Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) dwukrotnie w ciągu trzech dni ostrzegł rynki, iż jest gotów sprzedawać franki na masową skalę. Ostatni raz tak mocno się odgrażał po Brexicie, dziesięć lat temu. Powód? Panika inwestorów szukających bezpiecznej przystani po wybuchu wojny z Iranem pcha helwecką walutę na poziomy, które grożą zepchnięciem Szwajcarii w deflację.
W poniedziałek, 2 marca, SNB wydał niezapowiedziany komunikat – coś, czego nie robił od czasu brytyjskiego referendum w 2016 roku. ”W świetle rozwoju sytuacji międzynarodowej nasza gotowość do interwencji na rynku walutowym wzrosła” – napisał bank centralny w oświadczeniu przesłanym mediom. I dodał, iż jest „przygotowany, by przeciwdziałać szybkiej i nadmiernej aprecjacji franka, która zagraża stabilności cen”.
W środę, 4 marca, wiceprezes SNB Antoine Martin powtórzył to ostrzeżenie na konferencji prasowej poświęconej… nowym banknotom. Kontekst był jednak zupełnie inny niż monetarny. „Nasza gotowość i determinacja do interwencji jest wyższa w związku z ostatnimi wydarzeniami politycznymi” – podkreślił, nie pozostawiając wątpliwości, o jakich wydarzeniach mowa.
Ben Ford, analityk Macro Hive, ocenił to jako „upgrade” dotychczasowej standardowej formułki SNB o gotowości do działania. „Krótko mówiąc, bank centralny jest zaniepokojony niezadowoleniem eksporterów z siły waluty i powrotem deflacji jako tematu inwestycyjnego” – skomentował.
Frank najsilniejszy od szoku z 2015 roku. Co się dzieje z kursem?
Bezpośrednią przyczyną jest wojna na Bliskim Wschodzie. Operacja USA i Izraela przeciwko Iranowi, rozpoczęta 28 lutego, wywołała klasyczną ucieczkę kapitału w kierunku „safe haven”. Frank szwajcarski, obok złota, dolara i jena, jest jednym z tradycyjnych beneficjentów takiego scenariusza.
W poniedziałek kurs euro spadł do 0,9037 CHF, poziomu najniższego od szoku frankowego ze stycznia 2015 roku, kiedy to SNB bez ostrzeżenia zniósł peg walutowy na poziomie 1,20 EUR/CHF, powodując 30-procentowy skok kursu w ciągu jednego dnia. Po werbalnej interwencji kurs nieco odbił, ale w środę wciąż utrzymywał się w okolicach 0,91 CHF za euro – czyli na poziomach niewidzianych od ponad dekady.
Dolar też nie jest w stanie oprzeć się frankowi. Kurs USD/CHF w środę wynosił ok. 0,78, a w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy frank umocnił się wobec amerykańskiej waluty o ponad 12 proc. Dla polskich kredytobiorców i podróżujących do Szwajcarii to również istotna informacja: w środę za jednego franka trzeba było zapłacić 4,74 zł.
Inflacja na zerze. Szwajcaria na krawędzi deflacji
Oświadczenie Martina zbiegło się z publikacją danych, które doskonale ilustrują, dlaczego SNB jest tak zaniepokojony. Roczna inflacja konsumencka w Szwajcarii w lutym utrzymała się na poziomie 0,1 proc. – identycznie jak w grudniu i styczniu. Rynek spodziewał się choćby spadku do zera. Wskaźnik inflacji bazowej zjechał do 0,4 proc. – najniższego poziomu od listopada.
SNB definiuje stabilność cen jako inflację między 0 a 2 proc., a w grudniu obniżył prognozę średnioroczną na 2026 rok do zaledwie 0,3 proc. Prezes Martin Schlegel wielokrotnie przyznawał, iż w niektórych miesiącach inflacja może spaść poniżej zera.
Mechanizm jest prosty: silny frank obniża koszty importu, a niższe ceny importowe ciągną w dół ogólny poziom cen. Bloomberg Economics wprost pisze, iż „aprecjacja franka stwarza ryzyko spadkowe dla perspektyw cenowych Szwajcarii”. To klasyczna pętla, w której waluta „safe haven” staje się problemem dla własnej gospodarki.
Eksporterzy liczą straty. Od Roche po Swatcha
Dla Szwajcarii, jednej z najbardziej uzależnionych od eksportu gospodarek w Europie, mocny frank to cios w konkurencyjność. Jak donosił Financial Times w połowie lutego, farmaceutyczny gigant Roche oraz Swatch Group odnotowali ujemny wpływ waluty na przychody za 2025 rok rzędu 5 proc. Eksport zegarków, barometr kondycji helweckiego sektora luksusowego, spadł w styczniu 2026 roku o 3,6 proc., do 1,9 mld CHF. Za cały 2025 rok branża zanotowała spadek o 1,7 proc., do 25,6 mld CHF.
Każdy punkt umocnienia franka wobec euro oznacza realne straty dla firm, które produkują w Szwajcarii, a sprzedają za granicą. W warunkach globalnego risk-off kapitał napływający do helweckiej waluty pogłębia ten problem – i pojedyncze przedsiębiorstwa nie mają na to żadnego wpływu.
Ujemne stopy procentowe? Ekonomiści mówią: nie teraz
Obecna stopa referencyjna SNB wynosi 0 proc. – obowiązuje od czerwca 2025 roku, po serii pięciu obniżek. Rynek zastanawia się, czy bank centralny będzie zmuszony zejść poniżej zera, przywracając politykę ujemnych stóp, która obowiązywała w Szwajcarii przez osiem lat (2015-2022) i która mocno nadszarpnęła sektor bankowy.
Na razie konsensus jest jasny: większość ekonomistów nie spodziewa się zmian stóp w 2026 roku. Sondaż agencji Reuters z grudnia wskazywał, iż „ujemne stopy są mało prawdopodobne”. Alessandro Bee z UBS w komentarzu z poniedziałku tłumaczył, iż SNB będzie raczej sprzedawał franki, by spowolnić aprecjację, ale nie będzie bronił żadnego konkretnego poziomu. „Silne napływy do franka mogą się bardzo gwałtownie odwrócić. To nie jest problem strukturalny strefy euro jak w 2011 roku – to geopolityka i awersja do ryzyka” – argumentował.
Charlotte de Montpellier z ING Bank zwróciła z kolei uwagę na interesujący wątek polityczny: SNB może liczyć na to, iż USA, tradycyjnie monitorujące Szwajcarię pod kątem manipulacji kursowej, w sytuacji kryzysowej okażą większą tolerancję wobec interwencji walutowych.
Bilans SNB. Kolos z rezerwami za 725 mld franków
Lata interwencji walutowych spowodowały, iż bilans SNB rozrósł się do monstrualnych rozmiarów – ok. 887 mld CHF na koniec września 2025 r., z czego rezerwy walutowe stanowią ok. 725 mld CHF. Opublikowane 2 marca wyniki za 2025 rok wykazały zysk netto 26,1 mld CHF, ale pozycje walutowe przyniosły stratę 8,8 mld CHF. Przed katastrofą uratowało bank złoto – zysk z pozycji w kruszcu wyniósł 36,3 mld CHF.
Tak napompowany bilans sprawia, iż wyniki finansowe banku centralnego są wyjątkowo wrażliwe na wahania kursowe. Każda nowa runda interwencji powiększa tę ekspozycję – i to jest jeden z powodów, dla których SNB woli na razie grozić interwencją, niż ją przeprowadzać.
Co dalej? 19 marca kluczową datą
Najbliższe posiedzenie decyzyjne SNB zaplanowane jest na 19 marca. Będzie to pierwsze posiedzenie po radykalnej zmianie geopolitycznego tła. Na rynku opcji walutowych w poniedziałek krótkoterminowe nastawienie wobec franka było najsilniejsze od kwietnia, choć po oświadczeniu SNB część tych pozycji została zredukowana.
Scenariusz bazowy? Stopa bez zmian, interwencje punktowe – nie po to, by bronić konkretnego kursu, ale by „wygładzać” gwałtowne ruchy. Ale gdyby konflikt irański się przedłużył, a ropa utrzymała powyżej 80 dolarów za baryłkę, SNB mógłby stanąć przed najtrudniejszym dylematem od dekady: walczyć z deflacją ujemnymi stopami, ryzykując destabilizację banków – czy kontynuować interwencje walutowe, ryzykując dalsze puchnięcie bilansu i polityczne napięcia z Waszyngtonem.
Jak ujął to Greg Hirt, Allianz Global Investors: „To, czego SNB naprawdę nie chce, to zbyt silna i zbyt szybka aprecjacja. Frank ma za sobą niezłą jazdę.”
Dla polskich inwestorów i kredytobiorców frankowych wniosek jest jeden: dopóki trwa wojna na Bliskim Wschodzie, frank będzie drogi. A SNB zrobi wiele, żeby nie był jeszcze droższy.
Źródła: SNB, Bloomberg, Reuters, SwissInfo, Financial Times

2 godzin temu








