Międzynarodowa Agencja Energetyczna po raz pierwszy od czasów covidowego krachu z 2020 roku prognozuje roczny spadek globalnego zapotrzebowania na ropę naftową. Majowy raport Oil Market Report rysuje obraz rynku, na którym bezprecedensowy szok podażowy wywołany wojną na Bliskim Wschodzie zderza się z gwałtownie słabnącym popytem – a zapasy topnieją w rekordowym tempie.
Według najnowszych szacunków IEA światowy popyt na ropę wyniesie w 2026 roku średnio 104 mln baryłek dziennie, co oznacza spadek o 420 tys. baryłek dziennie w porównaniu z rokiem ubiegłym. To rewizja aż o 1,3 mln baryłek dziennie w dół w stosunku do prognoz sprzed wybuchu konfliktu irańskiego. Jeszcze w kwietniowym raporcie agencja zakładała jedynie symboliczny spadek rzędu 80 tys. baryłek dziennie – majowa korekta jest więc pięciokrotna.
Dla porównania – w 2020 roku pandemia COVID-19 obniżyła globalny popyt o 8,6 mln baryłek dziennie. Obecne spadki są oczywiście niepomiernie mniejsze, ale ich geneza jest zupełnie inna: to nie lockdowny niszczą konsumpcję, ale trwale wysokie ceny paliw, pogarszająca się koniunktura i fizyczny brak surowców na kluczowych rynkach azjatyckich.
Petrochemia i lotnictwo – dwa najbardziej dotknięte sektory
IEA wskazuje, iż najostrzejsze cięcia popytu koncentrują się w dwóch branżach. Petrochemia boryka się z narastającym deficytem surowców – połowa całej rewizji w dół (około 700 tys. baryłek dziennie) dotyczy LPG, etanu i nafty, które stanowią podstawowe wsady dla przemysłu chemicznego. Z kolei w sektorze lotniczym aktywność operacyjna znacząco spadła poniżej normalnych poziomów, a ceny paliwa lotniczego niemal potroiły się od momentu odcięcia bliskowschodnich dostaw. Prognozy popytu na jet fuel obniżono o 210 tys. baryłek dziennie.
Drugi kwartał 2026 roku ma być najgorszy – agencja przewiduje spadek popytu o 2,45 mln baryłek dziennie rok do roku, z czego 1,5 mln przypada na kraje spoza OECD, głównie Bliski Wschód i region Azji-Pacyfiku.
Skąd ten paradoks: ceny rosną, a popyt spada
Mechanizm jest klasyczny – znany ekonomistom pod pojęciem „destrukcji popytu”. Ropa Brent w poniedziałek 18 maja notowana jest w okolicach 110-111 USD za baryłkę, po wzroście o prawie 8 procent w ubiegłym tygodniu. Od momentu ataku USA i Izraela na Iran pod koniec lutego surowiec podrożał o ponad 50 procent. Przy takich poziomach cenowych konsumenci i przemysł po prostu ograniczają zużycie – nie z wyboru, ale z konieczności.
Chińskie morskie dostawy ropy spadły o 3,6 mln baryłek dziennie między lutym a kwietniem. Japonia ograniczyła import o 1,9 mln, Korea Południowa o milion, a Indie o 760 tys. baryłek dziennie. Rafinerie na całym świecie zmniejszyły przerób o około 5 mln baryłek dziennie rok do roku w kwietniu.
Zapasy topnieją w rekordowym tempie
Mimo spadającego popytu, rynek wciąż pozostaje w głębokim deficycie – bo ubytki podaży są jeszcze większe. IEA szacuje, iż ponad 14 mln baryłek dziennie produkcji znad Zatoki Perskiej jest „uwięzione” za zamkniętą Cieśniną Ormuz, a łączne straty podażowe od lutego przekroczyły już miliard baryłek.
Globalne zapasy obserwowalne (łącznie z ropą na wodzie) spadły o 129 mln baryłek w marcu i o kolejne 117 mln w kwietniu – to tempo wyciągania rezerw bez precedensu w historii rynku. UBS szacuje, iż do końca maja zapasy mogą zbliżyć się do rekordowo niskiego poziomu 7,6 mld baryłek. JPMorgan ostrzega, iż system logistyczny zaczyna się „dławić” – z pozoru duże wolumeny zapasów są w rzeczywistości niezbędne do utrzymania minimum operacyjnego rurociągów i terminali.
Skoordynowane uwolnienie 400 mln baryłek z rezerw strategicznych państw IEA, ogłoszone w marcu, do tej pory dostarczyło rynkowi około 164 mln baryłek – to wciąż za mało, by zrekompensować skalę strat.
OPEC kontra IEA: przepaść w prognozach
Między dwiema kluczowymi organizacjami monitorującymi rynek utrzymuje się fundamentalna rozbieżność w ocenie sytuacji. OPEC obniżył wprawdzie prognozę wzrostu popytu do 1,17 mln baryłek dziennie (z 1,38 mln wcześniej), ale wciąż zakłada wzrost – nie spadek. Kartel argumentuje, iż „globalna gospodarka wykazuje odporność mimo napięć geopolitycznych”, i podnosi prognozy na 2027 rok do 1,54 mln baryłek dziennie.
Różnica między stanowiskiem IEA (spadek 420 tys.) a OPEC (wzrost 1,17 mln) sięga więc niemal 1,6 mln baryłek dziennie – to jedna z największych rozbieżności prognostycznych w historii obu organizacji.
Co dalej: wyścig z czasem
IEA zakłada w swoim bazowym scenariuszu, iż Cieśnina Ormuz zostanie stopniowo otwarta od trzeciego kwartału 2026 roku, a popyt zacznie się odbudowywać w drugiej połowie roku. Jednak choćby w takim optymistycznym wariancie podaż będzie wracać wolniej niż popyt, a rynek pozostanie w deficycie aż do czwartego kwartału.
Morgan Stanley określił sytuację jako „wyścig z czasem” – jeżeli najważniejszy szlak wodny pozostanie zamknięty do czerwca, ceny mogą gwałtownie wystrzelić w górę, a według analityków Rapidan Energy system dystrybucji paliw w niektórych regionach zacznie się załamywać jeszcze przed trzecim kwartałem. MFW z kolei ostrzegł w ubiegłym tygodniu, iż utrzymanie cen powyżej 120 USD za baryłkę może zepchnąć globalną gospodarkę w recesję.
W poniedziałek 18 maja rynki wciąż balansują między nadzieją na dyplomatyczny przełom a obawami o dalszą eskalację – prezydent Trump ostrzegł Iran, iż „zegar tyka”, a we wtorek planuje spotkanie ze swoimi doradcami ds. bezpieczeństwa w celu omówienia opcji militarnych. Dla inwestorów na rynku ropy, ale też na rynkach obligacji i walut, najbliższe tygodnie będą okresem ekstremalnej zmienności – niezależnie od tego, który scenariusz się zmaterializuje.
Źródła: IEA, Reuters

18 godzin temu





