Wyszło szydło z worka. Nowe kwity z amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości uderzają prosto w wizerunek Coinbase. Okazuje się, iż Jeffrey Epstein – postać, której nikomu nie trzeba przedstawiać, a już na pewno nie z dobrej strony – wpompował w giełdę 3 miliony dolarów, gdy ta stawiała pierwsze kroki. Co gorsza? Szefostwo doskonale wiedziało, od kogo biorą kasę.

Mroczna kasa na start
Cofnijmy się do grudnia 2014 roku. Coinbase to wtedy jeszcze „obiecujący startup”, a nie gigant warty 51 miliardów dolarów. Epstein wchodzi w rundę finansowania z butami, wyceniając firmę na marne 400 milionów. Z perspektywy czasu? To był interes życia. Ale czyim kosztem? Trudno nie odnieść wrażenia, iż fundamenty dzisiejszej potęgi krypto są podlane kapitałem, który nigdy nie powinien trafić do obiegu.
Wiedzieli, z kim tańczą
Tu robi się naprawdę nieprzyjemnie. To nie była pomyłka ani przeoczenie księgowości. Z maili wynika czarno na białym: Fred Ehrsam, współzałożyciel platformy, nie tylko wiedział o Epsteinie, ale wręcz palił się do spotkania z nim w Nowym Jorku, żeby przybić piątkę nad umową.
W roli „swatki” wystąpił nie kto inny jak Brock Pierce (ten od Tethera) i jego ekipa z Blockchain Capital. To oni podali asystentowi Epsteina numer konta i dopilnowali, żeby przelew przeszedł gładko. Można zapytać: gdzie była jakakolwiek kontrola?

Etyka? Jaka etyka?
Przypomnijmy istotny szczegół: w 2014 roku Epstein od sześciu lat figurował w rejestrach jako przestępca seksualny. Mimo to w świecie krypto, który wtedy przypominał cyfrowy Dziki Zachód, nikt nie widział problemu w braniu od niego milionów. Mało tego, finansista dopytywał o radę samego Reida Hoffmana z LinkedIn, czy warto w to wchodzić. Hoffman przytaknął, a Pierce zachwalał okazję jako „najlepszą w sektorze”.
Żniwa na brudnych udziałach
Epstein nie tylko wszedł w Coinbase, ale też koncertowo z niego wyszedł. W 2018 roku opchnął połowę swoich udziałów za 15 milionów dolarów. Krótka matematyka: wyjął pięć razy więcej, niż włożył, i wciąż miał w ręku połowę akcji. To nie był jednorazowy wyskok – jego macki sięgały też Blockstreamu.
Coinbase na razie milczy. I trudno się dziwić, bo te dokumenty to potężny cios w ich narrację o „bezpiecznej i etycznej” bramie do świata Web3. Czy można budować transparentną przyszłość na fundamentach postawionych przez kogoś takiego? Pytanie pozostaje otwarte, ale niesmak jest ogromny.

17 godzin temu






![Jałmużnik arcybiskupi: nie mogę się pomylić [ROZMOWA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/02/Jalmuznik-2.-Fot.-Maciej-Rajfur-2.jpg)

