Osiem lat po postawieniu pierwszych zarzutów Huawei staje przed amerykańskim sądem w sprawie, która z procesu karnego urosła do symbolu technologicznego konfliktu USA z Chinami.
W sądzie federalnym na Brooklynie rozpoczął się wybór ławy przysięgłych. Huawei odpowiada m.in. za domniemane naruszenie sankcji wobec Iranu, oszustwa bankowe, pranie pieniędzy, utrudnianie postępowania oraz spisek dotyczący kradzieży tajemnic handlowych amerykańskich firm. Chiński koncern nie przyznaje się do winy i odrzuca zarzuty.
Jednym z głównych wątków jest działalność Skycom, firmy prowadzącej interesy w Iranie. Według prokuratury Huawei wykorzystywał ją do pozyskiwania objętych embargiem amerykańskich technologii i obsługi transakcji przez międzynarodowy system bankowy. Związane ze Skycom operacje dolarowe miały przekroczyć 100 mln dolarów.
Znaczenie procesu wykracza jednak poza potencjalne kary, które w przypadku skazania mogą sięgnąć setek milionów, a choćby miliardów dolarów. Huawei od 2019 roku znajduje się na amerykańskiej Entity List, ograniczającej jego dostęp do technologii objętych kontrolą eksportu. Zarzuty dotyczące Iranu były jednym z argumentów wykorzystanych przez Waszyngton przy nakładaniu tych restrykcji.
Od tego czasu Huawei nie tylko odbudował pozycję na rynku telefonów, ale stał się jednym z filarów chińskiej strategii uniezależniania się od zachodnich technologii AI. Firma rozwija własne akceleratory Ascend i systemy obliczeniowe, które mają ograniczać skutki amerykańskich restrykcji.
Wyrok może więc mieć znaczenie polityczne większe niż biznesowe. Skazanie Huawei wzmocni argumentację Waszyngtonu za utrzymaniem ograniczeń technologicznych. Uniewinnienie da z kolei Pekinowi mocny argument, iż działania przeciwko firmie były częścią szerszej walki o przewagę technologiczną.

52 minut temu








