Hiszpania zakazuje social mediów młodzieży. To początek końca ery „Dzikiego Zachodu” w UE?

3 godzin temu
Zdjęcie: hiszpania, flaga


Hiszpania staje się najnowszym polem bitwy w narastającym konflikcie między europejskimi państwami narodowymi a gigantami technologicznymi. Premier Pedro Sánchez, deklarując, iż „demokracja nie ugnie się przed oligarchami algorytmu”, zapowiedział radykalne zaostrzenie kursu wobec platform społecznościowych. Proponowane przepisy, zakładające zakaz korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia oraz pociąganie kadry zarządzającej do odpowiedzialności za mowę nienawiści, stawiają Hiszpanię w awangardzie cyfrowego protekcjonizmu.

Ruch Madrytu to coś więcej niż lokalna regulacja; to sygnał dla rynków, iż model biznesowy oparty na nieograniczonym dostępie do młodych demografii stoi pod znakiem zapytania. Podobne kroki podjęła już Australia, a Francja i Wielka Brytania intensywnie analizują analogiczne scenariusze. Dla inwestorów i liderów technologicznych oznacza to konieczność redefinicji strategii wzrostu w Europie, gdzie ryzyko regulacyjne staje się kluczowym kosztem operacyjnym.

Reakcja sektora technologicznego była natychmiastowa i nadzwyczaj bezpośrednia. Elon Musk określił Sáncheza mianem „tyrana”, a Pavel Durov, założyciel Telegrama, wykorzystał swoją platformę do bezpośredniego ostrzeżenia milionów hiszpańskich użytkowników. Według Durova, nowe prawo zmusi firmy do masowego gromadzenia danych wrażliwych i umożliwi rządom arbitralną kontrolę treści. Ta bezpośrednia komunikacja platform z obywatelami, z pominięciem tradycyjnych kanałów dyplomatycznych, jest dla rządu dowodem na „pilną potrzebę uregulowania” narzędzi, które mogą służyć do masowej dezinformacji.

Kluczowym elementem hiszpańskiej strategii jest próba zakończenia anonimowości w sieci poprzez powiązanie profili użytkowników z europejskim portfelem tożsamości cyfrowej (EUDI Wallet). jeżeli ten model zostanie wdrożony, Hiszpania może stworzyć precedens, który trwale zmieni architekturę internetu w UE – z przestrzeni pseudonimowej w ściśle monitorowany ekosystem. Dla firm technologicznych oznacza to koniec ery „laissez-faire” i konieczność budowy kosztownych systemów weryfikacji wieku oraz moderacji treści, które będą musiały sprostać surowym wymogom lokalnego prawa. W tym starciu stawką nie są tylko zasięgi, ale fundamenty relacji między państwem a prywatnym kapitałem cyfrowym.

Idź do oryginalnego materiału