Goldman Sachs wierzy w dalsze wzrosty na Wall Street. Najodważniejsza prognoza dotyczy jednak ropy

2 godzin temu

Amerykańskie akcje mogą kontynuować zwyżki, Rezerwa Federalna nie podniesie w tym roku stóp procentowych, a ropa potanieje wyraźnie poniżej 70 dol. za baryłkę – uważa Ashok Varadhan, współkierujący pionem Global Banking & Markets w Goldman Sachs. To spójny scenariusz, ale obarczony jednym zasadniczym ryzykiem: zakłada uspokojenie sytuacji w rejonie cieśniny Ormuz. Na razie rynek nie jest gotowy w pełni w nie uwierzyć.

Podczas poniedziałkowego handlu w Azji ropa Brent kosztowała około 84,5 dol. za baryłkę, wobec 83,55 dol. na piątkowym zamknięciu. Oznacza to, iż realizacja prognozy Varadhana wymagałaby spadku notowań o co najmniej kilkanaście procent.

Surowiec pozostaje drogi przede wszystkim z powodu niepewności dotyczącej żeglugi przez cieśninę Ormuz i trwałości porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Kolejne doniesienia o atakach na tankowce i żądania Teheranu dotyczące kontroli nad ruchem statków przypominają, iż rynek przez cały czas płaci znaczną premię za ryzyko geopolityczne.

Varadhan zakłada jednak, iż w końcowej części roku ropa znajdzie się „wyraźnie poniżej 70 dol.”. Jego zdaniem postępująca normalizacja transportu przez Ormuz, odbudowa dostaw i słabsza presja inflacyjna powinny stworzyć korzystne otoczenie zarówno dla obligacji, jak i akcji.

To ważne zastrzeżenie: prognoza nie opiera się wyłącznie na bilansie popytu i podaży. Jej powodzenie zależy w dużej mierze od polityki.

W Goldman Sachs nie ma pełnej zgodności

Warto zauważyć, iż wypowiedź Varadhana jest bardziej optymistyczna w kwestii spadku cen niż aktualny scenariusz bazowy zespołu surowcowego Goldman Sachs. Jeszcze 4 sierpnia bank oceniał, iż Brent może utrzymywać się w przedziale 80-90 dol., dopóki nie dojdzie do trwałego porozumienia amerykańsko-irańskiego lub – w przeciwnym kierunku – poważnej eskalacji konfliktu. Prognoza banku na czwarty kwartał wynosiła około 80 dol. za baryłkę.

Nie jest to sprzeczność, ale różnica między prognozą warunkową a oficjalnym scenariuszem bazowym. Varadhan wskazuje, gdzie jego zdaniem ropa może znaleźć się po rozwiązaniu problemu Ormuz. Analitycy surowcowi przez cały czas uwzględniają natomiast premię za ryzyko, ponieważ takiego rozstrzygnięcia jeszcze nie ma.

Także prognozy instytucji energetycznych pokazują szeroki zakres możliwych wyników. Amerykańska EIA oczekuje spadku średniej ceny Brent ze 103 dol. w drugim kwartale do około 70 dol. w czwartym kwartale 2026 r. Agencja zakłada, iż pod koniec roku globalne zapasy zaczną rosnąć w tempie około 2,7 mln baryłek dziennie.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna również przewiduje powrót rynku do nadwyżki, ale podkreśla, iż scenariusz ten wymaga dalszej odbudowy transportu przez cieśninę. Jednocześnie IEA prognozuje spadek światowego popytu na ropę o około 1 mln baryłek dziennie w całym 2026 r. Z kolei OPEC pozostaje wyraźnie bardziej optymistyczny i zakłada wzrost zapotrzebowania o około 780 tys. baryłek dziennie. Rozbieżność dobrze obrazuje skalę niepewności.

Wall Street już dyskontuje łagodniejszy Fed

Drugi element scenariusza Goldman Sachs dotyczy rynku akcji. Varadhan uważa, iż po gwałtownym lipcowym odlewarowaniu strategii opartych na spółkach technologicznych i sztucznej inteligencji struktura rynku stała się zdrowsza. Jego zdaniem indeksy powinny stopniowo rosnąć do końca roku, choć różnice między wynikami poszczególnych spółek pozostaną duże.

Wall Street częściowo już realizuje ten scenariusz. W piątek indeks S&P 500 wzrósł o 0,62 proc. i zakończył sesję na rekordowym poziomie 7757,64 pkt. Pomogły słabe dane z amerykańskiego rynku pracy, które zmniejszyły obawy przed podwyżką stóp procentowych.

W lipcu liczba etatów poza rolnictwem spadła w USA o 23 tys., podczas gdy ekonomiści oczekiwali wzrostu. Dane za maj i czerwiec zostały przy tym łącznie zrewidowane w dół o 103 tys. miejsc pracy. Bezrobocie wyniosło 4,1 proc., ale spadek aktywności zawodowej nie pozwala interpretować tej wartości jako jednoznacznie pozytywnego sygnału.

Fed między słabszym zatrudnieniem a podwyższoną inflacją

Rezerwa Federalna 29 lipca pozostawiła główną stopę w przedziale 3,50-3,75 proc. Decyzję podjęto stosunkiem głosów 9 do 3. Trzech członków FOMC opowiedziało się za podwyżką o 25 punktów bazowych, wskazując na utrzymujące się ryzyko inflacyjne. Kontrakty terminowe przez cały czas wyceniają możliwość jednej podwyżki przed końcem roku.

Varadhan pozostaje po przeciwnej stronie tego zakładu. Oczekuje stabilizacji stóp, argumentując, iż impuls inflacyjny wynikający z ceł i szoku energetycznego powinien stopniowo wygasać. Najnowsze dane częściowo wspierają tę ocenę: inflacja CPI obniżyła się w czerwcu do 3,5 proc. rok do roku, z 4,2 proc. w maju, a wskaźnik bazowy spadł do 2,6 proc. Miesięczny CPI uległ zmniejszeniu o 0,4 proc. głównie za sprawą tańszej energii.

Kluczowy będzie jednak raport za lipiec, który zostanie opublikowany 12 sierpnia. Ewentualny ponowny wzrost cen paliw może gwałtownie przywrócić oczekiwania na bardziej restrykcyjną politykę Fed.

Jeden scenariusz, trzy powiązane rynki

Logika Goldman Sachs jest czytelna: uspokojenie sytuacji wokół Ormuz powinno zwiększyć podaż ropy, obniżyć jej cenę i ograniczyć inflację. To pozwoliłoby Fedowi pozostawić stopy bez zmian, wsparłoby krótkoterminowe obligacje i jednocześnie poprawiło wyceny akcji.

Problem polega na tym, iż wszystkie elementy tej układanki zależą od pierwszego – geopolityki. Przy Brent powyżej 84 dol., kruchej sytuacji w Zatoce Perskiej i rynku terminowym wciąż dopuszczającym podwyżkę stóp prognoza ropy poniżej 70 dol. pozostaje odważnym scenariuszem, a nie rynkowym konsensusem.

Najkrótsza rekomendacja Varadhana brzmi jednak jednoznacznie: pozostać na rynku. Inwestorzy powinni przy tym pamiętać, iż ewentualna dalsza hossa może być znacznie mniej równomierna niż sugerowałby sam wzrost głównych indeksów.

Idź do oryginalnego materiału