– Polska będzie potrzebować kolejnych samolotów bojowych, jeżeli chce uzyskać dominację w powietrzu nad własnym terytorium – przekonuje mjr rez. Robert Gałązka, pilot i instruktor. Jak podkreśla, zakup F-35, czyli platform wielozadaniowych, znacząco zwiększa zdolności Sił Powietrznych, jednak nie kończy procesu ich modernizacji. O kolejnych zakupach powinny przesądzać długofalowa strategia rozwoju lotnictwa oraz jasno określona rola poszczególnych typów maszyn w systemie obrony państwa.
– Chciałbym, żeby w Polsce powstała debata i żeby było jasno przedstawione społeczeństwu, dlaczego kupujemy dany sprzęt. F-16 zostały kupione w przetargu, każdy wiedział, dlaczego ten system uzbrojenia został zakupiony, co się z tym wiąże i jaka jest korzyść dla przemysłu, Sił Powietrznych RP i ogólnie Sił Zbrojnych RP. Tak samo było z M-346 jako samolotem szkolenia zaawansowanego, ale już takie platformy jak FA-50 i F-35 zostały kupione bez przetargu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria mjr rez. Robert Gałązka, pilot, instruktor i ekspert w zakresie lotnictwa wojskowego. – Chciałbym usłyszeć, jaki plan mają Siły Powietrzne RP na te platformy i jak zamierzają je wykorzystać w obliczu nowych wyzwań dla bezpieczeństwa. Okres konfliktów asymetrycznych chyba się zakończył. Jesteśmy państwem frontowym, graniczymy z Federacją Rosyjską i musimy myśleć o tym, jak się przygotować na najbliższe 10–15 lat. Chciałbym widzieć kompleksowy plan i jasno wytyczone cele.
Polska rozpoczęła odbiór zamówionych w 2020 roku 32 wielozadaniowych samolotów F-35A Lightning II. Kontrakt o wartości 4,6 mld dol. podpisano w procedurze Foreign Military Sales, bez przetargu i bez umowy offsetowej. Obowiązujący „Program Rozwoju Sił Zbrojnych na lata 2025–2039” zakłada pozyskanie kolejnych 32 samolotów bojowych. Szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła wskazywał w ostatnich tygodniach, iż wojsko jest zainteresowane wyłącznie samolotami piątej generacji lub nowszymi. Kolejne kontrakty obejmą nie tylko zakup samolotów, ale także uzbrojenie, pakiety szkoleniowe oraz udział krajowego przemysłu.
– F-35 jest na pewno dobrym zakupem, dlatego iż jest to samolot nowej generacji i daje nowe możliwości Siłom Powietrznym i Siłom Zbrojnym jako całości – podkreśla pilot. – Kwestia jest tylko taka, ile potrzebujemy tych samolotów i co się z tym wiąże, jaki jest pakiet uzbrojenia, pakiet szkoleniowy i offset dla przemysłu. Na pewno potrzebujemy o wiele więcej platform samolotów bojowych, o ile chcemy posiadać możliwości dominacji powietrznej na własnym terytorium. Czyli potrzebujemy lotnictwa myśliwskiego, żeby to osiągnąć, a tego nie mamy – na razie mamy lotnictwo wielozadaniowe.
W czerwcu Business Centre Club skierował do najwyższych władz państwowych odezwę dotyczącą struktury kolejnych zakupów samolotów bojowych dla Sił Powietrznych RP. Organizacja skupiła się na kilku podstawowych kwestiach, m.in. dywersyfikacji posiadanego rodzaju maszyn ze względu na ich przeznaczenie do różnych działań oraz dostępności i niezawodności sprzętu. Choć nie kwestionuje zakupu F-35 jako samolotu piątej generacji, wskazuje jednak, iż żadna armia nie buduje lotnictwa wyłącznie wokół jednego typu maszyny. Zdaniem organizacji przyszła flota powinna łączyć samoloty wielozadaniowe z wyspecjalizowanymi myśliwcami przewagi powietrznej, co ma zapewnić większą elastyczność operacyjną i odporność na wyczerpywanie środków bojowych niż opieranie zdolności lotnictwa wyłącznie na jednym typie samolotu.
– Gdyby mnie zapytano 15 lat temu, to bym powiedział, iż potrzebujemy 300 samolotów F-16 i damy sobie radę. W tej chwili zmieniłem zdanie ze względu na to, co się dzieje za naszymi granicami. Dlatego też budujemy zintegrowany system obrony powietrznej Wisła, Narew, Pilica, San, ale częścią systemu obrony powietrznej jest też lotnictwo bojowe. Lotnictwo wielozadaniowe powstało ze względu na to, iż wtedy był jednobiegunowy świat i generalnie nikt nie przewidywał, iż będą symetryczne konflikty zbrojne – wyjaśnia mjr rez. Robert Gałązka.
Część państw, m.in. Niemcy i Wielka Brytania, utrzymuje obok platform wielozadaniowych również wyspecjalizowane samoloty przewagi powietrznej, przeznaczone do zdobywania dominacji w powietrzu. Takie zróżnicowanie floty zwiększa możliwości operacyjne i ma szczególne znaczenie dla Polski, która nie dysponuje tzw. głębią operacyjną, czyli – jak wskazują eksperci – zagrożenie znajduje się bezpośrednio na naszej granicy, która jest w odległości 150 km od stolicy.
– o ile chcemy obronić Rzeczpospolitą, to musimy jednak mieć dominację w powietrzu nad własnym terytorium w celu nieskrępowanego manewru wojsk własnych. Po II wojnie światowej nie było konfliktu zbrojnego, w którym zwycięska strona nie posiadała dominacji w powietrzu. Jest więc ona koniecznym elementem, żeby osiągnąć zwycięstwo – wskazuje ekspert w zakresie lotnictwa wojskowego. – Brakuje nam platformy, która jest wyspecjalizowana w dominacji w powietrzu lub jej wywalczaniu. w tej chwili mamy po zachodniej stronie F-22, F-15C, F-15EX i europejskiego Eurofightera. Potrzebujemy efektora, czyli rakiety dalekiego zasięgu, która będzie w stanie odsunąć potencjalnego przeciwnika od polskich granic.
Business Centre Club zwraca także uwagę na to, by zakupy sprzętu dla armii pobudzały polską gospodarkę.
– Niezależnie jaki to jest zakup, Polska powinna przede wszystkim dążyć do tego, żeby część offsetowa osadzała się w polskim przemyśle obronnym. Kiedyś choćby było tak, iż offsety wychodziły całkowicie poza polski przemysł obronny, nie były z nim związane. Dzisiaj jest inaczej, ale to nie znaczy, iż jesteśmy w stanie na etapie kontraktu wynegocjować najlepsze warunki, bo trzeba patrzeć na cały cykl życia produktu, od zakupu samolotu bojowego po uzupełnienie części i szkolenia, tzw. MRO, czyli wsparcie techniczne dla modernizacji samolotów czy innego rodzaju uzbrojenia. Musimy więc patrzeć na cały cykl życia produktu i odpowiednio fazować cały offset – powiedział prof. Paweł Wojciechowski, główny ekonomista BCC, podczas niedawnej debaty „Druga transza samolotów bojowych dla RP: zdolności, pieniądze, przemysł”.
BCC postuluje przeprowadzenie publicznej debaty przed podjęciem decyzji o kolejnym kontrakcie oraz uwzględnienie przy wyborze nowych platform nie tylko ich zdolności bojowych, ale także udziału polskiego przemysłu, transferu technologii, kosztów eksploatacji, pakietu uzbrojenia i systemu szkolenia. BCC przypomina również, iż decyzje dotyczące kolejnych zakupów mogą mieć znaczenie dla udziału Polski w programie myśliwca szóstej generacji GCAP, rozwijanym przez Wielką Brytanię, Włochy i Japonię.
Modernizacja Sił Powietrznych oznacza nie tylko zakupy nowych samolotów, ale również konieczność przygotowania odpowiednio licznej kadry pilotów i personelu technicznego. Polska równocześnie wdraża do służby nowe typy statków powietrznych, w tym FA-50 i F-35, co zwiększa zapotrzebowanie na wyszkolone załogi, instruktorów oraz personel techniczny.
– Ostatnie zakupy nowego sprzętu i nowych platform wymagają odpowiedniego personelu. W Dęblinie działa bardzo nowoczesny system szkolenia pilotów odrzutowych oparty na samolocie M-346. Trzeba go po prostu zeskalować i szkolić więcej pilotów – podkreśla mjr rez. Robert Gałązka.

15 godzin temu













