Od czasów zaborów po erę nowoczesnych technologii Przegląd Techniczny towarzyszy
kolejnym pokoleniom polskich inżynierów. W jubileuszowym roku 160-lecia, redakcja
przyznała wyjątkowy tytuł – Złotego Inżyniera 160-lecia – historyczne wyróżnienie, które
ma tylko jednego laureata. Został nim prof. dr hab. inż. Bogusław Smólski, wybitny
specjalista w dziedzinie elektroniki mikrofalowej, były rektor Wojskowej Akademii
Technicznej, organizator i pierwszy dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.
Laureat przez wiele lat był partnerem różnych inicjatyw i wydarzeń organizowanych przez
FSNT-NOT.
Pan Profesor jest jedynym laureatem tytułu Złotego Inżyniera 160-lecia „Przeglądu Technicznego”. Jak Pan przyjął to wyróżnienie?
To ogromny zaszczyt. Muszę przyznać, iż sama liczba – 160 lat – robi wrażenie i trochę mnie onieśmiela. Jestem bardzo wdzięczny redakcji i osobom, które zdecydowały o przyznaniu mi tego tytułu. Pewnie kapituła uwzględniła to, iż całe moje życie zawodowe było związane z pracą inżynierską. Od studiów, przez różne miejsca pracy, aż po działalność naukową i organizacyjną – zawsze dominowało w nim tworzenie projektów technicznych, inspirowanie nowych przedsięwzięć i zarządzanie dużymi programami badawczymi.
„Przegląd Techniczny” wielokrotnie informował czytelników o dokonaniach Pana Profesora, m.in. w zakresie rozwoju technologii mikrofalowych i radarowych. Jakie znaczenie mają te dziedziny dla współczesnej techniki?
Technologie mikrofalowe są podstawą wielu systemów radarowych i radioelektronicznych. W Polsce powstało bardzo silne środowisko zajmujące się tymi technologiami i dzięki temu mogliśmy stworzyć własny przemysł radarowy. To jeden z najlepszych przykładów, iż integracja nauki, przemysłu i instytucji państwowych może przynieść bardzo dobre rezultaty. Przed laty udało się zastąpić rozwiązania radzieckie własnymi systemami, które nie ustępowały rozwiązaniom światowym. Ma to dziś duże znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego, bo decyduje o suwerenności technologicznej państwa.
Wojskowa Akademia Techniczna od zawsze pełniła w tym zakresie rolę zaplecza naukowego. W jakim stopniu Pańska działalność była związana bezpośrednio z systemem obronnym państwa?
WAT była miejscem, gdzie rozwijano technologie najważniejsze – od mikrofal, przez radary, aż po systemy walki radioelektronicznej. Moje życie zawodowe rzeczywiście w dużym stopniu splatało się z obszarem obronności. Przez kilka lat pełniłem też funkcję szefa badań w Ministerstwie Obrony Narodowej i odpowiadałem za zarządzanie oraz finansowanie projektów rozwojowych, zarówno badawczych, jak i wdrożeniowych. To był okres intensywny, ale też – powiem wprost – twórczy. W takich miejscach widać, iż jeżeli za projekty odpowiadają ludzie rozumiejący technologię, efekty się pojawiają. Oczywiście pod warunkiem odpowiedniej organizacji i finansowania.
Doświadczenia z MON wpłynęły na Pana spojrzenie na rozwój technologii wojskowych w Polsce?
Zdecydowanie tak. System obronny nie znosi improwizacji. To nie są projekty, które można realizować „po godzinach”. Mówimy o technologiach, które muszą być niezawodne i w pełni profesjonalnie przygotowane. Wojsko nie może sobie pozwolić na półśrodki. Dlatego tak istotne jest prowadzenie spójnej, długofalowej polityki państwa – a z tym bywało różnie. Przed 1989 rokiem całe wyposażenie naszej armii w obszarze technologii radarowych było produkcji krajowej. To dowodzi, iż przy dobrze zdefiniowanych potrzebach i współpracy można osiągać bardzo wysoki poziom technologiczny.
Dlaczego nie stało się to jedną z polskich specjalności eksportowych?
Bo zabrakło konsekwencji i ciągłości decyzji. Takie projekty wymagają stabilnego finansowania i myślenia w perspektywie dekad, a nie jednej kadencji. Przez lata przemysł obronny borykał się z niedofinansowaniem i brakiem zamówień zapewniających ciągłość produkcji. Bez tego żadna zaawansowana technologia nie przetrwa.
Czy podobne doświadczenia dotyczą też innych obszarów technologii wojskowych?
Oczywiście. Weźmy przykład systemu Piorun. To projekt, który wyrastał z prób polonizacji rozwiązań radzieckich, ale doprowadził do stworzenia własnego, bardzo konkurencyjnego produktu. Trwało to kilkanaście lat i wymagało ogromnej determinacji zespołów. Takie rzeczy nie powstają gwałtownie ani łatwo, ale efekt jest znaczący.
W swoich wypowiedziach często podkreśla Pan znaczenie suwerenności technologicznej. Dlaczego jest ona dziś tak istotna?
Bo współczesne technologie są jednocześnie narzędziem i potencjalnym zagrożeniem. jeżeli kupujemy za granicą najbardziej zaawansowany sprzęt, ale nie mamy dostępu do jego kluczowych elementów, choćby kodów źródłowych, to oddajemy kontrolę nad jego użyciem. W skrajnym przypadku ktoś może zdecydować, czy ten sprzęt w ogóle zadziała. To nie jest scenariusz teoretyczny, tylko realne ryzyko.
Polska ma potencjał, aby tę suwerenność budować?
Potencjał mamy duży. Mamy zdolnych inżynierów, dobre uczelnie i doświadczenia. Problem polega na rozproszeniu środków budżetowych i braku koncentracji na kilku strategicznych celach. Zamiast dużych programów mamy setki małych projektów, które kilka zmieniają.
Co należałoby zrobić, aby to zmienić?
Trzeba wrócić do myślenia strategicznego. Państwo powinno jasno określić, które technologie są najważniejsze – zwłaszcza w obszarze obronności – i konsekwentnie je rozwijać.
To wymaga odwagi i gotowości do podejmowania ryzyka. Bez tego zawsze będziemy krok za tymi, którzy działają bardziej zdecydowanie.
Wspomniał Pan Profesor o potrzebie myślenia strategicznego. Jedną z prób stworzenia takiego systemu było powołanie 18 lat temu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Był Pan organizatorem i pierwszym dyrektorem tej instytucji. Jakie były jej pierwotne założenia?
Rzeczywiście, miałem zaszczyt tworzyć Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. W lipcu 2007 roku po wielu wcześniejszych, bardzo egzotycznych dyskusjach na temat przyszłego kształtu NCBR, otrzymałem od ministra nauki i szkolnictwa wyższego Michała Seweryńskiego nominację na dyrektora Centrum. Nie było siedziby, krzesła, biurka, telefonu, pracowników po prostu niczego, poza dwuzdaniową nominacją na firmowym papierze resortu i wiarą iż się uda. Mało tego, nikt w Polsce nie wiedział jak tworzyć i wedle jakich reguł winna funkcjonować agencja rządowa. Pod koniec 2007 roku NCBR już działało. Miało siedzibę, kilkudziesięciu pracowników i realizowało swoje zadania. Zależało mi na powołaniu instytucji na wzór amerykańskiej DARPA, zdolnej do prowadzenia dużych, strategicznych programów badawczo-rozwojowych, istotnych dla państwa, także w dziedzinie
obronności. Zakładaliśmy koncentrację na kilku, kilkunastu kluczowych przedsięwzięciach, które mogłyby realnie zmienić pozycję Polski technologicznie i gospodarczo. Miała integrować naukę, przemysł i administrację wokół jasno określonych celów.
Dlaczego tego modelu nie udało się utrzymać?
Z biegiem lat pierwotna koncepcja zaczęła się rozmywać. Zamiast dużych programów pojawiło się finansowanie bardzo wielu niewielkich projektów. W efekcie trudno mówić o przełomach, bo rozproszenie środków nie sprzyja budowaniu silnych kompetencji technologicznych.
Jakie są konsekwencje takiego podejścia dla obszaru obronności i nowych technologii?
Konsekwencje są poważne. Bez koncentracji środków i jasno określonych priorytetów nie jesteśmy w stanie realizować projektów o znaczeniu strategicznym. A to właśnie takie projekty – w radarach, systemach rakietowych czy technologiach cyfrowych – decydują dziś o bezpieczeństwie państwa i jego pozycji międzynarodowej. Środowisko inżynierskie jest gotowe podejmować te wyzwania, ale potrzebuje odpowiednich warunków. Bez tego choćby największy potencjał pozostaje niewykorzystany.
„Przegląd Techniczny” powstał jeszcze w czasach zaborów. Jak Pan tłumaczy fakt, iż przetrwał od epoki maszyn parowych do ery sztucznej inteligencji?
To fenomen, ale też zasługa inżynierów. Paradoks polega na tym, iż mimo ich ogromnej sprawczości zawód inżyniera rzadko pojawia się w debacie publicznej. A przecież to środowisko liczy miliony ludzi i mogłoby odgrywać istotną rolę w dyskusji o kierunkach rozwoju państwa.
Czy w przeszłości takie pismo pełniło rolę okna na świat technologii?
Zdecydowanie tak. Było jednym z nielicznych źródeł rzetelnej wiedzy o nowych technologiach i projektach przemysłowych. To był też czas budowania państwowości i własnego przemysłu. Powstawały fabryki, rozwijała się infrastruktura, a inżynierowie odgrywali kluczową rolę. Prasa techniczna była platformą wymiany wiedzy i doświadczeń.
Był to okres wielkiego entuzjazmu i przekonania, iż rozwój technologiczny jest fundamentem nowoczesnego państwa. Dziś często brakuje podobnego myślenia strategicznego.
Jest też istotna różnica – tempo zmian. Kiedyś zdobyta wiedza wystarczała na lata. Dziś cykl życia technologii jest znacznie krótszy. W informatyce nowe generacje pojawiają się co kilka lat, a po dekadzie wiele rozwiązań jest już przestarzałych. To wymusza ciągłe uczenie się. Mamy ogromny potencjał intelektualny, ale potrzebujemy lepszego ekosystemu innowacji i większej gotowości do ryzyka.
Młodzi inżynierowie mają dziś w Polsce dobre warunki do rozwoju?
Różnie z tym bywa. Ciekawym przykładem jest młody przedsiębiorca, który opracował system radarowej obserwacji Ziemi z satelitów. W Polsce nie uzyskał finansowania, natomiast w Finlandii jego projekt natychmiast otrzymał wsparcie. Dziś jego firma działa globalnie. Większa popularyzacja osiągnięć technicznych mogłaby pomóc młodym inżynierom. Plebiscyt Złoty Inżynier „Przeglądu Technicznego”, zainicjowany przez redaktor naczelną Ewę Mańkiewicz-Cudny, dobrze temu służy. Pokazuje ludzi, którzy często pracują poza medialnym światłem. Cieszę się też, iż pamięta się o seniorach. Jestem dumny z tego wyróżnienia. Najważniejsze jest jednak to, aby doceniać rolę inżynierów – bo to oni tworzą cywilizację, w której żyjemy.
Rozmawiała Jolanta Czudak
Wywiad ukazał się w kwietniowym numerze Przeglądu Technicznego
Biogram:
Prof. Bogusław Smólski – w l. 2003 – 2007 Rektor – Komendant Wojskowej Akademii Technicznej. Aktywnie uczestniczył w wielu gremiach naukowych. Autor lub współautor 5 podręczników akademickich, około 100 artykułów i referatów naukowych oraz 8 patentów.
Jest promotorem 9 zakończonych przewodów doktorskich, recenzentem wielu rozpraw doktorskich, habilitacyjnych oraz wniosków o nadanie tytułu profesora. W latach 2015 – 2024 Przewodniczący Komitetu Elektroniki i Telekomunikacji Polskiej Akademii Nauk. Generał był również inicjatorem włączenia
Akademii do European Universities Association i koordynatorem powołania Polskiej Platformy Technologicznej Systemów Bezpieczeństwa.
Odznaczony m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Srebrnym Krzyżem Zasługi, belgijskim Krzyżem Kawalerskim Merite de L’Invention, Medalem Euro-Atlantyckim, Medalem Honorowym Stowarzyszenia Polskich Wynalazców i Racjonalizatorów im. Tadeusza Sendzimira oraz wieloma medalami resortowymi.














