Inflacja w Polsce w marcu 2026 – finalne dane GUS potwierdzają skok CPI do 3,0%

1 dzień temu

Główny Urząd Statystyczny opublikował dziś, 15 kwietnia, finalne wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych za marzec 2026 roku. Dane potwierdzają wcześniejszy szybki szacunek z 31 marca – inflacja CPI wyniosła 3,0% w ujęciu rocznym. Jednocześnie odsłaniają pełny obraz struktury cenowej, którego brakowało dwa tygodnie temu. I ten obraz daje do myślenia.

Rewizji uległa dynamika miesięczna. Według finalnych danych koszyk dóbr konsumpcyjnych podrożał w marcu o 1,1% względem lutego – o 0,1 punktu procentowego więcej, niż wskazywał szybki szacunek. To z pozoru niewielka korekta, ale w praktyce oznacza najsilniejszy miesięczny wzrost cen od stycznia 2025 roku.

Co dokładnie podrożało? Struktura danych finalnych

Szybki szacunek GUS podawał jedynie trzy główne kategorie: żywność, nośniki energii i paliwa. Finalne dane odsłaniają znacznie pełniejszy obraz – i to właśnie on stanowi prawdziwą wartość dzisiejszej publikacji.

W ujęciu rocznym ceny usług wzrosły o 5,0%, a towary podrożały o 2,2%. To wyraźna dywergencja, która – choć nie jest zjawiskiem nowym w polskiej gospodarce – w marcu pogłębiła się. W lutym relacja wyglądała nieco łagodniej: usługi rosły o 4,8%, towary zaledwie o 1,0%. Marcowe przyspieszenie po stronie towarowej (z 1,0% do 2,2% r/r) to bezpośredni efekt szoku paliwowego.

W ujęciu miesięcznym (marzec wobec lutego) największy wpływ na wskaźnik CPI miały wyższe ceny transportu – wzrost o 8,2%, który przełożył się na podwyższenie wskaźnika ogólnego o 0,79 punktu procentowego. To kategoria, w której ceny paliw odgrywają dominującą rolę. Na drugim miejscu znalazła się odzież i obuwie ze wzrostem o 4,7% m/m (wpływ: +0,16 pp) – tu jednak mamy do czynienia z typowym efektem sezonowym związanym z wejściem kolekcji wiosennych. Wzrosły również ceny napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych (o 0,7%, wpływ: +0,04 pp) oraz szeroka kategoria obejmująca higienę osobistą, ochronę socjalną i pozostałe towary i usługi (o 0,8%, wpływ: +0,03 pp).

Po stronie spadkowej znalazły się informacja i komunikacja oraz wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego – obie kategorie potaniały o 0,3% m/m, obniżając wskaźnik po 0,02 punktu procentowego.

Warto też odnotować istotną zmianę metodologiczną. Począwszy od danych za 2026 rok GUS liczy wskaźnik CPI zgodnie z międzynarodową klasyfikacją COICOP 2018, co zmienia strukturę koszyka i wagi poszczególnych kategorii. Ma to znaczenie przy porównaniach z latami wcześniejszymi i przy interpretacji danych w kontekście historycznym.

Wojna w Iranie jako impuls cenowy

Marcowy skok inflacji nie wziął się znikąd. Jego źródło ma adres na Bliskim Wschodzie. Na przełomie lutego i marca 2026 roku eskalacja konfliktu zbrojnego w Iranie – z udziałem USA i Izraela – doprowadziła do częściowej blokady cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około jednej piątej światowego handlu ropą. Notowania ropy Brent w ciągu kilku tygodni wystrzeliły z okolic 75-80 dolarów do poziomu zbliżającego się do 120 dolarów za baryłkę. Na polskich stacjach paliw olej napędowy przejściowo osiągnął rekordowe ceny.

GUS mierzy ceny na stacjach zwykle w drugim i trzecim tygodniu miesiąca, a najwyższe stawki przy dystrybutorach notowano pod koniec marca. To oznacza, iż marcowy odczyt mógł nie uchwycić pełni szoku. Z drugiej strony 8 kwietnia USA i Iran uzgodniły dwutygodniowe zawieszenie broni, co sprowadziło ceny ropy z powrotem poniżej 100 dolarów za baryłkę. Trwałość tego porozumienia pozostaje jednak pod znakiem zapytania.

Ścieżka I kwartału – od celu NBP do jego przekroczenia

Początek roku dawał powody do optymizmu. Inflacja CPI zarówno w styczniu, jak i w lutym wynosiła 2,1% r/r – to najniższe odczyty od blisko dwóch lat. Wskaźnik mieścił się komfortowo poniżej 2,5-procentowego celu NBP. Inflacja bazowa (po wyłączeniu cen żywności i energii) spadła w lutym do 2,5% r/r, a w ujęciu po wyłączeniu cen administrowanych – do zaledwie 1,6%. Na tle 2025 roku, kiedy średnioroczna inflacja wyniosła 3,6%, wyglądało to jak powrót do normalności.

Marzec brutalnie zweryfikował ten obraz. Skok o niemal punkt procentowy w ciągu jednego miesiąca wypchnął CPI powyżej celu banku centralnego. Co istotne – mamy do czynienia z szokiem podażowym o charakterze zewnętrznym, a nie z narastającą presją popytową w polskiej gospodarce. To fundamentalna różnica w porównaniu z falą inflacyjną z lat 2021-2023, kiedy wzrost cen napędzany był jednocześnie przez zaburzone łańcuchy dostaw, nadmiernie luźną politykę monetarną i rosnącą konsumpcję.

Pakiet paliwowy rządu – tarcza fiskalna w akcji

Rząd zareagował na szok cenowy uruchomieniem pakietu paliwowego. Od 31 marca obniżono VAT na paliwa z 23% do 8%, a od 30 marca obniżono stawki akcyzy na benzyny i olej napędowy. Pierwotnie niższa akcyza miała obowiązywać do 15 kwietnia, jednak – jak potwierdziło Ministerstwo Finansów – rząd przedłużył jej obowiązywanie do końca kwietnia 2026 roku. Ustawa daje możliwość utrzymywania obniżonych stawek maksymalnie do 30 czerwca.

Te interwencje powinny przełożyć się na wyraźne obniżenie cen paliw w kwietniowym odczycie CPI. Analitycy spodziewają się, iż sama obniżka VAT „zdejmie” z ceny litra paliwa kilkadziesiąt groszy, co powinno zepchnąć inflację poniżej marcowego szczytu – choć trudno dziś precyzyjnie oszacować skalę efektu, biorąc pod uwagę zmienność notowań ropy.

RPP – pauza po jedynej obniżce

Marcowe dane mają bezpośrednie przełożenie na politykę pieniężną. Na posiedzeniu w dniach 3-4 marca RPP obniżyła stopę referencyjną o 25 punktów bazowych – do 3,75%. Była to pierwsza i – jak dotąd – jedyna obniżka w 2026 roku, podjęta jeszcze zanim szok paliwowy w pełni ujawnił się w danych. Na kwietniowym posiedzeniu (9 kwietnia) Rada utrzymała stopy bez zmian.

Stanowisko RPP dobrze oddaje komentarz Credit Agricole po kwietniowej decyzji:

„Rada pozostanie ostrożna tak długo, jak inflacja będzie utrzymywać się powyżej górnej granicy dopuszczalnych odchyleń od celu NBP” – czyli powyżej 3,5%.

Z kolei Andrzej Gwiżdż, analityk Portu, ocenił, iż dla RPP oznacza to przejście w „tryb wait and see”, ponieważ obecny wzrost cen ma charakter punktowy i nie niesie ryzyka spirali inflacyjnej – przynajmniej na razie.

Jak zauważył w swoim komentarzu po marcowych danych Business Insider, marcowa obniżka stóp była prawdopodobnie „pierwszą i jedyną taką decyzją w 2026 roku”. Credit Agricole przesuwa moment kolejnej obniżki (o 25 pb) dopiero na II kwartał 2027 roku.

Prognozy – gwałtowna rewizja w górę

Marcowa projekcja NBP opublikowana 6 marca – jeszcze przed pełnym rozwinięciem się szoku naftowego – zakładała, iż inflacja CPI w 2026 roku z 50-procentowym prawdopodobieństwem znajdzie się w przedziale 1,6-2,9%. Te szacunki są dziś w dużej mierze nieaktualne.

Znacznie bardziej adekwatne do bieżącej rzeczywistości są prognozy banków komercyjnych. Credit Agricole pod koniec marca zrewidował swoją ścieżkę inflacji drastycznie w górę – z 2,2% do 3,9% średniorocznie w 2026 roku. To przesunięcie o 1,7 punktu procentowego. Według tego scenariusza inflacja CPI będzie systematycznie rosnąć i w grudniu 2026 roku może osiągnąć 5,1%. Jednocześnie ekonomiści CA obniżyli prognozę wzrostu PKB na 2026 rok do 3,3% (z 3,6%).

PKO BP podszedł do tematu ostrożniej, podnosząc prognozę średnioroczną z 2,2% do 2,8% i zakładając spadek inflacji do okolic 2,9% na koniec grudnia. Rozbieżność wynika z różnych założeń co do trwałości szoku naftowego.

W scenariuszu pesymistycznym – przy utrzymaniu cen ropy powyżej 100 dolarów przez dłuższy czas – uruchomiony zostanie mechanizm przerzucania kosztów energii na ceny końcowe w transporcie, logistyce, produkcji żywności i usługach. Credit Agricole ostrzega, iż szczyt dynamiki cen żywności przypadnie dopiero na II kwartał 2027 roku (około 8,6% r/r), bo transmisja szoku surowcowego na ceny żywności następuje z opóźnieniem 12-15 miesięcy.

W scenariuszu optymistycznym – jeżeli rozejm z Iranem okaże się trwały – interwencja fiskalna rządu w połączeniu ze spadkiem cen ropy powinna skutecznie stłumić impuls inflacyjny.

5,0% na usługach

Dzisiejsze finalne dane odsłoniły jeszcze jeden istotny wątek, na który rynki powinny zwrócić uwagę. Inflacja usługowa przyspieszyła do 5,0% r/r wobec 4,8% w lutym. To istotne, bo dynamika cen usług jest często traktowana jako lepszy barometr presji popytowej i tendencji płacowych w gospodarce niż ogólny wskaźnik CPI. Wzrost wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw w ostatnich miesiącach utrzymywał się na podwyższonym poziomie, co stopniowo przekłada się właśnie na usługi – od gastronomii, przez remonty, po opiekę zdrowotną.

Jutro (16 kwietnia) NBP opublikuje dane o inflacji bazowej za marzec. Ten odczyt pokaże, jak silna jest presja cenowa po odcięciu efektu paliw i żywności – i będzie najważniejszy dla oceny, czy mamy do czynienia wyłącznie z egzogennym szokiem paliwowym, czy też z szerszym rozlewaniem się presji inflacyjnej na gospodarkę.

Co to oznacza dla portfela przeciętnego Polaka?

Marcowy skok CPI do 3,0% sygnalizuje koniec okresu niskiej inflacji, który trwał od końca 2025 roku. Bezpośrednio najbardziej odczuwalne są ceny paliw i transportu – 8,2% wzrost w ciągu jednego miesiąca to obciążenie zarówno dla domowego budżetu, jak i dla firm logistycznych, które z opóźnieniem przerzucą koszty na konsumentów.

Pakiet rządowy (obniżka VAT i akcyzy) częściowo amortyzuje ten cios, ale nie eliminuje go. Ponadto ma on charakter tymczasowy – obowiązuje do końca kwietnia z możliwością przedłużenia maksymalnie do czerwca.

Dla kredytobiorców kluczowa jest pauza RPP w obniżkach stóp. Marcowa redukcja o 25 pb przyniosła lekką ulgę w ratach, ale dalsze obniżki – na które wielu kredytobiorców liczyło – zostały odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość. Stopa referencyjna na poziomie 3,75% to scenariusz, z którym prawdopodobnie będziemy żyć co najmniej do końca roku.

Dla oszczędzających realna stopa procentowa (oprocentowanie depozytów minus inflacja) wciąż jest dodatnia, ale przy inflacji przekraczającej 3% i prawdopodobnie rosnącej w kolejnych miesiącach – ta przewaga topnieje.

Idź do oryginalnego materiału