Freedom 55 kontra pracuj do śmierci. Przewaga kapitału nad pracą i ZUS.

oszczednymilioner.pl 2 tygodni temu

We wpisie dotyczącym emerytury w wieku 55 lat, podkreśliłem możliwe warianty życia, przy kapitale 1.5 mln. Dzisiaj skupiam się na przewadze kapitału nad pracą.

Praca. Średnia pensja w Polsce to ok. 7000 zł/m-c netto. Mediana kształtuje się w okolicach 5500. Trzeba być do dyspozycji pracodawcy minimum 40h w tygodniu, a na zajęcia „dookoła pracy” poświęcić jeszcze dodatkowe 2-3h dziennie. Wtedy „tydzień roboczy” wygląda następująco:

  • Koproszczur. Pobudka, o 7. W pracy o 9. Powrót o 18. Dekompresja i mamy 19. Spać o 24. Na życie zostaje 5 godzin.
  • Urzędnik. Pobudka o 5.30. W pracy o 7.30. Powrót o 16.30. Dekompresja do 17.30. Spanie od 23. Na życie zostaje 5.5 godziny.
  • Pracownik fizyczny na pierwszą zmianę. Pobudka o 4. W pracy o 6. Powrót o 15. Dekompresja do 16. Spanie od 21. Na życie zostaje 5 godzin.

Rachunek wydaje się prosty, wprawdzie rodzina z mediany zarobi 11k/m-c, ale:

  • na życie zostaje weekend i 5 godzin każdego dnia,
  • dodając wydatki około zawodowe (dojazdy, ubrania, składki itd.) – minimum 500 zł/m-c, a faktycznie ok. 1000 zł/m-c mówimy o 10 tys. zł/m-c.

Zmęczymy się, nie wyśpimy, a zarobimy 10 tys. zł.

Kapitał. Załóżmy posiadanie 1.5 mln zł plus miejsce do mieszkania. W warunkach warszawskich – sprzedaż 70 m2 „po babci” w centrum zaspokoi obie te potrzeby. Kto nie ma babci, musiał sobie zapracować. Liczenie wydaje się proste – do 55 r.ż. czyli w 30 lat pracy musimy zgromadzić:

  1. spłacone mieszkanie w mieście, które przez cały czas zajmiemy lub zamienimy na dom na wsi/kampera/jacht etc.
  2. 1.5 mln kapitału, co oznacza, iż inwestowaliśmy 1000 zł/m-c przez 30 lat, na 8% netto. Odpowiada to: zyskom z akcji, zakupu nieruchomości (zwłaszcza w lewarze kredytu), własnej firmie, którą da się sprzedać.

I teraz policzmy, co da nam ten kapitał?

Odzyskamy mnóstwo czasu. Zamiast 5 godzin dziennie, będziemy mieli dla siebie znacznie więcej, bo 17 godzin.

Nie musimy prosić o urlop. Piękna sprawa. Zamiast 32 dni powszednich dni wolnych w roku (urlop plus dni ustawowe), zyskamy ich … 260. Do tego nie musimy niczego planować, pytać o zgodę itd. Nikt nam nie odmówi, nie powie – dostaniesz wolne we wrześniu, bo teraz mamy gorący sezon/pierwszeństwo dajemy matkom z dziećmi w wieku szkolnym, i co tam jeszcze pracodawca potrafi wymyśleć.

Zyskujemy tanie wakacje. A kto powiedział, iż emerytowi nie należą się wakacje? W dodatku najczęściej wyjedziemy taniej. Znane „wczasy last minute”. Widziałem oferty za 600 zł tydzień w Egipcie, za 1700 zł tydzień na „Kanarach”. Jeszcze lepiej wyjedziemy kupując na niemieckich stronach (wylot z Berlina) lub angielskich. Mój brat za tydzień na Gran Canarii zapłacił 800 zł/os., a za 5 pełnych dni – 500 zł. Jednocześnie takie podróżowanie dostępne jest dla nielicznych, tych którzy mają czas. Pracownik dostaje tydzień, czasem 2 tygodnie i chce je maksymalnie wykorzystać. Nie ma czasu w loty do Londynu, poczekanie tam dwóch godzin i przemieszczenie się na terytorium Hiszpanii. Emeryt tym czasem dysponuje.

Nie przywiążemy się do miejsca. Praca etatowa integruje nas z miejscem (pomijam przywilej pracy zdalnej). Zrywając tę więź, możemy mieszkać na wsi zamiast w mieście (gdzie funkcjonuje większość dobrze płatnych etatów). Wybrać miesiąc na Kanarach, a 11 w domu. Cały rok podróżować kamperem i co tam nam jeszcze przyjdzie do głowy.

Możemy żyć dłużej. Dane statystyczne wyglądają nieubłaganie. Wiele przyczyn zgonów powiązano z tzw. chorobami cywilizacyjnymi: układu krwionośnego, układu ruchu, psychiki i nowotworami. Zamieniając samochód na rower/kajak/spacer, szybkie przekąski na zdrową żywność, biurowy stres na relaks z pewnością pożyjemy dłużej. Spadnie bowiem prawdopodobieństwo: zawałów, udarów, depresji, wypalenia zawodowego, a choćby hemoroidów, zwyrodnienia kręgosłupa oraz nowotworów (układu pokarmowego i wydalniczego w szczególności). Do tego czeka nas nie tylko dłuższe, ale i zdrowsze życie.

Mamy większy budżet. Dochody z pracy wynosiły 10 tys. zł. Prywatna emerytura przez 10 lat z kapitału 1.5 mln:

  • ze skarpety – 12.5 tys. zł/m-c.

Nieźle. Znacznie więcej niż gdyby dwie osoby poszły do pracy za medianę polskiej pensji.

Skoro jest tak świetnie, to dlaczego ludzie pracują do 70-tki? O tym w innym wpisie.

A ZUS? Na spotkaniu młodych PO, prof. J.Tyrowicz powiedziała takie zdanie (cytat za interia.pl) „Po co mamy system emerytalny, do czego on służy? […] Problem jest taki, iż jak jesteśmy starzy, to choćby jeżeli mamy ogromny kapitał, to ze względu na to, iż nie wiemy, kiedy umrzemy, nie wiemy, jak tę kwotę pieniędzy podzielić na każdy dzień. Jak idziemy do sklepu, to nie wiem, czy możemy wydać dzisiaj milion z miliarda, który mamy czy złotówkę. Jedynym zabezpieczeniem tego problemu, którego nigdy nie będziemy w stanie rozwiązać, jest albo podzielenie się ze wszystkimi innymi […] ci co umrą późno będą żyli z pieniędzy tych, którzy odłożyli wcześniej.” Czyli ZUS jest zakładem o długie życie i z tym się zgadzam. Natomiast Pani Profesor pominęła istotny aspekt i zapomniała o pewnej prawdzie.

W pierwszej kolejności – prawdopodobieństwo. Podawałem i jeszcze podam dużo danych GUS, ale wiemy w sposób oczywisty – mężczyźni żyją krócej, a idą na emeryturę później. Im niższe mają wykształcenie, tym spadają im szansę „wygrania na ZUS”. Przypominam – prawie połowa mężczyzn nie dożyje 75 r.ż., co oznacza, iż wezmą emeryturę przez 10 lat. Do 80-tki umrze nas (panów) 2/3. A to tylko 15 lat zakładu. Żeby mężczyzna dożył setki (2700 osób z ok. 18 mln) prawdopodobieństwo wynosi – 0,015% (czyli 1 na ok. 7000) spełnić się musi kilka warunków: wyjątkowo dobre geny (długowieczni rodzice i dziadkowie), brak poważnych chorób oraz zdrowy tryb życia. Nie spełniam żadnego z tych warunków. Ba, 90-tki dożywa (cały czas mówimy o obecnych danych) 75.000 mężczyzn (ok. 0,42% czyli 1 na 250), a 80-tki) i nie było w tej grupie nikogo z mojej rodziny (nawet kobiety). Maksymalny czas życia, na jaki mam statystyczną szansę wynosi 82 lata.

W drugiej wyliczenia. Oczywiście opowieść, jak to nie wiemy ile wziąć z kupki, jest kompletnie nieprawdziwa. Nie wiem, jak ekonomista w ogóle może w ten sposób spłycać temat. Metody na obliczenia są trzy:

  • absolutnie pewna – wypłacam tylko tyle, ile zarobiłem w zeszłym roku,
  • statycznie „prawie pewna” (95% prawdopodobieństwa) – złota zasada FIRE – wypłacam 4%
  • statystycznie „prawie pewna (99,985%) podzielić kwotę jakbyśmy żyli setkę i wpłacać sobie taką cześć (w przypadku mężczyzn 1/35 – 2,8%).

W obu przypadkach wynik wyjdzie bardzo ciekawie. Załóżmy, iż mam ten 1 mln. o ile w tym roku zarobiłem 8%, wypłacam 80.000 zł i tyle mogę wydać (nieco ponad 6000 zł miesięcznie), w następnym roku 3% – 30.000 zł (2500 zł/m-c).

Złota zasad FIRE działa dość prosto – 4% rocznie. 40.000 zł z 1 mln, tj. ok. 3300 zł/m-c.

Wypłata 1/35 oznacza ok. 2400 zł miesięcznej wypłaty.

A ZUS? 1.000.000 zł/222,7miesięcy=4490 zł.

I w tym miejscu, pozornie ZUS wychodzi lepiej. Czy wolisz mieć pewne 4490 zł, czy rozrzut 2400-6666 zł? Raczej pewną kwotę. Tylko, iż to tak nie działa. o ile wydajesz, tyle ile zarobisz, zawsze zostawisz kapitał. Do tego pozostaje kwestia zbierania na emeryturę, comiesięcznych wpłat.

Żeby mieć milion w ZUS trzeba wpłacać przez 40 lat ok. 2800 zł (składka emerytalno-rentowa od średniej pensji). W FIRE – 500 zł. I na tym polega różnica.

Na koniec słynny argument J.Korwin-Mikkego „Jeśli to jest tak doskonałe, dlaczego jest przymusowe”. Warto się zastanowić. Liczby powyżej.

Idź do oryginalnego materiału