
W ciągu ostatniej dekady europejskie firmy technologiczne o łącznej wartości 1,2 bln euro miały debiuty na giełdach poza Starym Kontynentem lub trafiły w ręce pozaeuropejskich nabywców. Sytuacje odwrotne, jak choćby ostatnio próba zwiększenia udziałów europejskiego producenta broni strzeleckiej firmy Beretta w amerykańskiej firmie z tej samej branży – Sturm Ruger – są rzadko spotykane.
Badanie przeprowadzone przez szwedzką grupę private equity EQT we współpracy z firmą konsultingową McKinsey & Co. pokazuje skalę ucieczki kapitału technologicznego – w latach 2014-2025 firmy spoza Europy brały udział w debiutach jako większościowi udziałowcy oraz wykupiły europejskie startupy i spółki wartości 700 mld euro. W styczniu 2026 wartość tych przejętych lub wykupionych firm wyniosła 1,2 bln euro.
Dla europejskich firm technologicznych podstawowym problemem, dla którego zwracają się w stronę USA jest brak odpowiednich ilości kapitału. To spowodowało, iż producent chipów Arm Holdings i Spotify Technologies szukali udziałowców za Oceanem. Jak zauważył Victor Englesson, partner i dyrektor ds. technologii na wczesnym etapie rozwoju w EQT, taki exodus ma jasne konsekwencje ekonomiczne dla Europy w postaci utraty możliwości zatrudnienia, ponieważ nowi udziałowcy dyktują swoje cele rozwojowe, oraz w horyzoncie długoterminowym utratę lokalnego know-how i odpływ przyszłych założycieli firm technologicznych, którzy zaczynają działać już na amerykańskim rynku.
„Kiedy europejska firma wchodzi na giełdę w USA, środek ciężkości przesuwa się – często na stałe. Decyzja o wejściu na giełdę wygląda na finansową, ale tak naprawdę jest to decyzja o tym, gdzie firma będzie się rozwijać” – powiedział Englesson.
Sama spółka EQT, jako finansowa, sprzedawała lub notowała na pozaeuropejskich giełdach niektóre aktywa technologiczne. W zeszłym roku za 1,1 mld dolarów sprzedała firmie Workday startup Sana, zajmujący się sztuczną inteligencją, i chce by cyberubezpieczyciel CFC był notowany na NASDAQ.
„Stany Zjednoczone zrobiły coś, czego Europa mogła nie zauważyć, czyli potraktowały rynki kapitałowe jako najważniejszy sposób finansowania firm. Stany Zjednoczone radzą sobie z tym lepiej niż Europa, a Europa musi nadrobić zaległości” – powiedział Bjørn Sibbern, dyrektor generalny SIX Group, zarządzającej szwajcarską giełdą.
Unia Europejska chcąc wesprzeć własne firmy tworzy fundusz Scale Europe Fund o wartości 5 mld euro. Ma on finansować programy w dziedzinie komputerów kwantowych, sztucznej inteligencji i innych zaawansowanych technologii, zaś EQT jest jednym z nielicznych zarządzających aktywami, którzy zostali zakwalifikowani do zarządzania funduszem.
„Kluczowe dla Europy pozostaje ciągłe mobilizowanie dodatkowego kapitału na swoich rynkach, aby zapewnić konkurencyjność w stosunku do swoich amerykańskich odpowiedników. Zwłaszcza w sektorze obronnym, sztucznej inteligencji i zaawansowanych technologii, bycie postrzeganym jako europejski lider może być postrzegane jako przewaga konkurencyjna nad graczami międzynarodowymi” – powiedziała Bloomberg TV Laura Fruehauf, radca prawny w globalnym zespole ds. transakcji w kancelarii Freshfields.
Dobrą nowiną dla Europy jest jednak słabnięcie atrakcyjności rynku amerykańskiego związane z kompletnie nieprzewidywalną polityką obecnej administracji USA. I tak grupa płatnicza SumUp chce przeprowadzić IPO na jednej z giełd europejskich, zaś broker kryptowalut Bitpanda wybrał Frankfurt na miejsce potencjalnego debiutu giełdowego. Dodatkowym problemem jest, iż europejskie firmy potrzebują efekty skali, aby przyciągnąć lokalne zainteresowanie w Nowym Jorku, zaś bez tego „efektu WOW!” ryzykują, iż duży amerykański biznes będzie je po prostu omijać.
„Jeśli spojrzeć na wyniki wielu europejskich spółek notowanych w USA, nie zawsze kończą się na dobrej drodze. jeżeli chodzi o wyniki, to znaczy, iż jeżeli nie radzisz sobie dobrze, to jesteś trochę zapomniany w wielkim oceanie” – zauważył Bjørn Sibbern z SIX Group.
Są też nieliczne, ale jednak widoczne zjawiska pokazujące, iż europejskie firmy technologiczne mogą stać się inwestorami dla poważnych spółek amerykańskich, ale czasem kończy się to korporacyjną wojną. Tak stało się właśnie w przypadku Beretta Holding, najstarszego na świecie producenta broni palnej, który chce przejąć 30% akcji w ważnym amerykańskim producencie broni – Sturm Ruger.
Początki Beretty sięgają XVI-wiecznej Brescii, zaś firma w tej chwili bardzo dobrze radzi sobie na światowym rynku broni strzeleckiej, jej sprzedaż w 2024 roku wyniosła prawie 1,7 mld euro. Jest najbardziej znana z pistoletu o tej samej nazwie, a także karabinów szturmowych i strzelb myśliwskich. Ruger jest jednym z najbardziej znanych producentów rewolwerów, a także produkuje karabiny myśliwskie. Stany Zjednoczone z liberalnymi przepisami dotyczącymi broni palnej zawartymi w Drugiej Poprawce są największym rynkiem zbytu dla broni palnej.
Beretta przedstawiła amerykańskim organom regulacyjnym dokument, według którego chce wprowadzić czterech związanych z nią dyrektorów do dziewięcioosobowego zarządu Rugera i zwiększyć swoje udziały z niecałych 10% do 30%.
Ruger uważa to za rodzaj wrogiego przejęcia argumentując, iż Beretta nie prowadziła negocjacji w dobrej wierze i chce po prostu stopniowo przejmować amerykańską spółkę. Beretta, która już w tej chwili jest największym akcjonariuszem Rugera, przedstawiła plany ogłoszenia wezwania na zakup kolejnych 20% akcji Rugera po 44,80 dolarów za akcję, co stanowi 10% premię w stosunku do ceny zamknięcia z 24 marca br.
„Nasza cierpliwość się wyczerpała. Skoro zawiesiliście dalsze negocjacje…, jedynym wyjściem, jakie mamy, aby wzmocnić naszą pozycję i lepiej zharmonizować nasze interesy, jest złożenie oferty przetargowej bezpośrednio akcjonariuszom Rugera” – napisał w liście dyrektor generalny Beretty, Robert Eckert. Ruger ma czas do końca marca na odpowiedź na ofertę Beretty rozmów z zarządem, by uniknąć odwoływania się bezpośrednio do akcjonariuszy spółki.
Ruger, jeden z dwóch notowanych na giełdzie amerykańskich producentów broni obok Smith & Wesson, ma wielkie problemy. Jego akcje straciły ponad połowę wartości od czasu osiągnięcia rekordowych poziomów pod koniec 2021 roku, co oznacza, iż wartość rynkowa firmy na zamknięciu 25 marca wyniosła prawie 650 mln dolarów. Akcjonariusze mówią o kiepskich wynikach finansowych, zaniedbaniach dziedzinie ładu korporacyjnego i tolerowaniu spadków wyników giełdowych. Jednak na początku miesiąca zarząd spółki w publicznym liście skarżył się, iż Beretta „wypowiedziała wojnę”, jeżeli nie zgodzi się na jej żądania emisji dodatkowych akcji z dyskontem w stosunku do ceny rynkowej, które Beretta miałaby objąć.
„Zarząd jest zdecydowany kontynuować zdecydowane działania w celu ochrony pozostałych akcjonariuszy Rugera przed agresywną kampanią Beretty mającą na celu przejęcie kontroli na nieuczciwych warunkach” – stwierdził w liście Ruger.
Zarząd Beretty odrzuca te zarzuty twierdząc, iż „nie dąży do przejęcia kontroli nad Rugerem”, zaś w USA nie jest bezpośrednim konkurentem Rugera, bowiem większość sprzedaży włoskiej firmy na tym rynku stanowią strzelby, co oznacza, iż nie ma konkurencji z najpopularniejszymi karabinami i pistoletami Rugera. Jednak zarząd Rugera szuka bezpośredniego kontaktu z prezydentem Trumpem licząc na to, iż ten zablokuje jakiekolwiek działania Beretty.

2 godzin temu







