Jak zareagują rynki na nadchodzące wybory w USA? [Komentarz walutowy]

2 godzin temu

Za nieco ponad tydzień Amerykanie pójdą do urn w wyborach połówkowych, a rynek wchodzi w ten okres z typową dla niego ostrożnością. Historia podpowiada jednak coś, co powinno uspokoić inwestorów. To nie konkretny wynik, ale samo rozstrzygnięcie niepewności może działać jak katalizator, bo we wszystkich 19 cyklach od 1950 r. indeks S&P 500 znajdował się wyżej pół roku po głosowaniu, ze średnią stopą zwrotu rzędu choćby 13%. najważniejsze pytanie dla najbliższych tygodni nie brzmi więc, kto wygra, ale jak zareaguje rynek i co z tego wyniknie dla Fedu oraz dolara.

Scenariusz bazowy i co się zmienia na jego korzyść

Najbardziej prawdopodobny układ, wyceniany na około 60 proc., zakłada przejęcie Izby Reprezentantów przez Demokratów przy zachowaniu Senatu przez Republikanów. Sondaże to potwierdzają, bo przewaga Demokratów na poziomie krajowym sięga około 8 punktów procentowych, co dawałoby im około 220 mandatów w Izbie, a więc większość. Dla rynku taki podział władzy oznacza impas legislacyjny, a ten paradoksalnie jest pożądany, bo zdejmuje z horyzontu ryzyko niespodziewanych zmian podatkowych i pozwala giełdzie skupić się na tym, co naprawdę napędza obecną hossę, czyli rosnących zyskach spółek technologicznych w erze sztucznej inteligencji. Warto jednak zachować czujność w dwóch miejscach. Po pierwsze, walka o Senat rysuje się znacznie bardziej wyrównana, a mediana prognoz wskazuje wręcz na remis, co oznacza, iż noc wyborcza może przynieść przedłużającą się niepewność w kilku kluczowych stanach. Po drugie, historia uczy pokory wobec sondaży, bo Republikanie w większości przypadków bywali niedoszacowani, a do tego dysponują dziś miażdżącą przewagą finansową w kampanii, która choć nie przekłada się liniowo na wynik, wykazuje z nim istotną korelację. To właśnie przestrzeń na zaskoczenie, a więc i na gwałtowniejszą reakcję rynku.

Jak rynek może zareagować w zależności od wyniku

Każdy z alternatywnych scenariuszy niesie inną rotację sektorową i to na nią trzeba patrzeć. Republikańska fala, czyli pełna kontrola nad Kongresem, ożywiłaby tak zwany Trump Trade, dyskontujący nową falę deregulacji i cięć podatkowych. Kapitał płynąłby wówczas w stronę banków, przemysłu i tradycyjnej energetyki, a największym beneficjentem stałby się indeks małych spółek Russell 2000, bo to one zyskują najwięcej na obniżkach podatków krajowych i luzowaniu regulacji. Odwrotny biegun to demokratyczna fala, która wywołałaby początkowy szok i prawdopodobną wyprzedaż ze względu na obawy o wyższe podatki oraz presję regulacyjną na Big Tech i finanse. Reakcja ta byłaby jednak najpewniej krótkotrwała, bo krucha demokratyczna większość i tak musiałaby mierzyć się z prezydenckim wetem, co wymusiłoby pragmatyczne kompromisy, a atrakcyjność zyskałyby wtedy spółki defensywne i medyczne, przy prawdopodobnym cofnięciu cen surowców energetycznych. Niezależnie od układu sił warto pamiętać o statystyce, bo trzeci rok cyklu prezydenckiego jest historycznie najsilniejszy dla giełdy, a choćby w scenariuszach utraty kontroli przez partię rządzącą siła akcji okazywała się tylko nieznacznie niższa. Wynik ma więc znaczenie dla tego, które sektory poprowadzą rynek, a nie dla samego kierunku szerokiego indeksu.

Gdzie wchodzi Fed, dolar i strukturalne tło fiskalne

Inwestorzy są niemal zgodni, iż Fed nie podniesie stóp na najbliższym posiedzeniu, a wyceniana ścieżka zacieśniania jest systematycznie obniżana z tygodnia na tydzień, mimo iż wrzesień przyniósł wzrost obu miar inflacji CPI oraz mocne dane o sprzedaży detalicznej. Racjonalne wydaje się więc wstrzymanie z kontynuacją podwyżek do grudnia, zwłaszcza iż wskaźniki sentymentu pozostają słabe, a dynamika płac spowalnia. Dla dolara oznacza to, iż sam wynik wyborów będzie oddziaływał głównie pośrednio, poprzez wpływ na politykę fiskalną i oczekiwania co do Fedu. Scenariusz republikańskiej fali, zapowiadający dalsze cięcia podatków i luźniejszą politykę budżetową, mógłby podbić oczekiwania inflacyjne, a tym samym wzmocnić dolara kanałem wyższych rentowności, przynajmniej na krótką metę. Impas legislacyjny byłby dla dolara neutralny, bo utrwalałby status quo, w którym to amerykańska gospodarka wciąż na pełnych obrotach, z nowcastem PKB na trzeci kwartał rzędu 3,5 proc. i zatrudnieniem w przemyśle rosnącym najszybciej od 2012 r., stanowi fundament jego siły.


Autor: Mateusz Czyżkowski, Analityk Rynków Finansowych XTB

Idź do oryginalnego materiału