Dane o inflacji konsumenckiej w Stanach Zjednoczonych za marzec wyglądają na pierwszy rzut oka dramatycznie – wzrost cen najwyższy od niemal czterech lat. Tymczasem giełdy w Nowym Jorku ruszyły w górę tuż po publikacji. Co takiego zobaczyli inwestorzy, czego nie widać w nagłówkach?
Opublikowane dziś o godz. 14:30 czasu polskiego dane Bureau of Labor Statistics nie pozostawiają wątpliwości – wojna z Iranem zaczęła boleśnie odbijać się na portfelach Amerykanów. Wskaźnik CPI za marzec wyniósł 3,3 proc. rok do roku, wobec 2,4 proc. zaledwie miesiąc wcześniej. To skok, jakiego rynki nie widziały od wiosny 2024 roku. W ujęciu miesięcznym ceny poszły w górę o 0,9 proc. – najostrzej od czerwca 2022 roku, gdy świat zmagał się z konsekwencjami rosyjskiej agresji na Ukrainę.
Za tym skokiem stoi jeden główny sprawca: energia. Ceny benzyny w Stanach Zjednoczonych wystrzeliły w marcu o ponad 21 proc. – to rekordowa dynamika od początku publikacji tej serii danych w 1967 roku. Olej opałowy podrożał o przeszło 30 proc. w zaledwie miesiąc. Łącznie indeks cen energii wzrósł o 10,9 proc. miesiąc do miesiąca, co jest najsilniejszym odczytem od września 2005 roku. Konflikt na Bliskim Wschodzie wywindował ceny ropy o ponad 30 proc. w skali kilku tygodni, a średnia cena galona benzyny przekroczyła 4 dolary po raz pierwszy od ponad trzech lat. Według danych AAA z 9 kwietnia sięga już 4,16 dolara.
Rynki nie patrzą na nagłówki
I tu zaczyna się historia, która naprawdę interesuje inwestorów. Bo o ile główny odczyt CPI prezentuje się groźnie, o tyle dane bazowe – oczyszczone z cen żywności i energii – opowiadają zupełnie inną historię.
Inflacja bazowa wzrosła w marcu zaledwie o 0,2 proc. miesiąc do miesiąca, powtarzając lutowy wynik. Rok do roku bazowy CPI wyniósł 2,6 proc. wobec 2,5 proc. w lutym. I tu tkwi sedno: oba te odczyty okazały się niższe od konsensusu rynkowego. Ankietowani ekonomiści spodziewali się odpowiednio 0,3 proc. w ujęciu miesięcznym i 2,7 proc. rocznie. Również główny wskaźnik roczny okazał się odrobinę poniżej mediany prognoz, która wskazywała na 3,4 proc.
Mówiąc wprost – szok energetyczny zrobił swoje, ale na razie nie rozlał się na resztę gospodarki. I właśnie to kupił dziś rynek.
Dodatkowym pozytywnym akcentem były ceny żywności, które w marcu nie drgnęły ani o ułamek procenta. Ceny w sklepach spożywczych wręcz spadły o 0,2 proc. Mięso, drób i jaja potaniały o 0,6 proc., a same jaja – po miesiącach spektakularnych podwyżek – zanotowały spadek o 3,4 proc. Dla przeciętnego Amerykanina, który tankuje coraz drożej, to przynajmniej częściowa ulga przy kasie w supermarkecie.
Wall Street podnosi głowy
Kontrakty terminowe na S&P 500 ruszyły w górę niemal natychmiast po odczycie. Inwestorów uspokoił przede wszystkim łagodny odczyt inflacji bazowej, sugerujący, iż wojenny szok paliwowy nie przenosi się jeszcze masowo na ceny usług i dóbr trwałych. Co ważniejsze – poprawiły się rynkowe szanse na obniżkę stóp procentowych przez Rezerwę Federalną jeszcze w tym roku.
To istotna zmiana nastrojów. Jeszcze tydzień temu na rynku dominowała narracja, iż Fed nie obniży stóp ani razu w 2026 roku. Część ekonomistów otwarcie sygnalizowała, iż kolejny ruch banku centralnego może oznaczać podwyżkę, a nie obniżkę. Opublikowany w środę protokół z marcowego posiedzenia FOMC ujawnił, iż coraz więcej członków Komitetu dopuszcza scenariusz zacieśnienia polityki monetarnej. Rynek terminowy na platformie Polymarket wycenia 97 proc. prawdopodobieństwa braku zmian na najbliższym posiedzeniu 28-29 kwietnia, przy stopie referencyjnej utrzymanej w przedziale 3,50-3,75 proc.
Dzisiejsze dane tego nie zmienią. Zmieniły natomiast perspektywę na drugą połowę roku – a to właśnie tam inwestorzy szukają dziś swojej szansy.
Spokój może być złudny
Zanim jednak ktoś zacznie otwierać szampana, warto posłuchać głosów rozsądku. Marcowy raport pokazuje dopiero pierwszą falę szoku. Dopłaty paliwowe, wyższe koszty transportu drogowego, drożejące nawozy i tworzywa sztuczne – to wszystko dopiero zacznie przenikać do cen detalicznych w kwietniu i maju. Bilety lotnicze, które w marcu podrożały o 2,7 proc. miesiąc do miesiąca i o niebagatelne 14,9 proc. w ujęciu rocznym, mogą być zaledwie przystawką przed głównym daniem.
Choć ceny ropy nieco cofnęły się po ogłoszeniu zawieszenia broni – Brent zakończył czwartek poniżej 97 dolarów, a kontrakty na ropę WTI zmierzają ku największemu tygodniowemu spadkowi od dziewięciu miesięcy – to wcześniejsze wzrosty wciąż siedzą w systemie cenowym i będą się materializować z opóźnieniem.
Wszystkie oczy zwrócone na Islamabad
Ostatecznie losy amerykańskiej inflacji – a wraz z nią polityki stóp procentowych Fed i nastrojów na globalnych rynkach – rozstrzygną się nie w gabinetach statystyków w Waszyngtonie, ale przy stole negocjacyjnym. Kruchy, dwutygodniowy rozejm między USA a Iranem, ogłoszony 7 kwietnia, stoi przed swoim pierwszym poważnym testem. W piątek w Islamabadzie rozpoczynają się bezpośrednie rozmowy pokojowe. jeżeli przyniosą postęp i utrzymanie zawieszenia broni, ceny ropy mogą dalej schodzić w dół, a odczyt CPI za kwiecień – wyraźnie wyhamować.
Jeśli jednak negocjacje się załamią, rynki będą musiały zmierzyć się ze scenariuszem, w którym inflacja przebija 4 proc., a jedyną opcją dla Fed stanie się nie obniżka, ale podwyżka stóp. Na razie Wall Street stawia na optymistyczny wariant. Pytanie, czy nie robi tego zbyt pochopnie.
Źródło: BLS

3 godzin temu






