebowałoby impulsu, który ponownie zwiększyłby popyt na bezpieczne aktywa. Sam fakt, iż cena spadła po rekordach, nie przesądza jeszcze o zmianie długoterminowego trendu.
Azja buduje własny rynek złota
Najciekawsza zmiana dotyczy geografii rynku. Przez dekady rytm globalnemu obrotowi złotem nadawały przede wszystkim zachodnie centra finansowe: Londyn i Nowy Jork. Dziś coraz więcej zależy od Azji.
Hongkong rozwija system rozliczeń obrotu złotem. Ma to wzmocnić jego pozycję jako regionalnego centrum transakcyjnego i pomostu między Chinami a globalnym rynkiem. Rozliczenia są w tym kontekście zapleczem całego handlu: pozwalają sprawnie finalizować transakcje, przenosić własność i obsługiwać płatności.
Podobne ambicje ma Singapur. Miasto-państwo chce rozwijać ofertę przechowywania złota, także dla banków centralnych. Planuje też rozwijać infrastrukturę clearingową – czyli techniczny etap rozliczania transakcji, w którym system potwierdza, kto komu i ile ma dostarczyć.
– To nie są zmiany kosmetyczne, ale budowa alternatywnego ekosystemu dla handlu fizycznym kruszcem – komentuje Michał Tekliński.
Chiny stawiają na fizyczny metal
Chiny wzmacniają swój wewnętrzny rynek złota. Ludowy Bank Chin kupuje kruszec nieprzerwanie od wielu miesięcy, a największe firmy ubezpieczeniowe są zachęcane do inwestowania w złoto.
Jednocześnie Pekin ogranicza aktywność klientów detalicznych na rynku kontraktów terminowych, szczególnie tych opartych na dźwigni. Kontrakt terminowy to umowa zakupu lub sprzedaży aktywa w przyszłości po określonej cenie. Dźwignia to mechanizm, który pozwala inwestować większą kwotą, niż faktycznie się posiada, ale zwiększa też ryzyko strat.
– To pokazuje różnicę między zachodnim modelem rynku, mocno opartym na instrumentach finansowych, a azjatyckim podejściem, w którym coraz większe znaczenie ma fizyczny metal. Dla zwykłych obywateli złoto w Azji coraz częściej nie jest już wyłącznie elementem tradycji czy biżuterii, ale formą zabezpieczenia majątku. W warunkach niepewności gospodarczej i geopolitycznej staje się prywatną rezerwą, podobnie jak dla państw pozostaje rezerwą strategiczną – tłumaczy ekspert rynku złota.
Fed przez cały czas potrafi ruszyć ceną
W krótkim terminie inwestorzy przez cały czas patrzą przede wszystkim na Fed. A ten, zgodnie z zapisami dyskusji z posiedzeń, pod przewodnictwem Kevina Warsha raczej nie wróci gwałtownie do łagodzenia polityki pieniężnej. Na ostatnim posiedzeniu stopy procentowe zostały bez zmian, ale rozmowa w Fed pokazała duży niepokój inflacją. Decydenci martwią się cenami energii, konfliktem z Iranem i zakłóceniami wokół Cieśniny Ormuz. Ryzykiem są też cła oraz silny popyt związany z sektorem AI i inwestycjami technologicznymi.
Część członków Fed miała choćby rozważać potrzebę podwyżki stóp procentowych. Komunikat po posiedzeniu skrócono i nie zawierał sugestii dotyczących przyszłego łagodzenia polityki.
Dla rynku złota taki ton jest niewygodny. Wyższe stopy procentowe i mocniejszy dolar zwykle ograniczają atrakcyjność kruszcu. Właśnie ten mechanizm był jednym z głównych powodów korekty po styczniowym rajdzie.
ETF-y sprzedają, banki centralne kupują
Rozdźwięk na rynku dobrze pokazują fundusze ETF. To fundusze notowane na giełdzie, które pozwalają inwestować w złoto bez fizycznego kupowania sztabek czy monet. W czerwcu inwestorzy wycofali z nich 74,3 tony złota o wartości blisko 9 mld dolarów. Największe odpływy pojawiły się w Ameryce i Europie. To właśnie tam inwestorzy finansowi szczególnie gwałtownie reagują na komunikację Fed, kurs dolara i rentowności obligacji. W Azji popyt netto przez cały czas był dodatni.
Banki centralne działają inaczej niż inwestorzy w ETF-ach. Nie kupują złota po to, by zarobić na kilkutygodniowym ruchu ceny, tylko budują rezerwy, które mają wzmacniać odporność finansową państwa w dłuższym horyzoncie.
W ten trend wpisuje się Narodowy Bank Polski. Po lipcowym posiedzeniu RPP prezes Adam Glapiński potwierdził, iż NBP wykorzystał korektę na rynku złota do kolejnych zakupów. Polskie rezerwy przekraczają już 632 tony, a od początku roku bank centralny dokupił ponad 82 tony kruszcu. Celem jest próg 700 ton krajowych rezerw, zatem brakuje jeszcze około 70 ton złota.
Złoto korzysta z niepewności
Na rynek i ceny złota oddziałują też słabsze prognozy gospodarcze. Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozy wzrostu. Powód? Przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie, kryzys energetyczny i utrzymująca się inflacja. Ale głębsze spowolnienie raczej nie jest prawdopodobne, bo gospodarkę światową wspierają inwestycje w AI, półprzewodniki i infrastrukturę technologiczną.
To tworzy mieszany obraz: z jednej strony presja inflacyjna i geopolityczna, z drugiej sektory, które przez cały czas przyciągają duży kapitał.
Oprócz tego nie można pominąć decyzji politycznych i wojskowych. W Ankarze odbył się szczyt NATO. Padły deklaracje dalszego wsparcia dla Ukrainy. Europa chce dalej rozwijać swój przemysł obronny. Sytuacji nie poprawiają przedłużające się spory handlowe.
W takim otoczeniu złoto utrzymuje rolę aktywa zabezpieczającego. Inwestorzy i banki centralne sięgają po nie wtedy, gdy chcą ograniczyć zależność od walut, obligacji albo ryzyk politycznych.
– Korekta po rekordowym rajdzie nie zmienia więc zasadniczego obrazu rynku. Krótkoterminowo złoto pozostaje pod wpływem Fed, dolara i odpływów z ETF-ów. Długoterminowo jednak coraz silniejszy popyt z Azji, zakupy banków centralnych i rozwój nowej infrastruktury handlu fizycznym metalem tworzą solidne fundamenty – komentuje Michał Tekliński.
Jego zdaniem ceny złota w następnych latach będą kształtować się na podstawie zmian zachodzących na rynku. Przesunięcie światowego centrum popytu i infrastruktury do Azji spowoduje utratę dominacji zachodnich instytucji finansowych. W efekcie rynek złota skupi się bardziej na fizycznym metalu, azjatyckim popycie i decyzjach banków centralnych, które mogą ważyć więcej niż krótkoterminowe nastroje inwestorów.
Polecamy również:
- Ceny w sklepach hamują kolejny miesiąc. Żywność drożeje już wyraźnie wolniej
- Operatorzy obniżają ceny ładowania aut elektrycznych. Wakacyjne promocje zmieniły ranking
- Kakao tanieje na giełdzie, ale nie przy kasie. Tabliczka czekolady ma własne tempo
- 50 kont i zero próśb o dowód wieku. Zakaz social mediów dla dzieci ma lukę

2 godzin temu














