Komisja Europejska rozważa ponowne wprowadzenie mechanizmu ograniczającego ceny gazu ziemnego na rynku hurtowym. Powodem jest gwałtowny wzrost notowań na holenderskim hubie TTF, napędzany zamknięciem Cieśniny Ormuz i wstrzymaniem produkcji LNG w Katarze. Sytuacja przywołuje wspomnienia kryzysu z 2022 roku, ale eksperci ostrzegają – tym razem receptura z tamtego okresu może nie zadziałać.
Ceny gazu na benchmarkowym holenderskim hubie TTF osiągnęły 19 marca poziom blisko 62 EUR/MWh – po tym, jak dzień wcześniej w trakcie sesji notowania sięgały choćby okolic 70 EUR/MWh. To wzrost o ponad 60 proc. od 28 lutego, kiedy rozpoczęła się amerykańsko-izraelska operacja militarna przeciwko Iranowi. Jeszcze pod koniec lutego gaz na TTF kosztował kilka ponad 30 EUR/MWh, a przez większość stycznia i lutego notowania oscylowały w spokojnym przedziale 27–32 EUR/MWh.
Bezpośrednią przyczyną tego skoku jest zamknięcie Cieśniny Ormuz przez siły irańskie, do którego doszło na początku marca. Przez tę wąską arterię wodną przepływa około jednej piątej światowych dostaw ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego (LNG). Kluczowym momentem okazało się wstrzymanie produkcji LNG przez katarską QatarEnergy – po tym, jak irańskie drony zaatakowały infrastrukturę w rejonie Ras Laffan, największego kompleksu eksportowego LNG na świecie. Katar odpowiada za niemal 20 proc. globalnej produkcji skroplonego gazu, a jego wyłączenie z rynku natychmiast wywołało efekt domina.
Bruksela szuka narzędzi, ale prostych rozwiązań nie ma
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, przemawiając 11 marca w Parlamencie Europejskim, otwarcie wskazała na kilka rozważanych opcji. Wśród nich znalazły się: szersze wykorzystanie kontraktów różnicowych (CfD) i umów PPA, zmiany w zasadach pomocy publicznej, a także – co wywołało największy rezonans – subsydiowanie lub wprowadzenie limitu ceny gazu na rynku hurtowym. Na szczycie Rady Europejskiej 19 marca liderzy UE zlecili Komisji pilne przedstawienie „zestawu ukierunkowanych, tymczasowych środków” mających złagodzić skoki cen importowanych paliw kopalnych. Jak jednak przyznał jeden z unijnych dyplomatów cytowany przez Reutersa – „magicznego rozwiązania niestety nie znajdziemy”.
Stary mechanizm, nowe okoliczności
Europa ma już doświadczenie z regulowaniem cen gazu. W grudniu 2022 roku, w odpowiedzi na kryzys wywołany rosyjską agresją na Ukrainę, Unia Europejska przyjęła tzw. mechanizm korekty rynkowej. Przewidywał on automatyczne uruchomienie limitu cenowego, gdyby notowania TTF przekroczyły 180 EUR/MWh i jednocześnie oderwały się o ponad 35 EUR/MWh od referencyjnej ceny LNG. Mechanizm ten nigdy nie został aktywowany – został wprowadzony już po szczycie kryzysu, gdy ceny spadały – i po cichu wygasł w styczniu 2025 roku.
Obecna sytuacja różni się jednak zasadniczo od tamtej. W 2022 roku źródłem problemu było odcięcie rosyjskiego gazu rurociągowego, a LNG stanowił główne narzędzie zastępowania utraconych dostaw. Teraz to właśnie LNG jest epicentrum kryzysu – z rynku zniknęło ok. 20 proc. globalnych mocy produkcyjnych, a więc nie istnieje oczywisty mechanizm korekcyjny. Komisja będzie więc prawdopodobnie zmuszona ustalić arbitralny, sztywny pułap cenowy, bez jasnych podstaw do kalkulacji adekwatnego poziomu.
Rywalizacja z Azją o każdy ładunek
Dodatkowym problemem jest zaostrzona konkurencja o dostępne ładunki LNG pomiędzy Europą a Azją. Od początku marca tankowce z LNG, które pierwotnie płynęły do europejskich terminali, zaczęły zmieniać kurs w kierunku odbiorców azjatyckich. Według Reutersa i Bloomberga co najmniej kilkanaście ładunków – w tym z terminali eksportowych w USA – zostało przekierowanych do Chin, Korei Południowej czy Japonii, gdzie nabywcy są gotowi płacić wyższe premie. Korea Południowa rozważa ponowne uruchomienie rezerw węglowych elektrowni, Indie ograniczają dostawy gazu do sektora petrochemicznego, a Bangladesz może zostać całkowicie wypchnięty z rynku.
W tym kontekście nałożenie limitu cenowego w Europie mogłoby paradoksalnie pogorszyć sytuację. jeżeli europejscy kupcy nie będą mogli licytować powyżej ustalonego pułapu, azjatyccy odbiorcy przejmą jeszcze większą część dostępnej podaży. A to właśnie teraz, gdy europejskie magazyny gazu znajdują się na najniższych poziomach od 2022 roku – według danych z połowy marca zapełnienie spadło poniżej 30 proc., z Niemcami na poziomie ok. 20 proc. i Holandią w okolicach 10 proc. – odbudowa zapasów przed kolejną zimą jest kwestią absolutnie kluczową.
Podziały wewnątrz Unii
Dyskusja o interwencji cenowej dzieli państwa członkowskie. Premier Węgier Viktor Orbán poszedł najdalej, domagając się zniesienia unijnych sankcji na rosyjskie surowce energetyczne – propozycję, którą von der Leyen kategorycznie odrzuciła, nazywając ewentualny powrót do rosyjskich dostaw „strategicznym błędem”. Z kolei dziesięciu przywódców, w tym premier Włoch Giorgia Meloni i premier Polski Donald Tusk, domaga się głębszych zmian w systemie handlu emisjami ETS, w tym większej liczby darmowych uprawnień dla przemysłu. Przeciwny obóz, z Hiszpanią i Holandią na czele, ostrzega przed demontażem unijnej polityki klimatycznej pod presją kryzysu.
Jak widać, Europa po raz kolejny stoi przed tym samym dylematem – jak pogodzić krótkoterminową ochronę konsumentów i przemysłu z długoterminowym bezpieczeństwem energetycznym. Mechanizm cenowy może być politycznie atrakcyjny, ale rynkowe konsekwencje mogą okazać się daleko bardziej dotkliwe niż same wysokie ceny. Najbliższe tygodnie pokażą, czy Bruksela zdecyduje się na interwencję, czy też postawi na mniej spektakularne, ale potencjalnie bezpieczniejsze narzędzia – takie jak ulgi podatkowe, wsparcie dla najbardziej narażonych branż i przyspieszenie inwestycji w odnawialne źródła energii.
Źródła: Komisja Europejska, Reuters, Bloomberg, AP News

2 godzin temu







