Większość zaległości mieszkaniowych powstała, gdy Cezary był jeszcze dzieckiem. Samotna, schorowana matka nie dawała sobie rady. Dług narastał, przybywało odsetek. W dorosłość syn wszedł z ciężarem rodzinnego zadłużenia i obowiązkiem utrzymania oraz leczenia matki.
Z miastem zawarł porozumienie: spłaca po 400 zł miesięcznie. Jest w stanie regulować te raty, ale przy takiej kwocie spłata potrwa dziesięciolecia. Nadzieją byłoby umorzenie odsetek po uregulowaniu należności głównej. Tymczasem odsetki od chwilówek sprawiają, iż wyjście z pozostałych długów wydaje się poza jego zasięgiem.
Rozważamy upadłość konsumencką. Problemem pozostaje jednak mieszkanie. Umowę najmu rozwiązano z powodu zadłużenia. Samo ogłoszenie upadłości nie oznacza natychmiastowego umorzenia zobowiązań, a oddłużenie nie przywraca automatycznie najmu. Nie wiemy, czy gmina zgodzi się ponownie zawrzeć umowę i pozwoli rodzinie zostać.
Zaczniemy od rozmowy z burmistrzem Blachowni. Będziemy przekonywać władze, by w razie upadłości Cezarego nie doprowadziły do eksmisji rodziny. Nie mamy jednak pewności, czy uda się uzyskać takie porozumienie.
Równolegle trzeba podjąć negocjacje z wierzycielami. Niespłacane pożyczki często trafiają do firm skupujących wierzytelności za część ich nominalnej wartości. To może otworzyć drogę do ugody i zmniejszenia kwoty do spłaty. Rozmowy będą trudne, a ich wynik nie jest przesądzony.
Sytuację komplikuje praca Cezarego na umowie cywilnoprawnej. Zakres ochrony jego dochodu przed komornikiem wymaga sprawdzenia. Według przedstawionych informacji dochód na osobę przekracza też próg uprawniający do części świadczeń z pomocy społecznej. Matka być może uzyska rentę, ale na razie pozostaje bez własnych środków.
Cezary pracuje i spłaca zaległości, ale wciąż nie widzi szans na normalne życie. Potrzebuje realnej pomocy, by rodzinne długi nie stały się dla niego wyrokiem na całe życie.

6 godzin temu





