Opublikowany dziś raport CPI za luty 2026 roku potwierdził to, czego rynki się spodziewały: inflacja konsumencka utrzymała się na poziomie 2,4 proc. w ujęciu rocznym. Na pierwszy rzut oka to dane neutralne. Problem w tym, iż obejmują one okres sprzed wybuchu wojny z Iranem i sprzed naftowego szoku, który w ciągu zaledwie kilkunastu dni wywindował ceny ropy powyżej 100 dolarów za baryłkę. Lutowy odczyt to zatem „fotografia ze spokojniejszych czasów” – a marcowy raport może wyglądać zupełnie inaczej.
Bureau of Labor Statistics opublikowało dane o indeksie cen konsumenckich za luty. Wskaźnik CPI wzrósł o 0,3 proc. w ujęciu miesięcznym po wzroście o 0,2 proc. w styczniu. W skali roku inflacja utrzymała się na poziomie 2,4 proc. – dokładnie tyle, ile zakładał konsensus analityków ankietowanych przez Dow Jones i agencję Reuters. To jednocześnie najniższy roczny odczyt od maja 2025 roku.
Inflacja bazowa, z której wyłączone są zmienne ceny żywności i energii, wzrosła o 0,2 proc. miesiąc do miesiąca i utrzymała dynamikę roczną na poziomie 2,5 proc. – zgodnie z oczekiwaniami. To z kolei najniższy poziom core CPI od 2021 roku. Obydwa odczyty pokrywają się z prognozami, co samo w sobie jest dobrą wiadomością: rynki nie lubią niespodzianek, zwłaszcza w środowisku narastającej niepewności geopolitycznej.
Spokojne dane, niespokojny kontekst
Reakcja rynków na publikację była wyjątkowo stonowana. Kontrakty terminowe na S&P 500 utrzymywały się w okolicach zera, a inwestorzy wyraźnie traktowali lutowy CPI jako „dane z innej epoki”. I trudno im się dziwić. Raport opisuje zachowanie cen w okresie, kiedy ropa Brent kosztowała jeszcze poniżej 70 dolarów za baryłkę. Tymczasem w chwili jego publikacji notowania Brent oscylowały wokół 91 dolarów, a jeszcze kilka dni wcześniej przebijały chwilowo 119 dolarów – po tym, jak państwa Bliskiego Wschodu ograniczyły wydobycie, a Iran zaatakował statki handlowe w Cieśninie Ormuz.
Lutowe dane pokazały, iż ceny benzyny wzrosły o ok. 0,8 proc., co stanowiło umiarkowany impuls – ale przez cały czas odzwierciedlało realia sprzed eskalacji. Ceny paliw zaczęły rosnąć jeszcze w lutym w oczekiwaniu na zaostrzenie konfliktu, ale pełna skala tego wzrostu dopiero uderzy w marcowe statystyki. Od końca lutego ceny na amerykańskich stacjach benzynowych podskoczyły o ponad 18 proc., dochodząc do 3,54 dolara za galon (dane AAA).
Na lekkie spowolnienie presji cenowej w lutym wpłynęły tańsze samochody używane oraz nieco niższe ceny biletów lotniczych. Ceny mieszkań (shelter), które od wielu kwartałów pozostają najsilniejszym motorem inflacji bazowej, wzrosły o 0,2 proc. – podobnie jak w styczniu – co sugeruje stopniowe wygasanie presji w tym segmencie. Po stronie żywności odczyt także był umiarkowany, choć ekonomiści z BNP Paribas ostrzegają, iż utrzymujący się szok naftowy przełoży się na wyższe koszty nawozów i transportu, podbijając ceny żywności w dalszej części roku.
Za gorąco na cięcie, za zimno na zacieśnianie
Najważniejsze pytanie brzmi, co te dane oznaczają dla Rezerwy Federalnej, która za tydzień – 17-18 marca – zbierze się na posiedzeniu FOMC. Odpowiedź jest prosta: kilka zmienią w bezpośrednim rachunku decyzyjnym. CME FedWatch wskazuje na ponad 92-procentowe prawdopodobieństwo utrzymania stóp procentowych w przedziale 3,50-3,75 proc. Rynek kontraktów terminowych na fundusze federalne praktycznie wykluczył obniżkę w marcu.
Kluczowa jest jednak zmiana oczekiwań co do terminu pierwszej tegorocznej obniżki. Jeszcze miesiąc temu rynek wyceniał największe prawdopodobieństwo cięcia w czerwcu. Teraz, po wybuchu konfliktu z Iranem i skoku cen ropy, oczekiwania przesunęły się na wrzesień – a niektóre głosy na rynku sugerują, iż do obniżki może w ogóle nie dojść za kadencji Jerome’a Powella, jeżeli presja naftowa nie ustąpi.
Paradoks sytuacji, w której znalazł się Fed, jest następujący: rynek pracy wyraźnie słabnie – w lutym amerykańska gospodarka straciła 92 tys. miejsc pracy (payrolls), a stopa bezrobocia wzrosła do 4,4 proc. – co w klasycznym scenariuszu przemawiałoby za luzowaniem polityki monetarnej. Jednocześnie szok naftowy grozi podbiciem inflacji headline choćby o 0,15-0,30 pkt proc. w nadchodzących miesiącach. To klasyczny scenariusz stagflacyjny, w którym bank centralny nie ma dobrych opcji: obniżanie stóp ryzykuje podgrzanie inflacji, a utrzymywanie ich na obecnym poziomie pogłębia słabość zatrudnienia.
Cła: cicha bomba inflacyjna
Poza ropą naftową drugi czynnik ryzyka inflacyjnego to cła handlowe. Mimo iż Sąd Najwyższy USA podważył w lutym legalne podstawy wielu ceł nałożonych przez administrację Trumpa – a sąd federalny nakazał zwrot choćby 175 mld dolarów importerom – prezydent odpowiedział wprowadzeniem nowej, globalnej taryfy na poziomie 10 proc. z zapowiedzią podniesienia jej do 15 proc.
Dane o cenach producenckich (PPI) za styczeń pokazały, iż marże w sektorze odzieżowym i obuwniczym już się rozszerzają, co oznacza, iż firmy zaczynają przerzucać koszty ceł na konsumentów. Stephen Stanley z Santander US Capital Markets przestrzega, iż „dynamika pass-through może utrzymywać się jeszcze przez dłuższy czas”, choćby jeżeli poziom taryf nominalnie się ustabilizował.
Marcowy odczyt będzie prawdziwym testem
Dla inwestorów na rynkach kapitałowych lutowy raport CPI nie zmienia zasadniczo kalkulacji – jest potwierdzeniem, iż przed szokiem naftowym dezinflacja powoli, ale systematycznie postępowała. Roczna dynamika headline CPI spadła z 2,7 proc. w grudniu 2025 do 2,4 proc. w styczniu i utrzymała się na tym poziomie w lutym. Inflacja bazowa zeszła do 2,5 proc. – najniżej od pięciu lat.
Problem w tym, iż ten trend może zostać brutalnie przerwany. Marcowe dane o cenach konsumenckich – które poznamy dopiero w połowie kwietnia – po raz pierwszy w pełni uwzględnią wpływ wojny z Iranem na ceny paliw, energii i potencjalnie żywności. Analitycy Bank of America już teraz szacują, iż jeżeli konflikt potrwa dłużej niż kilka tygodni, presja na headline CPI może wynieść choćby pół punktu procentowego w ujęciu rocznym.
Daniela Hathorn z Capital słusznie zwraca uwagę, iż choć lutowe odczyty są „z definicji historyczne”, w obecnym otoczeniu wzrastających cen energii, napięć geopolitycznych i sygnałów słabości rynku pracy nie zostaną przez rynki potraktowane jako „przedawnione”. Wręcz przeciwnie – stanowią ostatni punkt odniesienia stabilności, od którego inwestorzy będą mierzyć skalę nadchodzącego zaburzenia.
Rynki dziś przyjęły dane CPI spokojnie. Ale ten spokój może okazać się ciszą przed burzą.
Źródło: BLS, Reuters, CNBC, Barron’s

2 godzin temu





![Nowe kwoty dodatków do emerytury, renty i innych świadczeń z ZUS od marca 2026 r. [Tabela]](https://g.infor.pl/p/_files/39086000/dodatki-do-emerytury-i-renty-2026-wysokosc-39085855.jpg)

