Japoński jen od dwóch tygodni traci do dolara i znów zbliża się do poziomu 160 jenów za dolara, na który rynek patrzy najuważniej. Japońscy inwestorzy wrócili w czwartek po trzydniowym święcie, a wraz z nimi wróciło pytanie, czy Ministerstwo Finansów Japonii po raz trzeci w tym roku zdecyduje się kupować jena.
W czwartek rano w Tokio jen wzrósł do ok. 158,30 za dolara.
Od 152 do 158 w dwa tygodnie
Jen stracił szczególnie mocno, bo na początku września wydawało się, iż trend się odwrócił. Pod koniec sierpnia i na początku września kurs przekraczał 160. Potem jen gwałtownie się umocnił. 8 września dolar kosztował choćby poniżej 153 jenów. Część analityków zaczęła wtedy mówić o 150 jenach za dolara.
Ten optymizm gwałtownie minął. W tygodniu 14-18 września jen stracił ponad 2 proc. Była to jego największa tygodniowa strata od prawie roku. Na słabość japońskiej waluty złożyły się dwa wydarzenia z tego samego tygodnia.
Fed podnosi stopy, BoJ rozczarowuje
16 września Rezerwa Federalna pod kierunkiem Kevina Warsha podniosła stopy procentowe o 25 pb, do przedziału 3,75-4,00 proc. To pierwsza podwyżka od 2023 r. Dwa dni później Bank Japonii podniósł stopę referencyjną z 1,00 do 1,25 proc., najwyżej od 31 lat. Rynek jednak nie potraktował tej decyzji jako zdecydowanej.
Decyzję przyjęto stosunkiem głosów 7 do 2. Przeciw byli Toichiro Asada i Ayano Sato, którzy uznali, iż gospodarka i ceny nie mają jeszcze wystarczającej dynamiki. Na konferencji po posiedzeniu prezes Kazuo Ueda nie dał jasnego sygnału co do dalszych podwyżek. Przyznał, iż trudno ustalić, gdzie zakończy się cykl zacieśniania. Dodał tylko, iż BoJ nie wyklucza z góry żadnej opcji. Bloomberg pisze wprost, iż bank „rozczarował traderów walutowych”. W piątek jen tracił w szczytowym momencie 1,3 proc. i doszedł do ok. 158 za dolara.
„Jen często wchodził w posiedzenie BoJ z rozpędem, a bank go zatrzymywał” – pisał w nocie James Reilly z Capital Economics.
Jego zdaniem trwała poprawa kursu jena do dolara zależy przede wszystkim od tego, co wydarzy się w USA.
Problem dobrze widać w liczbach. Mimo podwyżek w Tokio różnica nominalnych stóp między USA a Japonią wciąż wynosi ok. 2,5 pkt proc. Dlatego przez cały czas opłaca się carry trade, czyli pożyczanie taniego jena i inwestowanie w wyżej oprocentowane aktywa za granicą.
Rok rekordowych interwencji
Obecna sytuacja jest wyjątkowa, bo Tokio w tym roku już dwa razy mocno ingerowało w rynek. Według danych Ministerstwa Finansów w okresie od 28 kwietnia do 27 maja na zakup jena wydano 11,73 bln jenów. Potem jen osłabł do ok. 163-164 za dolara, najsłabiej od prawie 40 lat. 30 i 31 lipca doszło do kolejnej interwencji. Wtedy po raz pierwszy od 2011 r. działania były skoordynowane ze Stanami Zjednoczonymi. Oficjalne dane resortu finansów za okres od 30 lipca do 26 sierpnia pokazują kwotę 15 399,3 mld jenów. To rekord.
Według szacunków Goldman Sachs japońska część interwencji z 30-31 lipca wyniosła do 85 mld USD. Amerykański Departament Skarbu kupował jena za euro i nie ujawnił kwoty. Efekt nie był trwały. W ciągu dwóch dni jen umocnił się o ok. 5 proc., do okolic 155. Według Morgan Stanley do 18 sierpnia znów osłabł do ok. 159. Pod koniec sierpnia przekroczył 160 i stracił ponad połowę zysków wywołanych interwencją.
Pieniądze na interwencje są, choć ich koszt jest widoczny. Na koniec sierpnia rezerwy walutowe Japonii wynosiły 1,2075 bln USD. W ciągu miesiąca spadły o ok. 79,6 mld USD. To największy miesięczny spadek w historii. Goldman Sachs szacuje, iż Tokio wciąż ma w gotówce i jej ekwiwalentach ok. 200 mld USD, a to wystarcza na kilka kolejnych rund.
Interwencja kupuje czas, nie zmienia trendu
Analitycy dużych banków zgadzają się, iż same interwencje nie odwrócą trendu. Karen Fishman z Goldman Sachs mówi, iż interwencja „kupuje czas”. Zmusza spekulantów do zamknięcia pozycji, ale jeżeli nie zmieni się polityka, presja na jena wraca. Tak właśnie było po wiosennej akcji.
Morgan Stanley zwraca uwagę, iż dla jena ważniejsze jest to, co zrobi Fed, niż kolejne kroki BoJ. Bank ocenia, iż wartość godziwa USD/JPY wynosi w tej chwili 165-167. Z czasem może spaść do ok. 155, jeżeli amerykańska polityka monetarna złagodnieje. Ten scenariusz trudno jednak pogodzić z wrześniową podwyżką Fed.
Chidu Narayanan z Wells Fargo ostrzega, iż jeżeli rynek uzna, iż BoJ nie nadąża za Fed, kurs USD/JPY może wrócić do 160. Neil Newman z Astris Advisory Japan uważa, iż wyraźne przebicie tego poziomu powinno skłonić USA i Japonię do kolejnej wspólnej akcji. Masahiko Loo z State Street Global Advisors widzi natomiast uzasadnienie dla krótkich pozycji na USD/JPY w okolicach 160, właśnie z powodu ryzyka interwencji.
Najbliższym ważnym terminem jest 30 września. Tego dnia Ministerstwo Finansów opublikuje dane o interwencjach za okres od 27 sierpnia do 28 września. Dane pokażą, czy wrześniowe ruchy jena, w tym odbicie po rate checku, były wsparte zakupami ze strony władz. Do tego czasu rynek będzie obserwował wypowiedzi minister finansów Satsuki Katayamy i wiceministra ds. międzynarodowych Atsushiego Mimury, dane makro z USA oraz rentowności amerykańskich obligacji.

2 godzin temu







