Najwyższy przywódca Iranu Mojtaba Khamenei dał do zrozumienia, iż Teheran nie zamierza wyzbyć się zapasów uranu wzbogaconego niemal do poziomu wojskowego. To wyraźny sygnał, iż pakistańska mediacja, mimo dwóch miesięcy intensywnej dyplomacji, nie zbliżyła stron do trwałego porozumienia. Reakcja rynków była błyskawiczna: kontrakty na S&P 500 i Nasdaq są pod kreską, DAX traci, a baryłka WTI ponownie przebiła barierę 100 dolarów.
W komunikacie, który pojawił się w nocy z 20 na 21 maja, najwyższy przywódca Iranu Mojtaba Khamenei – syn zabitego w lutowych nalotach Alego Chameneiego – po raz kolejny odrzucił amerykańskie żądanie wywiezienia z kraju zapasów wysokowzbogaconego uranu. Stanowisko jest spójne z linią irańskiego MSZ, które już w lutym podkreślało, iż materiał rozszczepialny „pod żadnym pozorem nie zostanie nigdzie przekazany”.
Przypomnijmy: według ostatnich publicznie dostępnych weryfikacji Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, jeszcze przed czerwcową eskalacją 2025 r. Iran dysponował ponad 400 kilogramami uranu wzbogaconego do 60 proc. – poziomu, z którego do jakości wojskowej (90 proc.) jest już tylko krok technologiczny. Od początku 2026 r. MAEA nie ma dostępu do irańskich obiektów, więc faktyczna skala zasobów pozostaje niewiadomą, a samo to jest dla rynków źródłem niepokoju.
Waszyngton, ustami wiceprezydenta JD Vance’a, od tygodni domaga się od Teheranu „zerowego wzbogacania” oraz moratorium na działalność programu jądrowego sięgającego co najmniej dwóch dekad. Iran w kontrpropozycji zaoferował pięć lat i prawo do dalszego, ograniczonego wzbogacania na własne potrzeby energetyczne. Różnica zdań pozostaje fundamentalna.
Kruchy rozejm wciąż obowiązuje
Bieżące rozmowy są pochodną kruchego zawieszenia broni z 8 kwietnia, wynegocjowanego przez premiera Pakistanu Shehbaza Sharifa po niemal sześciotygodniowym konflikcie. To wówczas USA i Iran wymieniły się – odpowiednio – 15-punktowym i 10-punktowym planem ramowym. Pierwsza tura w Islamabadzie (11 kwietnia) zakończyła się patem; Donald Trump przyznał, iż „zgodzono się co do większości punktów, ale jedyny, który miał znaczenie – nuklearny – nie został rozstrzygnięty”. Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi mówił o porozumieniu „o cale od finiszu”, jednocześnie krytykując „maksymalistyczne żądania” amerykańskich negocjatorów.
W ostatnich tygodniach prezydent USA kilkukrotnie przedłużał rozejm „aż do zakończenia rozmów”, ale jednocześnie groził uderzeniami w irańską infrastrukturę energetyczną i mosty, jeżeli porozumienia nie uda się dopiąć. W tle nierozwiązana pozostaje sprawa Cieśniny Ormuz – Teheran nie zniósł blokady, Waszyngton utrzymuje kontrblokadę portów. Przez najważniejszą arterię transportu surowcowego świata przepływa w tej chwili ułamek normalnego wolumenu.
Wczorajsza wypowiedź najwyższego przywódcy Iranu utwierdziła inwestorów w przekonaniu, iż choćby jeżeli kolejna runda rozmów dojdzie do skutku, jej rezultatem będzie co najwyżej kolejne porozumienie ramowe, a nie rozstrzygający kompromis. Droga do reaktywacji handlu i normalizacji w Zatoce Perskiej pozostaje daleka.
Rynki w defensywie
Reakcja parkietów była typowa dla awersji do ryzyka. Na otwarciu europejskiej sesji DAX tracił około 0,45 proc., a kontrakty na amerykańskie indeksy futures schodziły w dół: S&P 500 o ok. 0,3 proc., Nasdaq 100 o ok. 0,44 proc. To jednak korekta liczona z bardzo wysokich poziomów – przypomnijmy, iż jeszcze 1 maja S&P 500 zamknął się powyżej 7 230 pkt po serii rekordów napędzanej przez sektor technologiczny i optymizm wokół AI. Także DAX i Euro Stoxx 50 utrzymują się blisko historycznych maksimów; europejski benchmark notowano wczoraj w okolicach 5 977 pkt.
Wyraźniej zareagował rynek surowcowy. Notowania ropy WTI ponownie przekroczyły 100 dolarów za baryłkę, a Brent zbliżył się do 106 dolarów. To poziomy, które już raz – w trakcie aktywnej fazy konfliktu w marcu i kwietniu – wprowadziły gospodarkę światową w stan podwyższonej presji inflacyjnej. Wzrosty są zgodne z prognozą amerykańskiej EIA, która spodziewa się średniej ceny Brent w okolicach 106 dolarów w maju przy spadku globalnych zapasów rzędu 8,5 mln baryłek dziennie w drugim kwartale.
Równolegle rosną rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. To sygnał, iż uczestnicy rynku ponownie zaczynają wyceniać scenariusz, w którym surowcowy szok energetyczny przedłuża okres podwyższonej inflacji i ogranicza pole manewru Rezerwy Federalnej w kwestii cięć stóp. Złoto zachowuje się stabilnie – pełni rolę naturalnego bezpiecznego portu, ale jego ceny od miesięcy poruszają się w okolicach historycznych szczytów.
Scenariusz najbliższych tygodni
Strategicznie rzecz biorąc, sytuacja przypomina sinusoidę z kwietnia: rynki reagują na każdą wypowiedź z Teheranu i Waszyngtonu, a ostateczny kierunek zależy od dwóch zmiennych – losu uranu i Cieśniny Ormuz. Bez postępu w którejkolwiek z tych kwestii premia za ryzyko w cenach ropy pozostanie wysoka, a indeksy giełdowe będą bardziej podatne na korekty mimo dobrego sezonu wyników.
Krótkoterminowo uwaga inwestorów skupi się na potwierdzeniu terminu kolejnej rundy rozmów w Islamabadzie oraz na komentarzach Białego Domu po wypowiedzi Mojtaby Khameneiego. Każda sugestia, iż Waszyngton mógłby zliberalizować postulat „zerowego wzbogacania”, prawdopodobnie zostanie odebrana jako sygnał odprężenia – ale wątpliwe, by w obecnym układzie politycznym taka miękkość się pojawiła. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to przedłużająca się dyplomatyczna szachownica, z okresowymi falami zmienności na giełdach i ropie utrzymującej się powyżej 100 dolarów.
W dłuższym horyzoncie najważniejsze pozostają trzy pytania: czy MAEA wróci do inspekcji w Iranie, czy ruch przez Ormuz zostanie pełnowartościowo wznowiony i czy Mojtaba Khamenei – polityk znacznie mniej doświadczony od ojca – będzie w stanie utrzymać jednolitą linię wobec frakcji wewnątrz irańskiego establishmentu. Każda odpowiedź „nie” oznacza wyższe ceny energii i niższą skłonność do ryzyka na rynkach. A na razie kierunek odpowiedzi jest dokładnie taki, jak pokazują dziś notowania.

46 minut temu





