Iran uderzył w Ras Laffan, największy terminal LNG świata. Katar mówi o „rozległych zniszczeniach”

2 godzin temu

Środowy wieczór przyniósł to, czego rynki energetyczne obawiały się od wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie pod koniec lutego. Iran wystrzelił pociski balistyczne w katarskie Ras Laffan Industrial City – kompleks, w którym mieści się największy na świecie terminal eksportowy skroplonego gazu ziemnego (LNG). Katarskie ministerstwo obrony potwierdziło trafienie i „rozległe zniszczenia”. Państwowa QatarEnergy wysłała na miejsce ekipy gaśnicze, które przez wiele godzin walczyły z ogniem na terenie instalacji.

Ofiar wśród ludzi nie było, ale straty polityczne i rynkowe – ogromne. Doha natychmiast wydalił irańskich dyplomatów i przedstawicieli sił bezpieczeństwa. MSZ Kataru w oficjalnym oświadczeniu określił atak jako „rażące naruszenie suwerenności państwowej i bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego”, zastrzegając prawo do samoobrony.

Co gorsza, w nocy z środy na czwartek czasu lokalnego Ras Laffan zostało trafione ponownie. Katarskie MSW potwierdziło kolejny pożar – służby znów musiały walczyć z ogniem. Dwa uderzenia w ciągu kilku godzin – to nie incydent, to systematyczny atak na infrastrukturę odpowiadającą za jedną piątą globalnego eksportu LNG.

Katar jest drugim największym eksporterem LNG na świecie

Waga uderzenia w Ras Laffan wynika z jednej prostej liczby: Katar odpowiada za blisko 20 proc. światowych dostaw skroplonego gazu, zaraz za Stanami Zjednoczonymi. Problem w tym, iż produkcja LNG w Ras Laffan jest wstrzymana już od 2 marca, kiedy irańskie drony po raz pierwszy uderzyły w katarskie obiekty. Kolejne ataki w praktyce odsuwają perspektywę wznowienia eksportu na tygodnie, być może miesiące. Traderzy gazowi w Europie i Azji gorączkowo przeliczają scenariusze podażowe – jak podał Bloomberg, najnowsze uderzenia mogą na dłuższy czas utrzymać europejskie ceny gazu na podwyższonym poziomie.

South Pars, Zatoka Perska, obiekty w Emiratach i Arabii Saudyjskiej

Atak na Katar był bezpośrednią odpowiedzią Iranu na izraelski nalot na pole gazowe South Pars – największe złoże gazu ziemnego na świecie, które Iran współdzieli właśnie z Katarem. Uderzenie, do którego Izrael oficjalnie się nie przyznał (choć izraelskie media jednoznacznie je potwierdziły), miało poważne skutki. Iran wstrzymał dostawy gazu do Iraku, przekierowując zasoby na rynek krajowy. Teheran pokrywał dotąd od jednej trzeciej do 40 proc. irackiego zapotrzebowania na gaz i energię.

Ale na Katarze się nie skończyło. Irańska Gwardia Rewolucyjna ogłosiła „nowy etap wojny” i uznała obiekty energetyczne w całej Zatoce Perskiej za „legalne cele wojskowe”. Władze Abu Zabi poinformowały o zawieszeniu pracy w obiekcie gazowym Habshan i na polu naftowym Bab po przechwyceniu pocisków i opadnięciu odłamków. Saudi Aramco prewencyjnie ewakuował personel z rafinerii Samref i kompleksu petrochemicznego Jubail. Prezydent Iranu Masoud Pezeshkian ostrzegł, iż uderzenia w infrastrukturę energetyczną „mogą prowadzić do niekontrolowanych reperkusji, które ogarną cały świat”.

Brent powyżej 111 dol., gaz w Europie szybuje

Odpowiedź rynków surowcowych była natychmiastowa. Brent wystrzelił o ponad 7 proc. do 111,23 dol. za baryłkę. Amerykański WTI ponownie przebił barierę 100 dol. Europejski benchmark gazowy Dutch TTF podrożał o 6,5 proc. do 55 euro za megawatogodzinę – to poziom niemal dwukrotnie wyższy niż przed wybuchem konfliktu. Cena paliwa żeglugowego (VLSFO) praktycznie się podwoiła od końca lutego, osiągając 1017 dol. za tonę.

Analitycy Citigroup w środowej nocie do klientów nakreślili dwa scenariusze. Pierwszy, umiarkowany: jeżeli ataki na infrastrukturę się utrzymają, a Cieśnina Ormuz pozostanie faktycznie zamknięta, Brent może średnio wynosić 130 dol. za baryłkę w II i III kwartale. Drugi, ekstremalny: przy szerokich uderzeniach w obiekty produkcyjne Zatoki – cena może zbliżyć się choćby do 200 dol. Citi szacuje, iż prawdopodobieństwo przebicia poziomu 120 dol. w najbliższych dniach wynosi 50 procent.

Wall Street w odwrocie, Azja kontynuuje wyprzedaż

Eskalacja nałożyła się na i tak kiepski dzień na Wall Street. Fed utrzymał stopy na poziomie 3,50–3,75 proc. i podniósł prognozę inflacji PCE na 2026 rok do 2,7 proc. (z grudniowych 2,4 proc.). Jerome Powell przyznał wprost, iż „szok naftowy z pewnością widać” w nowych projekcjach. Wcześniej dane o cenach producenckich (PPI) za luty zaskoczyły rynek wzrostem o 0,7 proc. miesiąc do miesiąca – ponad dwukrotnie powyżej oczekiwań.

Dow Jones stracił 768 pkt (-1,6 proc.) i zamknął się na najniższym poziomie od listopada, przełamując 200-dniową średnią kroczącą. S&P 500 spadł o 1,4 proc., lądując tuż nad własną kluczową średnią, a Nasdaq oddał 1,5 proc. W czwartek rano giełdy azjatyckie kontynuowały wyprzedaż: Nikkei 225 w Tokio stracił 2,6 proc., koreański KOSPI – 2,5 proc. (Samsung i SK Hynix w dół o ponad 3 proc.), hongkoński Hang Seng – 1,6 proc.

„Punkt zwrotny”. Rynki wyceniają scenariusz stagflacyjny

Charu Chanana, główna strateg inwestycyjna Saxo, dobrze podsumowała to, co myśli dziś spora część rynku. Ta eskalacja to „punkt zwrotny”, bo konflikt nie dotyczy już samych nagłówków wojennych ani zamknięcia Ormuz – teraz uderza bezpośrednio w infrastrukturę globalnego systemu energetycznego. A to oznacza, iż mamy do czynienia nie z historią geopolityczną, tylko z makroekonomiczną. Rosną obawy o stagflację – połączenie uporczywej inflacji z hamowaniem wzrostu – scenariusz stawiający banki centralne w pozycji bez dobrego wyjścia.

Decyzje banków centralnych w cieniu eskalacji

Czwartek 19 marca to prawdziwy maraton decyzyjny. Rano czasu europejskiego Bank Japonii ogłosi swoją decyzję (rynek z 94-proc. prawdopodobieństwem zakłada utrzymanie stopy na 0,75 proc.). Po południu głos zabierze Bank Anglii – tu konsensus pozostało bardziej jednoznaczny: 97,6 proc. rynkowego prawdopodobieństwa wskazuje na brak zmian i stopę na 3,75 proc., choć w cieniu konfliktu pojawiły się zakłady na podwyżkę do 4 proc. jeszcze w tym roku. Swój werdykt wyda też Szwajcarski Bank Narodowy, od którego rynek oczekuje utrzymania stopy na poziomie 0 proc.

Każda z tych decyzji będzie dziś odczytywana przez jeden jedyny pryzmat: jak długo potrwa wojna, która na naszych oczach przebudowuje globalny rynek energii – i ile to będzie kosztować światową gospodarkę.

Źródła: Al Jazeera, CNBC, Bloomberg

Idź do oryginalnego materiału