Jak napięcia polityczne między Ukrainą a Polską wpłynęły na biznes

2 godzin temu

Prezydenci Ukrainy i Polski już od ponad miesiąca okazują sobie nawzajem stanowczość – w kwestii orderów, pamięci historycznej i nazw jednostek wojskowych. Sytuacja zaczęła się zaostrzać pod koniec maja, kiedy prezydent Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Białego Orła – najwyższe polskie odznaczenie – w związku z decyzją o nadaniu jednostce Sił Zbrojnych Ukrainy imienia Bohaterów UPA. Order ten zwrócili nie tylko Zełenski, ale także poprzedni prezydenci Ukrainy – Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko.

Jednocześnie w dniach 25–26 czerwca w Gdańsku podczas konferencji Ukraine Recovery Conference podpisano umowy o wartości prawie 10 miliardów euro. A 8 lipca przy okazji szczytu NATO w Ankarze Zełenski i Nawrocki spotkali się choćby osobiście.

Dyrektor Centrum Badań Strategicznych Warsaw Enterprise Institute Łukasz Wojdyga w komentarzu dla ukraińskiego portalu „Biznes Cenzor” zwraca uwagę na ścisłe powiązania gospodarcze między obydwoma krajami, a mianowicie:

  • Na Ukrainie działa ponad 600 polskich firm, polski eksport do Ukrainy wzrósł z 6,3 mld euro w 2021 roku do 15 mld w 2025 roku, a w pierwszych czterech miesiącach 2026 roku – o kolejne 11,8% rok do roku.
  • W Polsce na początku 2026 roku pracuje około 758 tysięcy Ukraińców – to prawie 5% wszystkich zatrudnionych i dwie trzecie wszystkich pracowników zagranicznych w kraju. Według szacunków Narodowego Banku Polski ich praca przyczyniała się do wzrostu PKB o około 0,8 punktu procentowego rocznie w latach 2021–2023; firma Deloitte szacuje ten wkład w 2024 roku na 2,7% PKB.

– Wśród polskich przedsiębiorców panuje ogólnie przekonanie, iż obecne napięcia polityczne nie doprowadzą do poważnego ograniczenia stosunków gospodarczych między Polską a Ukrainą. Firmy z obu stron są powiązane handlem, logistyką, łańcuchami dostaw oraz bezpośrednimi kontaktami biznesowymi, które zwykle są trwalsze niż bieżące spory polityczne – wyjaśnia Łukasz Wojdyga.

Komentując kwestię ograniczeń importu części ukraińskich produktów rolnych, Łukasz Wojdyga zwraca uwagę na ogólną politykę Unii Europejskiej, która poprzez wymagania wobec rolnictwa „ogranicza konkurencyjność własnych producentów, a następnie próbuje zrekompensować skutki własnych regulacji dzięki ceł, kontyngentów i innych mechanizmów ochronnych”. W związku z tym Ukraina, przystępując do Unii Europejskiej i uzyskując pełny dostęp do jednolitego rynku, „będzie musiała przyjąć te same podstawowe normy, które obowiązują producentów z Polski, Francji, Niemiec czy Hiszpanii”.

Okresy przejściowe można uzasadnić, ponieważ Ukraina prowadzi wojnę, a skala potrzeb związanych z dostosowaniem do standardów jest ogromna. Jednak nie może to oznaczać stałej preferencyjnej stawki. jeżeli rolnik z Unii Europejskiej ponosi określone koszty regulacyjne, jego konkurent, sprzedający na tym samym rynku, musi spełniać porównywalne wymagania – mówi.

Biorąc pod uwagę, iż Ukraina dysponuje ogromnymi obszarami gruntów rolnych, niskimi kosztami produkcji oraz silną pozycją w uprawie zbóż i roślin oleistych, jej wejście na jednolity rynek spotka się z oporem również w krajach Europy Zachodniej – prognozuje Wojdyga. Szczególnie silne obawy są widoczne we Francji i Hiszpanii, gdzie organizacje rolnicze domagają się wzajemności norm i ochrony przed tańszym importem. Takiej samej presji można się spodziewać również w krajach sąsiadujących z Ukrainą – prognozuje.

Jednak w kwestii hutnictwa Wojdyga wzywa do spojrzenia na sprawę z innej perspektywy. Jej źródłem jest globalna nadwyżka mocy produkcyjnych i nie jest ona skierowana wyłącznie przeciwko Ukrainie.

W tym przypadku źródłem problemu jest częściowo spadek konkurencyjności przemysłu europejskiego. Kombinaty metalurgiczne w UE ponoszą wysokie koszty związane z energią, polityką klimatyczną i wymogami ekologicznymi. Trudno jednocześnie oczekiwać od nich otwartej konkurencji z producentami, którzy nie ponoszą porównywalnych obciążeń – wyjaśnia.

Ostrożność po obu stronach: przedsiębiorstwa martwią się nie z powodu prezydentów

Łukasz Wojdyga w komentarzu dla portalu „Biznes Cenzor” podkreśla, iż w tej chwili nie ma oznak masowego wycofywania się ze współpracy właśnie z powodu czynników politycznych, podobnie jak nie istnieją publiczne bazy danych, które odnotowywałyby polityczne przyczyny odmowy inwestycji lub wejścia na rynek. Dostępne dane wskazują, iż większość firm przez cały czas odróżnia retorykę polityczną od rzeczywistości gospodarczej – podkreśla. Niemniej jednak czynniki wojskowe skłaniają inwestorów do odkładania części inwestycji lub dzielenia ich na etapy.

– Ostrożność ze strony przedsiębiorstw wynika przede wszystkim z trwającej wojny, a nie z samego stanu stosunków między Warszawą a Kijowem. Firmy obawiają się zagrożeń dla pracowników i mienia, braku ubezpieczenia od ryzyka wojennego, problemów z płatnościami, zmienności ukraińskiego systemu prawnego oraz ochrony własności”– mówi.

Drugą istotną przeszkodą dla działalności biznesowej wymienia ryzyko korupcyjne oraz trudności z egzekwowaniem umów na drodze sądowej. W szczególności podaje przykład, w którym polska firma Control Process toczy spór sądowy z Radą Miasta Lwowa w sprawie zakładu przetwarzania odpadów: miasto zerwało umowę na zaawansowanym etapie budowy, a spór dotyczy niezapłaconych środków, zajęcia gwarancji oraz dostępu do terenu budowy. Według Wojdygi sąd arbitrażowy uznał już naruszenie warunków umowy ze strony miasta – jednak wykonanie orzeczenia przez cały czas stanowi problem.

– Firma, która inwestuje dziesiątki milionów euro, musi mieć pewność, iż umowa będzie przestrzegana niezależnie od lokalnych układów politycznych – zauważa Wojdyga.

Podkreśla on, iż pojedynczy przypadek nie odzwierciedla ogólnej sytuacji. Jednak to właśnie takie przypadki, ostrzega, zamieniają ostrożność inwestorów w trwałą nieufność, a nie retoryka prezydentów.

Więcej informacji TUTAJ.

Idź do oryginalnego materiału