Wszyscy znamy i pamiętamy wojny wielkiej Rzeczypospolitej i historyczne zwycięstwa – jak Kircholm w 1605 roku, Kłuszyn pięć lat później, Chocim 1673 czy wreszcie odsiecz wiedeńską Sobieskiego. Czytamy o nich książki, oglądamy filmy, żyjemy duchem husarskich szarż, ale rzadko uświadamiamy sobie, jakie były najważniejsze mechanizmy wojen Polski i Europy w średniowieczu czy XVII wieku. Choć wielokrotnie żołnierze nasi dawali przykłady szaleńczego męstwa, to przecież jednym z najważniejszych elementów zarówno ich służby, jak i polityki władców, były sprawy finansowe. Mówiąc krótko: skarby i kosztowności. Wszak jednym z największych wodzów Rzeczypospolitej, jednocześnie znanym z upodobania do zdobywania łupów był… sam król Jan III Sobieski.
„Działa wszystkie, obóz wszystek, dostatki nieoszacowane dostały się w ręce nasze. Wielbłądy, muły, bydle, owce… Wezyr uciekł od wszystkiego, iż ledwo na jednym koniu i w jednej sukni. Jam został jego sukcesorem, po wielkiej części wszystkie mi się po nim dostały splendory. Mam wszystkie znaki jego wezyrskie, które nad nim noszą; chorągiew mahometańską, którą mu dał cesarz jego na wojnę. Namioty, wozy wszystkie dostały mi się” – pisał ze zdobytego pod Wiedniem obozu tureckiego do królowej Marysieńki. „Nie rzekniesz mnie tak, moja duszo, jako więc tatarskie żony mawiać zwykły mężom bez zdobyczy wracającym, żeś: «ty nie junak, kiedyś się bez zdobyczy powrócił», bo ten, co zdobywa, na przedzie być musi”.
Miłość do ojczyzny była chwalebna, ale żołnierz, rzadko opłacany w terminie, musiał żyć ze zdobyczy, żeby tym lepiej bronić granic Rzeczypospolitej. Jak legendarny nasz pamiętnikarz, Jan Chryzostom Pasek w bitwie pod Lachowicami, kiedy darował życiem młodego Moskala.
„Chrest (krzyż) wziąłem mu piękny bardzo; było na oprawie ze dwadzieścia czerwonych złotych. Nie zabawiłem się koło owego smarkacza i pacierza jednego. Skoczę do owego brodofiasza (innego Moskala), aż on już nago leży, a konia prowadzi towarzysz. Mówię do niego: »Jam nieprzyjaciela z konia zwalił, a ty go bierzesz? Daj go sam, bo tego nabicia (kuli) na ciebie odżałuję, com go na nieprzyjaciela nagotował«. Oddał mi tedy owego konia ślicznego, który był nie moskiewski, ale tych ruskich koni, czerwonogniady, rosły”.
Pieniądz wywoływał wojny, jak choćby ze Szwecją, o ujście Wisły czy późniejszy „Potop”. On też był najlepszym gwarantem zachowania życia w bitwie, czego dowodem pamiętnik Hieronima Chrystiana Holstena z czasów tego ostatniego kataklizmu. Kiedy Polacy wzięli go do niewoli: „towarzysz (husarski) zapytał mnie zaraz czy mam pieniądze, albo mnie zastrzeli. Wyjąłem więc sakiewkę pełną dukatów i dałem mu, wziął mnie więc pod swoją opiekę. Brali mnie za wyższego oficera, bo byłem dobrze umundurowany. Musiałem teraz zsiąść z mego pięknego konia […] dosiąść chłopskiego i tak prawie bez siodła jechać do ich obozu”.
Pieniądze uratowały Zygmunta Druszkiewicza pod Batohem z rąk kozaków i Tatarów. „Na tureckim siedziałem koniu – pisał – w pancerzu oprawnym i pieniądze przy mnie znaleźli, dwieście czerwonych złotych i to mi dało żywot, iż się znowu znajomym dostałem Tatarom. Niewypowiedzianie się o to starali, aby mnie nie ścięli i to też nie mniej pomogło, iż umiałem ich język”.
Łup był najpewniejszym zyskiem z boju, przywieziony do kraju mógł znacząco poprawić status jego obecnego właściciela. Dlatego czasem znaczne bogactwa wiezione przez jednych wojaków, stawały się… łupem drugich, jak w 1621 roku w Przemyślu, gdzie chorągiew Gniewosza zaatakowała oddziały zawodowej jazdy – Lisowczyków, odebrała im łupy z wojny trzydziestoletniej, wśród których był, jak pisze jeden z poszkodowanych: „kielich wielki kościelny pozłocisty, sadzony diamentami, rubinami i szafirami, który ten to protestujący w Niemczech gromiąc heretyki zdobył…”.
Dawna wojna czy to w X, czy w XVII wieku była zatem starciem ludzi żyjących w znacznej części nie z żołdu, gdyż ten wypłacano z opóźnieniem, ale przede wszystkim z łupu. I dla takiej samej zdobyczy była prowadzona. Pieniądz bowiem kształtował politykę, ale także, o czym zapominamy, dawał podstawy egzystencji i utrzymanie całej grupie społecznej znanej od końca średniowiecza jako stan żołnierski w targanej wojnami Europie. Jestem zdania, iż wbrew obowiązującemu dziś wśród historyków podziałowi na chłopów, mieszczan i szlachtę, zawodowi wojacy tworzyli po prostu osobną grupę w ówczesnym społeczeństwie. Stan wolnych ludzi, ciągnących na wojnę razem z rodzinami, które żyły z łupu ojców i synów, tworząc swoistą ekonomię wojskową. Gdy bowiem żołnierz zaciężny zdobywał dobra, były one selekcjonowane przez towarzyszącą mu rodzinę, naprawiane i sprzedawane, a pieniądze inwestowane nie tylko w rynsztunek żołnierski, ale i w różne rodzaje przedsiębiorczości.
Oto zatem książka o wstydliwym obliczu wojen. O konflikcie i pieniądzu, który był tego konfliktu podłożem. Książka przedstawiająca zaskakujące wnioski, jak choćby, iż płacenie daniny nie zawsze oznaczało ruinę płacącego, gdyż zbierający haracz zamawiał za te pieniądze u ograbianego towary i usługi. Opowieść, która pokazuje ukryte mechanizmy, które prawdopodobnie miały miejsce w trakcie tworzenia państwa Piastów, późniejszej Polski. To przecież zbrojni wojownicy Mieszka, jego ojca albo dziada wyszli kiedyś z bram grodu Kalisza lub Giecza, aby narzucić daninę i władzę sąsiednim związkom plemiennym. A później zgodnie z powszechną, europejską tendencją, dorobili do tego religię i ideologię, tworząc Polskę, której początki przedstawiają się podobne jak Normandii czy królestw anglosaskich.
Niniejsza książka pokazuje, iż Hiszpania mająca dostęp do ogromnych bogactw Nowego Świata zbankrutowała już w XVI i XVII wieku, stając się tym, czym w dzisiejszych czasach Wenezuela, mająca wszak dostęp do ogromnych podobnego złota w płynie, czyli zasobów ropy; która nie była jednak w stanie wykorzystać tego bogactwa dla dobrego bytu swych obywateli.
Duncan Weldon pokazuje mało znane polskiemu czytelnikowi uwarunkowania gospodarcze i polityczne Italii i wynikłe z nich wojny włoskie, które przetaczały się przez półwysep apeniński przez cały XVI wiek. Ich zależność od pieniądza, bogatych miast i kondotierów. Z Italii trafiamy na Karaiby, aby zapoznać się z finansowymi podstawami działalności piratów na przełomie XVII i XVIII wieku, gdyż tak jak na wojnach, jej podstawą był zyski i pieniądze z handlu oraz sprzedaży zrabowanych towarów.
Oto świetna praca o tym, jak pieniądz kształtuje historię oraz jak wielką rolę odegrał na przestrzeni dziejów. I jak w XIX wieku zwykli uczestnicy wojen przestali gromadzić bogactwa, gdyż starcia te zmieniły się w brutalne starcia narodów i ich ideologii. To bardzo ważna i pouczająca książka dla Polaków, która jednak może pozbawić nas złudzeń historycznych. Polecam ją z przyjemnością, jako historyk i pisarz.
Jacek Komuda, pisarz, historyk

3 godzin temu











