Piątkowe dane z Japonii zaskoczyły choćby największych pesymistów. Inflacja hurtowa wystrzeliła w kwietniu do 4,9 proc. – niemal dwukrotnie powyżej prognoz. Rynki nie mają już wątpliwości: Bank Japonii podniesie stopy w czerwcu. Pytanie brzmi, czy to wystarczy.
Jeszcze kilka miesięcy temu scenariusz, w którym japońska inflacja producencka rośnie najszybciej od trzech lat, a rentowność tamtejszych obligacji skarbowych bije rekordy z lat 90., wydawał się mało prawdopodobny. Dziś to fakt – i to taki, który zmienia reguły gry nie tylko w Tokio, ale na globalnych rynkach walutowych i obligacyjnych.
Dane, które zmieniły nastroje
W piątek rano czasu japońskiego Bank Japonii opublikował odczyt indeksu cen hurtowych (CGPI) za kwiecień. Roczna dynamika wyniosła 4,9 proc. – przy medianie prognoz analityków na poziomie 3,0 proc. i marcowym odczycie 2,9 proc. Tak gwałtownie ceny producenckie w Japonii nie rosły od maja 2023 roku.
Ale to nie sam wskaźnik hurtowy jest tu najważniejszy. Dużo więcej mówi struktura danych. Indeks cen importowych wyrażony w jenach podskoczył o 17,5 proc. rok do roku – najszybciej od grudnia 2022 roku. Nafta, najważniejszy surowiec dla japońskiego przemysłu chemicznego, podrożała o ponad 79 proc. rocznie. W samym kwietniu, miesiąc do miesiąca, jej cena skoczyła o 83 proc. Chemikalia w ujęciu rocznym podrożały o 9,2 proc., metale kolorowe – o blisko 38 proc.
Za tym wszystkim stoi jeden czynnik: faktyczne zamknięcie Cieśniny Ormuz dla swobodnego transportu morskiego. Japonia, kraj niemal całkowicie uzależniony od importu ropy z Bliskiego Wschodu, odczuwa skutki konfliktu irańskiego z opóźnieniem – ale za to z pełną mocą.
Rynek obligacji już się buntuje
Reakcja rynku długu była natychmiastowa. Rentowność dziesięcioletnich japońskich obligacji skarbowych podskoczyła w piątek do 2,665 proc. Ostatni raz tak wysoko było dwadzieścia dziewięć lat temu, w 1997 roku. Inwestorzy wyprzedają japońskie papiery, bo zaczynają wątpić, czy BOJ nadąża za inflacją.
Sama czerwcowa podwyżka nie zatrzyma wyprzedaży obligacji. Rynki widzą problem głębszy: rozbieżność między jastrzębią retoryką banku centralnego a gołębią polityką fiskalną rządu premier Sanae Takaichi, która rozważa kolejne pakiety stymulacyjne łagodzące wpływ cen paliw na portfele Japończyków.
To klasyczna pułapka – ekspansja fiskalna na jednym końcu, powolne zacieśnianie monetarne na drugim. Efekt? Dalsze osłabienie jena, rosnące rentowności i narastający niepokój wśród inwestorów.
Trzy głosy sprzeciwu – sygnał, którego nie da się zignorować
Aby zrozumieć, dlaczego rynki tak mocno stawiają na czerwcową podwyżkę, trzeba cofnąć się do kwietniowego posiedzenia BOJ. Rada utrzymała wtedy stopę procentową na poziomie 0,75 proc., ale aż trzech z dziewięciu członków głosowało za natychmiastową podwyżką do 1,0 proc. Taki rozłam w radzie – największy od stycznia 2016 roku, kiedy bank głosami 5 do 4 wprowadzał ujemne stopy – to sygnał trudny do zlekceważenia.
Opublikowane 12 maja streszczenie opinii z tego posiedzenia nie pozostawia wątpliwości co do nastrojów. Jeden z członków rady stwierdził, iż podwyżka jest „całkiem możliwa od następnego posiedzenia”, choćby jeżeli przebieg konfliktu bliskowschodniego pozostanie niejasny. Inny argumentował, iż BOJ powinien podnosić stopy „w odstępach kilkumiesięcznych” i przyspieszać tempo „bez wahania”, gdyby ryzyko inflacyjne narastało.
Kropkę nad „i” postawił w czwartek członek rady Kazuyuki Masu. Podczas wystąpienia w Kagoshimie powiedział, iż podwyżka „na najwcześniejszym możliwym etapie” jest pożądana. Dodał też coś, co warto zapamiętać – iż obecny szok naftowy jest dla japońskich konsumentów bardziej dotkliwy niż kryzysy lat 70., bo dzisiejsza gospodarka jest nieporównanie silniej uzależniona od produktów ropopochodnych, choćby plastiku.
Stagflacja w japońskim wydaniu
Sytuacja makroekonomiczna Japonii wygląda coraz bardziej jak podręcznikowy przykład stagflacji. Bank centralny obciął prognozę wzrostu PKB na rok fiskalny 2026 o połowę – do zaledwie 0,5 proc. Jednocześnie podniósł prognozę inflacji bazowej z 1,9 do 2,8 proc. Gospodarka zwalnia, ceny rosną, a jen handlowany powyżej 158 za dolara pozostaje w strefie, w której Ministerstwo Finansów jeszcze na początku maja interweniowało na rynku walutowym. Interwencja przyniosła chwilowy efekt – kurs spadł do 155,5 za dolara – ale bez trwałych działań ze strony BOJ jen gwałtownie wrócił do punktu wyjścia.
Gubernator Kazuo Ueda po kwietniowym posiedzeniu sygnalizował gotowość do podwyżki, ale pod warunkiem, iż spowolnienie gospodarcze pozostanie umiarkowane. Rynki traktują to jako zielone światło. Swap stóp procentowych wycenia dziś prawdopodobieństwo podwyżki na czerwcowym posiedzeniu (15–16 czerwca) na około 70–77 proc. Prawie dwie trzecie ekonomistów ankietowanych przez Reutersa spodziewa się wzrostu stopy do 1,0 proc. – poziomu niewidzianego od 1995 roku.
Co to oznacza dla globalnych rynków
Dla inwestorów spoza Japonii czerwcowa decyzja BOJ ma znaczenie daleko wykraczające poza tokijską giełdę. Jen od lat stanowi jedno z głównych źródeł finansowania w globalnych transakcjach carry trade – strategiach, w których inwestorzy pożyczają w taniej walucie i lokują kapitał w aktywach o wyższej stopie zwrotu. Podwyżka do 1 proc. oznaczałaby dalsze podrożenie tego finansowania w momencie, gdy po drugiej stronie globu rentowności amerykańskich trzydziestoletnich obligacji przebiły właśnie 5 proc. po raz pierwszy od 2007 roku, a inflacja CPI w Stanach sięga 3,8 proc.
Mówiąc prościej – Bank Japonii, przez dekadę symbol ultra-luźnej polityki monetarnej na świecie, dołącza do globalnego wyścigu z inflacją. choćby były gubernator Haruhiko Kuroda, architekt masowego programu stymulacyjnego z 2013 roku, ostrzegł w tym tygodniu, iż przedłużający się konflikt irański może wymusić na banku centralnym przyspieszenie cyklu podwyżek.
Dla polskich inwestorów warto mieć ten kontekst z tyłu głowy. Synchronizacja zacieśniania monetarnego przez największe banki centralne świata – Fed pod nowym przewodnictwem Kevina Warsha, EBC rozważający podwyżki, a teraz BOJ na progu historycznego ruchu – to środowisko, w którym premia za ryzyko na rynkach wschodzących, w tym w Polsce, może zacząć rosnąć. I to niezależnie od tego, co w piątek powie nowy szef Fed.
Źródła: Reuters, Bloomberg

10 godzin temu




