Iran stawia twarde warunki. Pięć żądań Teheranu torpeduje nadzieje rynków na szybki pokój

2 godzin temu

Rynki finansowe weszły w środę w tryb ogromnej nadziei. Indeksy na Wall Street świeciły na zielono, ropa naftowa taniała, a inwestorzy mogli wreszcie złapać oddech po wielu tygodniach wojennej huśtawki nastrojów. Wystarczyło jednak zaledwie kilkanaście godzin, aby rzeczywistość brutalnie zweryfikowała ten rynkowy optymizm. Iran nie tylko stanowczo odrzucił 15-punktowy plan pokojowy administracji Donalda Trumpa, ale również przedstawił własną listę żądań. Dokument ten de facto zatrzaskuje drzwi do jakiegokolwiek szybkiego porozumienia. Piąty punkt tej listy, wymuszający uznanie wyłącznej suwerenności Teheranu nad Cieśniną Ormuz, stanowi z perspektywy globalnego rynku energii warunek absolutnie nie do przełknięcia.

Co zaproponował Waszyngton i dlaczego Teheran mówi „nie”

Amerykański plan, przekazany stronie irańskiej za pośrednictwem kanału pakistańskiego, był niezwykle ambitnym dokumentem. Obejmował on między innymi zobowiązanie Teheranu do trwałego porzucenia programu nuklearnego oraz całkowitego demontażu infrastruktury służącej do wzbogacania uranu. W zamian proponowano warunkowe otwarcie Cieśniny Ormuz dla międzynarodowego ruchu morskiego, redukcję irańskiego arsenału rakietowego oraz stopniowe znoszenie dotkliwych sankcji gospodarczych. Jak donosił dziennik „The New York Times”, powołując się na informacje izraelskiego Channel 12, inicjatywa ta miała stanowić kompleksową bazę negocjacyjną – swoistą mapę drogową prowadzącą do definitywnego zakończenia konfliktu.

Tyle w teorii. W praktyce minister spraw zagranicznych Iranu, Abbas Araghchi, oświadczył w środę na antenie państwowej telewizji, iż Teheran nie prowadzi i nie zamierza prowadzić żadnych bezpośrednich negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi. Wymiana lakonicznych komunikatów przez państwa trzecie, takie jak Pakistan, Turcja czy Egipt, w oczach irańskich władz w żadnym stopniu nie nosi znamion prawdziwych rozmów dyplomatycznych. Araghchi poszedł zresztą o krok dalej, komunikując bez ogródek, iż jego kraj nie jest zainteresowany zwykłym zawieszeniem broni. Celem Iranu jest zakończenie wojny na własnych warunkach i w taki sposób, który uniemożliwi jej wybuch w przyszłości.

Pięć punktów, które zmieniają wszystko

Irański nadawca państwowy Press TV opublikował szczegółowe warunki Teheranu, powołując się na anonimowego, wysokiego rangą urzędnika do spraw bezpieczeństwa narodowego. Zestawienie to tworzy nową rzeczywistość geopolityczną i składa się z następujących elementów:

  • Całkowite i natychmiastowe zaprzestanie „agresji oraz zabójstw” prowadzonych przez siły Stanów Zjednoczonych i Izraela.
  • Wypracowanie i wdrożenie konkretnych mechanizmów prawnych i militarnych gwarantujących, iż żaden konflikt zbrojny nie zostanie ponownie narzucony Islamskiej Republice.
  • Jasno zdefiniowane, zabezpieczone na arenie międzynarodowej wypłaty reparacji i odszkodowań wojennych na rzecz Iranu.
  • Zakończenie wszelkich operacji militarnych na wszystkich frontach, w tym zaprzestanie działań wymierzonych w tak zwane grupy oporu operujące w regionie (co w praktyce oznacza bezwzględne żądanie wstrzymania izraelskiej ofensywy w Libanie przeciwko siłom Hezbollahu).
  • Formalne i niepodważalne uznanie wyłącznej suwerenności Iranu nad Cieśniną Ormuz, traktowanej przez Teheran jako jego „naturalne i zbywalne prawo”.

Szczególnie ostatni z postulatów powinien natychmiast zapalić czerwoną lampkę u każdego analityka śledzącego rynki surowcowe. Przez ten wąski przesmyk przepływa każdego dnia około 20 procent światowych dostaw ropy naftowej oraz potężna część globalnego wolumenu skroplonego gazu. Iran de facto domaga się wyłącznego prawa do kontrolowania przepływu jednostek handlowych. Jeszcze w poniedziałek Donald Trump snuł wizję wspólnej kontroli szlaku, jednak odpowiedź irańska kategorycznie rezerwuje cieśninę wyłącznie dla Teheranu. Taki scenariusz jest politycznie i gospodarczo nieakceptowalny dla Waszyngtonu, Brukseli czy Tokio.

Rynki – od euforii do otrzeźwienia w kilkanaście godzin

Środowa sesja giełdowa na Wall Street upłynęła pod znakiem ostrożnego, ale wyraźnego optymizmu. Indeks Dow Jones Industrial Average zyskał 305 punktów, zamykając notowania na poziomie 46 429 punktów. Indeks S&P 500 wzrósł o 0,54 procent do 6 591 punktów, z kolei technologiczny Nasdaq Composite umocnił się o 0,77 procent. Cena ropy gatunku Brent spadła poniżej psychologicznego oporu 100 dolarów za baryłkę, co natychmiast przełożyło się na poprawę sentymentu wśród globalnych inwestorów.

Czwartkowy poranek na rynkach azjatyckich przyniósł jednak dramatyczne odwrócenie trendu. Po oficjalnym odrzuceniu amerykańskiego planu przez Teheran, koreański indeks Kospi zanurkował o 1,55 procent, giełda w Hongkongu (Hang Seng) straciła 0,52 procent, a japoński Nikkei 225 zaledwie utrzymał się nieznacznie nad kreską, zyskując 0,28 procent. Ceny ropy natychmiast wystrzeliły w górę – surowiec typu Brent ponownie przebił barierę 103 dolarów, a amerykańska ropa WTI wróciła w okolice 91 dolarów za baryłkę.

Aby zrozumieć skalę gwałtowności tych spadków z perspektywy analitycznej, ekonomiści często wykorzystują wariancję stóp zwrotu. Obecne odchylenia znacząco wykraczają poza historyczne normy dla tego surowca.

Straty rzędu 63 mld dolarów i tysiąc tankowców w potrzasku

Skala zniszczeń i ekonomicznych konsekwencji obecnego konfliktu robi ogromne wrażenie, choćby w zestawieniu z największymi historycznymi kryzysami naftowymi. Organizacja Narodów Zjednoczonych szacuje, iż dotychczasowe straty gospodarcze państw regionu arabskiego przekroczyły 63 miliardy dolarów. Blokada strategicznej Cieśniny Ormuz sparaliżowała nie tylko łańcuchy dostaw ropy naftowej, ale również globalny transport gazu ziemnego i nawozów sztucznych. Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), wolumen przepływów przez cieśninę drastycznie spadł i wynosi w tej chwili mniej niż 10 procent poziomu sprzed wybuchu wojny. W rejonie zablokowanego szlaku morskiego utknęło ponad tysiąc statków (w przeważającej mierze wielkich tankowców), a niepewny los blisko 20 tysięcy marynarzy budzi coraz głośniejszy sprzeciw i niepokój międzynarodowych organizacji humanitarnych.

Choć Iran oficjalnie zadeklarował chęć przepuszczania statków należących do państw „niewrogich”, w rzeczywistości to władze w Teheranie arbitralnie decydują o tym, kto i za jaką stawkę może bezpiecznie pokonać cieśninę. Jednostki powiązane kapitałowo lub flagą ze Stanami Zjednoczonymi, Izraelem oraz ich sojusznikami są bezwzględnie blokowane. Nieliczne państwa, takie jak Pakistan czy Indie, zdołały wynegocjować zgody tranzytowe, podczas gdy potęgi takie jak Chiny oraz ościenny Irak wciąż tkwią w trudnych negocjacjach dyplomatycznych.

Dla inwestorów i uczestników rynków finansowych nadchodzące tygodnie zapowiadają się jako seria gwałtownych zwrotów akcji, dyktowanych przez nagłówki spływające z Bliskiego Wschodu. Zaprezentowane przez Teheran pięć warunków dobitnie uświadamia światu, iż dyplomatycznego cudu nie będzie. Rynki muszą zaadaptować się do skrajnej zmienności, która w ułamku sekundy potrafi zamienić giełdową euforię w bolesny, zimny prysznic.

Źródła: Reuters, CNBC

Idź do oryginalnego materiału