
Administracja Trumpa zawarła ponad dwadzieścia umów typu „najbardziej uprzywilejowany kraj” – most-favored-nation MFN – z dużymi koncernami farmaceutycznymi. Firmy zobowiązują się w nich do podniesienia cen na rynkach pozaamerykańskich i przeznaczenia części zysków na obniżenie cen leków na rynku amerykańskim. Administracja Trumpa nie tai, iż najbardziej chodzi o rynek europejski, ale efekty mogą być dla koncernów farmaceutycznych bardzo szkodliwe.
Teoretycznie umowy „najbardziej uprzywilejowanego narodu” MFN jakie ostatnio zawarły koncerny firmy Pfizer i Lilly z administracją Trumpa zakładają, iż przedsiębiorstwa te przekażą administracji USA część dodatkowych przychodów uzyskanych dzięki podwyżkom cen leków na rynkach zagranicznych. choćby początkowo Biały Dom przedstawiał te porozumienia jako zobowiązanie firm do „repatriacji” zwiększonych przychodów z zagranicy – co zwykle oznacza transfer środków od zagranicznych spółek zależnych do USA. w tej chwili wiadomo już, iż porozumienia, takie ogólnie rzecz biorąc, zobowiązują firmy do obniżenia cen wybranych produktów w USA przy użyciu wszelkich możliwych mechanizmów oraz wywierają na nie presję, by podnosiły ceny na rynkach zagranicznych, zwłaszcza europejskim.
Dokumenty dotyczące tych umów, do których mediom, jak Reuters, Bloomberg czy AP, udało się uzyskać dostęp, są w dużej mierze ocenzurowane, zwłaszcza z najważniejszych szczegółów. Jednak jeden z nich, podpisany przez Pfizer, a cytowany przez Reuters, zawiera zapis, zgodnie z którym „Pfizer zobowiązuje się przekazać HHS (Departamentowi Zdrowia USA) […] część wzrostu przychodów netto uzyskanego ze sprzedaży wersji produktów objętych umową przeznaczonych na rynki poza USA wynikającego z podwyższenia cen netto tych produktów”.
Podobnie jest w przypadku umowy z Eli Lilly, zwłaszcza, iż chodzi tu o koncern amerykański. Zawiera ona sekcję „Zwrot zwiększonych przychodów z określonych państw na rzecz amerykańskich pacjentów i podatników”, ale niemożliwe jest uzyskanie bliższych szczegółów, zwłaszcza dotyczących tego, jaki procent przychodów bądź kwotę każda z tych firm musi przekazać do dyspozycji administracji USA. Wszystkie umowy z koncernami farmaceutycznymi podpisuje sekretarz zdrowia HHS Robert F. Kennedy Jr. oraz prezesi koncernów.
Prawdopodobnym jest, iż mechanizm podziału przychodów zaczął już obowiązywać, bowiem w lutowym raporcie dla organów nadzoru rynku papierów wartościowych firma Merck poinformowała, iż „zobowiązała się do repatriacji i przekazania rządowi federalnemu części przychodów zagranicznych uzyskanych w wyniku skutecznych działań rządu w zakresie polityki handlowej”.
Z kolei koncern Gilead w swoim raporcie dla organów nadzoru zadeklarował, iż „przekaże do USA część zwiększonych przychodów z rynków zagranicznych, jeżeli rządowi USA uda się doprowadzić do wzrostu cen leków za granicą”.
Koncerny bronią tych umów. Pfizer oświadczył, iż „porozumienie zawarte dobrowolnie z administracją we wrześniu ubiegłego roku stanowi sukces dla amerykańskich pacjentów”, podobnie oświadczył rzecznik Eli Lilly. Obie firmy odmawiają bardziej szczegółowego przedstawienia tych umów zasłaniając się „tajemnicą handlową”.
Tego typu umowy nie są niczym nowym w przypadku tej administracji. Prezydent Donald Trump wielokrotnie sugerował, iż w przypadkach zaangażowania rządu amerykańscy podatnicy powinni czerpać korzyści ekonomiczne. Jednak miało to dotyczyć głównie branż technologicznej i obronnej. W przypadku tej pierwszej zaistniał ten precedens w postaci przejęcia części udziałów producenta chipów – firmy Intel – przez fundusz rządowy USA. Z kolei producent układów scalonych dla centrów sztucznej inteligencji – firma Nvdia – zawarła umowę dotyczącą sprzedaży części jej układów scalonych do Chin, w której stwierdzono, iż rząd USA otrzyma część zysków z tego tytułu. W przypadku branży farmaceutycznej Trump od dawna krytykował fakt, iż kraje europejskie płacą mniej za te same leki, z których korzystają pacjenci w USA. w tej chwili administracja ogłosiła, iż wszystkie 50 stanów przystąpiło do programu MFN i ich mieszkańcy otrzymają zniżki wynegocjowane w ramach umów z koncernami farmaceutycznymi warte „miliardy dolarów”.
Jak do tej pory administracja Trumpa zawarła ponad 20 umów typu MFN z koncernami i dużymi firmami farmaceutycznymi. Wszystkie z nich negocjowano indywidualnie.
„Prezydent Trump jasno dał do zrozumienia, iż nie jest to ulica jednokierunkowa: ceny zagraniczne wzrosną, a amerykańscy pacjenci nie będą już ponosić wyłącznego ciężaru finansowania globalnych innowacji. Zapisy dotyczące przychodów zagranicznych mają na celu zapewnienie, by dodatkowe wpływy wynikające z wyższych cen za granicą przynosiły korzyści amerykańskim pacjentom, a nie producentom leków” – przekazał w wiadomości e-mail dla branżowego serwisu Endpoints News rzecznik Białego Domu Kush Desai.
Analitycy zwracają uwagę, iż sygnały, iż koncerny będą naciskać na podwyżki cen, zwłaszcza jeżeli chodzi o leki innowacyjne, były już latem br. Wtedy to Stefan Oelrich, prezes Europejskiej Federacji Przemysłu i Stowarzyszeń Farmaceutycznych (EFPIA), powiedział w wywiadzie, iż „branża stoi w obliczu nowej rzeczywistości” i ujawnił po raz pierwszy, iż administracja Trumpa naciska na podpisywanie przez koncerny umów MFN choć nie zdradził na czym one adekwatnie polegają, stwierdzając jedynie, iż „mają one na celu powiązanie cen niektórych leków w USA z cenami obowiązującymi w innych zamożnych krajach, w tym w Europie”.
Oelrich stwierdził wtedy, iż Europa „będzie musiała na nowo przemyśleć sposób wyceny i finansowania innowacyjnych leków; w przeciwnym razie ryzykuje utratę inwestycji w produkcję oraz badań klinicznych”.
Wtedy producenci leków ostrzegli, iż „zaniżone” ceny Europie wpływają w coraz większym stopniu na zyski osiągane na rynku amerykańskim i rządy państw Europy będą musiały zgodzić się na podwyżki cen.
„Europa będzie musiała w przyszłości zwiększyć swoje zaangażowanie” – powiedział Oelrich, który kieruje również działem farmaceutycznym koncernu Bayer. Dodał, iż negatywnym przykładem są Niemcy, których „rząd chce ograniczenia wydatków na opiekę zdrowotną”.
„Niemcy są swego rodzaju zapowiedzią tego, czym może stać się Europa – zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym sensie […]. „Mało prawdopodobne jest prowadzenie badań klinicznych tam, gdzie nie zamierza się wprowadzać produktu na rynek. Trudno też oczekiwać długoterminowej produkcji na rynku, na którym nie ma popytu. Decyzje o inwestycjach będą zależeć od warunków panujących na danym rynku” – zauważył wtedy.
Obecnie te słowa są przytaczane jako wyraz nacisków na rządy Europy by zgodziły się na podwyżki cen dotujące amerykańskich pacjentów. Chodzi nie tylko o leki innowacyjne, ale adekwatnie o wszystkie kategorie leków. Ujawnienie czym są w rzeczywistości umowy MFN wzbudziło dosłownie wściekłość w Parlamencie Europejskim ze względu, jak to określono, „poziom protekcjonizmu, który zdziwiłby choćby w XVIII wieku”. Co istotne, przygotowywane są regulacje, które pozwolą na dofinansowanie średniej wielkości europejskich firm farmaceutycznych, które nie zamierzają podpisywać umów MFN. Co gorsza dla Amerykanów, z sytuacji tej chcą skorzystać firmy indyjskie, jak Sun Pharmaceutical, obiecujące dostarczanie leków spełniających standardy branżowe i unijne „za rozsądną cenę”. Analitycy twierdzą, iż co prawda UE nie pozbędzie się leków nowej generacji wytwarzanych przez koncerny i będzie za nie musiała więcej płacić dofinansowując tym samym Amerykanów, ale na średniej półce cenowej leków popularnych koncernom grozi wyjątkowo wyniszczająca wojna, w której przeciwko sobie będą miały europejskich i indyjskich producentów leków generycznych oferowanych po niższych cenach niż ich terapeutyki.

4 godzin temu




![4 spółki do obserwacji w październiku. Modivo i inne pod lupą analityka [Analiza] (Analizy i komentarze)](https://www.sii.org.pl/static/img/019386/4-spolki-1360.jpg)







