
Jabłko przemysłowe praktycznie zniknęło dziś z rynku. Skupy wstrzymują odbiór, a sadownicy czekają z otwarciem chłodni. Jednak gdy ruszą z jabłkiem masowo, mogą się srodze rozczarować.
Rynek jabłek przemysłowych znalazł się w nietypowej sytuacji. Dzisiaj nie ma ani wyraźnej podaży, ani realnego popytu. Telefony do skupów potwierdzają, iż handel zwolnił niemal całkowicie. Czyżby jabłko przemysłowe na razie „nie istniało w słowniku sadowników”?
Jabłko przemysłowe bez ruchu w skupach
Jabłko przemysłowe nie znajduje w tej chwili odbiorców w wielu punktach skupu. Sady Wincenta informują, iż w najbliższym tygodniu, ściśle mówiąc do 8 marca, nie będą skupować owoców. Z kolei firma MD-Macierzyński ogłosiła przerwę w skupie. Jak usłyszeliśmy:
„Nie ma zainteresowanych zbytem jabłek przemysłowych, a wznowienie skupu może nastąpić dopiero po Świętach Wielkanocnych„.
To oznacza przestój co najmniej na kilka tygodni. A to już zmienia dynamikę rynku.
Ekosady prowadzą skup wyłącznie na soki NFC. Cena na dzisiaj wynosi 70 groszy netto za kilogram. Oczywiście trzeba wcześniej awizować, zdrowe jabłka, sychy przemysł, bez objawów chorób patogenicznych. Jednak tygodniowy limit w tym skupie to około 50 ton, jak informuje nas właściciel. Nie ma podaży. W rzeczywistości to ilość symboliczna wobec potencjalnej podaży, jaka zwykle o tej porze panowała w regionach sadowniczych.
Rynek więc trwa w zawieszeniu.
Dlaczego sadownicy wstrzymują sprzedaż?
Z jednej strony sadownicy nie otwierają jeszcze chłodni. Wcześniejsza mroźna pogoda poniekąd uzasadniała takie działanie. Niskie temperatury ograniczały presję czasową i pozwalały spokojnie przechowywać owoce.
Z drugiej strony wielu producentów czekało na wyższą cenę za odsort. Liczyli, iż przemysł zapłaci więcej przed wiosną. Tymczasem skupy ograniczyły odbiór, a część całkowicie go wstrzymała.
W efekcie mamy sytuację paradoksalną. Nie ma podaży, bo chłodnie pozostają zamknięte. Nie ma też popytu, bo zakłady nie wykazują aktywności zakupowej.

Jabłko przemysłowe jako odsort nie trafia dziś do skupów. Wszystko przez to, iż ze strony sadowników nie ma podaży ani realnego zainteresowania sprzedażą. Wielu sadowników wciąż jeszcze nie otworzyło chłodni
fot. Anita Łukawska
Co się stanie, gdy otworzą się chłodnie?
Tu pojawia się największe ryzyko. Gdy zrobi się cieplej, wielu sadowników jednocześnie zdecyduje się otworzyć komory. Wtedy jabłko przemysłowe może w krótkim czasie zalać punkty skupu.
Jeśli kilka regionów ruszy równocześnie, powstanie spiętrzenie dostaw. A skupy, które dziś pracują w ograniczonym zakresie, niekoniecznie zwiększą nagle moc przyjęciową.
W takiej sytuacji ceny mogą znaleźć się pod presją. Zakłady nie będą konkurować o surowiec, jeżeli podaż nagle wzrośnie. Wręcz przeciwnie, mogą jeszcze bardziej ograniczyć przyjęcia albo obniżyć cenę.
Jabłko przemysłowe w zawieszeniu do wiosny
Jabłko przemysłowe (jako odsort z deseru) znajduje się dziś w fazie rynkowego zawieszenia. Skupy wstrzymują odbiór lub przyjmują symboliczne ilości. Sadownicy czekają z otwarciem chłodni z jabłkami, licząc na poprawę ceny owoców deserowych. Jednak im dłużej trwa bezruch, tym większe ryzyko gwałtownego ruchu w jedną stronę.
Jeżeli ocieplenie przyspieszy decyzje o opróżnianiu chłodni, podaż zarówno deseru, jak i przemysłu może się nagle skumulować. A wtedy rynek nie będzie reagował wzrostem ceny, ale jej korektą.
Podsumowując, jabłko przemysłowe stoi dziś w martwym punkcie. Jednak ten spokój może okazać się pozorny. Sadownicy, którzy liczą na szybki wzrost ceny po otwarciu chłodni, powinni brać pod uwagę scenariusz spiętrzenia i presji na stawki. W obecnych warunkach decyzja o sprzedaży wymaga chłodnej kalkulacji, a nie wyłącznie oczekiwania na lepszą ofertę.
Źródło: informacje skupów

1 godzina temu














