Intel na fali: dziewięć sesji wzrostów z rzędu i 58 proc. w górę. Co stoi za historycznym rajdem?

7 godzin temu

Akcje Intela przeżywają najlepszy okres od co najmniej pięciu dekad. Seria dziewięciu kolejnych sesji wzrostowych, zamknięcie w poniedziałek na poziomie 65,18 USD i kapitalizacja wyższa o ponad 100 mld USD w niespełna dwa tygodnie – to dane, które jeszcze rok temu brzmiałyby jak fantastyka. Tymczasem za kulisami tego rajdu kryje się kilka bardzo konkretnych wydarzeń biznesowych, które fundamentalnie zmieniają pozycję firmy na mapie globalnego przemysłu półprzewodników.

Poniedziałkowa sesja na Wall Street przyniosła kolejny, dziewiąty z rzędu dzień zwyżki notowań Intela. Kurs zamknął się na poziomie 65,18 USD za akcję, co oznacza wzrost o blisko 58 proc. licząc od początku obecnej serii. Ostatni raz tak długa passa miała miejsce we wrześniu 2023 roku, ale skala obecnego ruchu jest bezprecedensowa – to najlepsza dziewięciosesyjna dynamika od lat 70. ubiegłego wieku. Jeszcze pod koniec marca 2026 roku akcje spółki testowały okolicę 41 USD, a w dołku z 2024 roku wycena spadała choćby poniżej 19 USD. Droga, którą Intel przebył od tamtego momentu, to ponad 240 proc. w górę.

Trzy filary giełdowego rajdu

Na obecne przyspieszenie złożyły się trzy najważniejsze wydarzenia, które nastąpiły w szybkiej sekwencji w pierwszych dwóch tygodniach kwietnia.

Po pierwsze – umowa z Terafab, ambitnym projektem Elona Muska. Terafab to kompleks produkcji zaawansowanych chipów w Austin w Teksasie, który ma dostarczać niestandardowe układy scalone dla SpaceX, xAI oraz Tesli. Intel dołączył do tego przedsięwzięcia jako partner odpowiedzialny za produkcję w oparciu o swój najnowocześniejszy proces technologiczny 18A. Spółka opublikowała zdjęcie CEO Lip-Bu Tana z Muskiem, sygnalizując wagę partnerstwa. Kontrakt z Terafab może być wart choćby 25 mld USD, choć realne przychody pojawią się w bilansie najwcześniej w 2027 roku. Mimo to rynek zareagował entuzjastycznie – Intel, w odróżnieniu od AMD czy Nvidii, nie tylko projektuje, ale sam wytwarza układy, co czyni go naturalnym partnerem produkcyjnym dla tak ambitnych inicjatyw.

Po drugie – pogłębienie współpracy z Google. 9 kwietnia Intel ogłosił wieloletnią umowę, na mocy której Google Cloud będzie wykorzystywać procesory Xeon 6 nowej generacji oraz niestandardowe jednostki IPU (Infrastructure Processing Units) do obsługi obciążeń związanych z treningiem i inferencją modeli sztucznej inteligencji. To istotny sygnał, bo potwierdza tezę, którą od miesięcy forsuje branża – procesory centralne (CPU) stają się wąskim gardłem w ekosystemie AI i ich rola nie maleje, ale ewoluuje.

Po trzecie – odkupienie 49 proc. udziałów w irlandzkiej fabryce Fab 34 od Apollo Global Management za 14,2 mld USD. Transakcja, ogłoszona na początku kwietnia, ma wymiar symboliczny. W 2024 roku Intel sprzedawał ten pakiet za 11,2 mld USD w warunkach głębokiego kryzysu finansowego. Odkupienie po wyższej cenie sygnalizuje rynkowi, iż bilans spółki jest dziś w znacznie lepszej kondycji, a strategia odbudowy mocy produkcyjnych realizowana pod kierownictwem Lip-Bu Tana przynosi wymierne efekty.

Od zapaści do odrodzenia

Aby docenić skalę obecnego rajdu, warto przypomnieć, skąd Intel wyruszył. Jeszcze w połowie 2024 roku spółka była postrzegana niemal jako przypadek korporacyjnej agonii. Dział foundry (produkcji na zlecenie) generował straty operacyjne liczone w miliardach dolarów rocznie – w samym 2025 roku było to ponad 10 mld USD. Kurs spadł poniżej 19 USD, rynek wyceniał firmę na nieco ponad 80 mld USD, a analitycy masowo obniżali rekomendacje.

Punktem zwrotnym okazały się interwencje na najwyższym szczeblu. W sierpniu 2025 roku rząd USA objął 10-procentowy pakiet akcji Intela, uznając spółkę za strategiczny podmiot – jedyny zdolny do zaawansowanej produkcji chipów na terenie Stanów Zjednoczonych. Miesiąc później Nvidia zainwestowała 5 mld USD, kupując akcje po 23,28 USD za sztukę. Te dwa ruchy nie tylko wzmocniły bilans, ale przede wszystkim odbudowały rynkowe zaufanie do spółki.

Co mówią analitycy?

Mimo imponującej serii wzrostów nastroje wśród analityków pozostają mieszane. Konsensus cenowy wynosi w tej chwili ok. 48 USD – czyli wyraźnie poniżej bieżącej wyceny rynkowej. Najwyższy cel cenowy sięga 76 USD i pochodzi od analityka, który w poniedziałek podniósł swoją wycenę, powołując się na średnioterminowy potencjał zysków generowanych przez kontrakty z Terafab i Google. Z drugiej strony większość domów maklerskich utrzymuje rekomendację „trzymaj”, wskazując, iż po tak gwałtownym rajdzie ryzyko korekty jest istotne.

Warto też zwrócić uwagę na fundamenty. Dział produkcyjny (foundry) przez cały czas jest na minusie. Technologia 18A dopiero wchodzi do produkcji na większą skalę, a przychody z nowych kontraktów pojawią się najwcześniej za kilka kwartałów. Obecna wycena w dużej mierze dyskontuje przyszłość, która dopiero musi się potwierdzić w twardych liczbach.

Najbliższe tygodnie pokażą, czy rynek zdoła utrzymać entuzjazm wobec Intela. najważniejsze będą wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2026 roku, które spółka opublikuje pod koniec miesiąca, oraz ewentualne kolejne kontrakty foundry – zwłaszcza te z sektorem obronnym i kosmicznym, gdzie Intel mógłby skorzystać na trwającym konflikcie na Bliskim Wschodzie i rosnącym znaczeniu krajowej produkcji strategicznych komponentów. Jedno jest pewne: Intel, który jeszcze półtora roku temu wielu skreślało, wrócił do gry i to w wielkim stylu.

Idź do oryginalnego materiału