Fendt Trisix Vario – sześć kół, trzy osie i jedno wielkie pytanie: po co to wszystko?

19 godzin temu

W historii techniki rolniczej co jakiś czas pojawiają się maszyny, które wyglądają jak przybysze z innej planety. Nie dlatego, iż są ładne – tylko dlatego, iż musiały powstać, bo prototyp oznacza czasem skok rozwojowy. Tak było z ciągnikiem Fendt Trisix Vario, który pokazano w 2007 roku.

Do tej kategorii bez wątpienia należy Fendt Trisix Vario – ciągnik o sześciu kołach i trzech osiach, zaprezentowany w 2007 roku jako w pełni funkcjonalny prototyp. Tylko po co powstał?

Nie była to makieta z plastiku, ani futurystyczna wizja rysowana na serwetce w biurze konstrukcyjnym. Fendt Trisix jeździł, pracował, ciągał sprzęt i wzbudzał sensację na targach. Pytanie tylko: dlaczego Fendt w ogóle zdecydował się zbudować taką maszynę – i dlaczego na niej poprzestał?

Gdy cztery koła przestają wystarczać

Na początku XXI wieku producenci ciągników znaleźli się w ciekawym momencie. Moc rosła szybciej niż masa i przyczepność. Maszyny przekraczały 400–500 KM, pojawiały się coraz większe agregaty uprawowe i transportowe, a klasyczny ciągnik na czterech kołach zaczynał zbliżać się do swoich fizycznych granic.

Alternatywy były dwie:

  • gąsienice, które świetnie rozkładają nacisk, ale są drogie, skomplikowane i nie zawsze przyjazne w transporcie,
  • albo więcej kół, czyli zwiększenie powierzchni styku z glebą bez rewolucji konstrukcyjnej.

Fendt wybrał drugą drogę – ale zrobił to po niemiecku: ambitnie, bez półśrodków i z rozmachem. Tak narodził się Trisix – sześciokołowy ciągnik z trzema osiami skrętnymi, przekładnią Vario i potężnym silnikiem MAN V12 o mocy ponad 500 KM.

Maszyna miała łączyć:

  • doskonałą trakcję (opony o rozmiarze 650/65 R38),
  • wysoką prędkość transportową (nawet do 65 km/h),
  • stabilność,
  • i komfort pracy znany z serii Fendt.

Krótko mówiąc: miał to być ciągnik do wszystkiego – od ciężkiej uprawy po szybki transport.

Prototyp, nie zabawka

Warto to podkreślić: Trisix nie był pokazową atrapą. Był w pełni sprawnym prototypem technicznym. Inżynierowie testowali na nim realne obciążenia, zachowanie układu napędowego, rozkład masy, pracę zawieszenia i wpływ nacisku na glebę. To było mobilne laboratorium na kołach, a nie marketingowa rzeźba.

Sześć kół oznaczało większą powierzchnię styku z podłożem, a więc potencjalnie mniejsze ugniatanie gleby przy bardzo dużej masie całkowitej. Trzy osie skrętne miały zapewnić zwrotność, która – przynajmniej na papierze – nie ustępowała klasycznym konstrukcjom.

Najważniejszym poligonem doświadczalnym była jednak przekładnia Vario. Fendt chciał sprawdzić, czy bezstopniowy napęd poradzi sobie z ekstremalnymi mocami i momentem obrotowym, jak rozdzielać siłę na kilka osi i jak zarządzać trakcją w warunkach granicznych.

Fendt Trisix – Dlaczego to się nie przyjęło?

No właśnie. Skoro było tak dobrze, to czemu dziś nie widzimy Trisixa na polach?

Powodów było kilka – i wszystkie są bardzo przyziemne.

  • Po pierwsze: koszt i złożoność. Trzy osie skrętne, rozbudowany układ napędowy, masa elektroniki i hydrauliki – to wszystko oznaczało bardzo drogi produkt, trudny w produkcji i jeszcze trudniejszy w serwisie.
  • Po drugie: niszowy rynek. Taki ciągnik miałby sens tylko w bardzo dużych gospodarstwach lub firmach usługowych. Dla większości rolników byłby zwyczajnie „za duży na potrzeby i za drogi na portfel”.
  • Po trzecie: homologacja i praktyka. Maszyna tej wielkości i masy rodzi pytania o dopuszczenia drogowe, promienie skrętu, transport po wąskich drogach i pracę na małych działkach. Teoria teorią, ale podwórko gwałtownie weryfikuje marzenia konstruktorów.
  • Po czwarte: konkurencja alternatyw. Rynek poszedł w stronę dużych ciągników przegubowych i gąsienicowych, które okazały się prostsze w adaptacji i łatwiejsze do sprzedaży.

Efekt? Projekt nie wszedł do produkcji seryjnej.

To nie była klęska – tylko bardzo droga, ale potrzebna lekcja

Choć Trisix nie trafił do katalogów sprzedażowych, nie był porażką techniczną. Wręcz przeciwnie – spełnił rolę, do której został stworzony.

Był:

  • mobilnym laboratorium technicznym do badań wpływu masy i nacisku na glebę,
  • platformą testową dla ekstremalnych obciążeń napędu,
  • pokazem możliwości mechanicznych i inżynierskich Fendta.

Najważniejsze dziedzictwo Trisixa to:

  • rozwój przekładni Vario dla bardzo dużych mocy,
  • doświadczenia w zarządzaniu trakcją i momentem obrotowym,
  • rozwiązania, które później trafiły do serii 1000 Vario,
  • oraz know-how, którego nie widać w katalogu, ale widać w niezawodności maszyn pracujących dziś na polach.

Krótko mówiąc: Trisix był poligonem doświadczalnym, z którego wyrosły całkiem „normalne” ciągniki – tylko dużo lepsze niż wcześniej.

Sześć kół to nie zawsze przyszłość

Historia Trisixa pokazuje coś bardzo ważnego: nie każda innowacja musi trafić do produkcji, żeby miała sens. Czasem warto zbudować coś ekstremalnego, żeby sprawdzić granice technologii – choćby jeżeli finalnie wraca się do bardziej klasycznych rozwiązań.

A dla rolnika? To dobra wiadomość. Bo choć nie kupimy sześciokołowego Fendta, to korzystamy dziś z efektów tych eksperymentów w postaci mocniejszych, trwalszych i bardziej dopracowanych przekładni, napędów i systemów zarządzania trakcją.

Czyli jak zwykle w technice: najpierw ktoś musi popełnić drogi eksperyment, żeby reszta mogła kupić solidny, sprawdzony ciągnik.

Idź do oryginalnego materiału