Jen pod presją. Tokio i Waszyngton ostrzegają rynek – czy grozi kolejna interwencja?

1 godzina temu

Japońska minister finansów Satsuki Katayama po raz kolejny w ciągu kilku dni ostrzegła przed słabością jena. Po rozmowie z sekretarzem skarbu USA Scottem Bessentem zapewniła, iż oba kraje pozostają w bliskim kontakcie, by utrzymać porządek na rynku walutowym. Taka retoryka poprzedziła w lipcu pierwszą od 15 lat wspólną amerykańsko-japońską interwencję. Rynek traktuje więc te słowa poważnie, ale fundamenty wciąż działają na niekorzyść jena.

Co powiedziała Katayama

We wtorek 29 września Katayama powiedziała dziennikarzom, iż słabość jena pozostaje problemem. Jak podaje Bloomberg, przypomniała słowa premier Sanae Takaichi ze szczytu japońsko-amerykańskiego w Nowym Jorku.

„Jak powiedziała premier Takaichi i ja również tak uważam, co do zasady zaniżona wartość jena jest problemem” – stwierdziła minister.

Dodała, iż japońskie i amerykańskie władze finansowe będą utrzymywać ścisłą komunikację i dbać o uporządkowaną sytuację na rynku walutowym.

To kolejny element skoordynowanej kampanii słownej. W zeszły piątek Katayama rozmawiała z Bessentem. Według japońskiej telewizji TV Asahi rozmowa zaczęła się o 21:00 i trwała około 20 minut. Jak relacjonuje agencja Kyodo, oboje „potwierdzili, iż zaniżona wartość jena jest problemem”. Bessent napisał później na platformie X, iż rozmawiali o „pożądanym silnym jenie, odzwierciedlającym silne fundamenty japońskiej gospodarki”. Katayama mówiła też o „nieporozumieniu” na rynku, którego nie sprecyzowała. Dodała, iż zostało ono „naprostowane”.

Trump też mówi o jenie

Nietypowe było ujawnienie przebiegu rozmowy przywódców. W zeszły piątek Katayama po raz pierwszy przyznała publicznie, iż prezydent Donald Trump wyraził zaniepokojenie słabością jena podczas spotkania z premier Takaichi. Przywódcy spotkali się 22 września w Nowym Jorku, przy okazji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Takaichi miała odpowiedzieć, iż „co do zasady zaniżona wartość jena jest problemem”. Według Kyodo Trump uważa, iż słaby jen szkodzi amerykańskiemu handlowi.

Rządy zwykle nie ujawniają treści rozmów przywódców, zwłaszcza o walutach. Katayama podkreśliła, iż zrobiła to po konsultacji z kancelarią premiera. Makoto Noji z SMBC Nikko Securities powiedział dziennikowi „Nikkei”, iż znaczące jest już samo to, iż premier nazwała jena niedowartościowanym.

W poniedziałek do ostrzeżeń dołączył Atsushi Mimura, wiceminister finansów ds. międzynarodowych i najważniejszy japoński urzędnik od polityki walutowej. W wywiadzie dla Reutersa powiedział:

„Premier, minister finansów i Stany Zjednoczone wysłały bardzo jasny komunikat. Rynki powinny potraktować go dosłownie”.

Nie chciał mówić o możliwej interwencji. Odrzucił jednak spekulacje, iż Japonii brakuje środków na kolejną: „Nie mam żadnych takich obaw”. Po tych słowach jen przebił poziom 157 i doszedł w okolice 156,75 za dolara.

Lipcowa interwencja – punkt odniesienia

Aby zrozumieć wagę tych słów, trzeba cofnąć się do końca lipca. Jen osłabił się wtedy do okolic 164 za dolara, najsłabszego poziomu od prawie 40 lat. 31 lipca Japonia i USA przeprowadziły skoordynowany skup jena. Była to pierwsza wspólna interwencja od 2011 r. i pierwsza w obronie japońskiej waluty od 1998 r. Waszyngton uzasadniał ją potrzebą przeciwdziałania „nadmiernej zmienności i nieuporządkowanym ruchom” jena. Bessent zadeklarował wówczas, iż USA „zdecydowanie wspierają” działania Tokio, które mają skorygować „znaczne niedowartościowanie” jena.

Skala była rekordowa. Japońskie ministerstwo finansów wydało na interwencje 15,4 bln jenów (około 98,7 mld USD) w okresie od 30 lipca do 26 sierpnia. To największa operacja walutowa w historii Japonii. Rezerwy walutowe kraju spadły w sierpniu o rekordowe 79,6 mld USD, do 1,208 bln USD.

Efekt był jednak krótkotrwały. Jen umocnił się początkowo do około 155 za dolara, ale już w połowie sierpnia oddał znaczną część zysków. Rynek po raz kolejny przekonał się, iż interwencja może zatrzymać spadki, ale nie odwróci trendu, dopóki różnica stóp procentowych jest tak duża.

Dlaczego jen jest słaby mimo podwyżek w Japonii

Paradoks polega na tym, iż Bank Japonii zacieśnia politykę szybciej niż jeszcze niedawno zakładano, a jen i tak słabnie. 18 września BoJ podniósł stopę referencyjną o 25 pkt bazowych, do 1,25 proc. To najwyższy poziom od 1995 r. Od czerwcowej podwyżki minęły tylko trzy miesiące. Decyzja zapadła jednak stosunkiem głosów 7 do 2. Przeciw byli Toichiro Asada i Ayano Sato, członkowie zarządu powołani przez premier Takaichi i kojarzeni z obozem reflacyjnym. Prezes Kazuo Ueda nie przedstawił harmonogramu kolejnych podwyżek. Jen po decyzji osłabił się, bo podwyżkę w pełni zdyskontowano, a przekaz na przyszłość uznano za mało zdecydowany. Wieczorem tego samego dnia bank przeprowadził tzw. rate check, czyli zapytanie dealerów o bieżące kwotowania. Rynek traktuje to jako ostatnie ostrzeżenie przed interwencją, więc jen gwałtownie odrobił straty.

Po drugiej stronie Pacyfiku sytuacja zmieniła się jeszcze bardziej. 16 września Rezerwa Federalna podniosła stopy o 25 pkt bazowych, do przedziału 3,75-4,00 proc. To pierwsza podwyżka od 2023 r. Z projekcji członków FOMC wynika, iż do końca roku stopy mogą wzrosnąć do 4,00-4,25 proc. Różnica oprocentowania między USA a Japonią wciąż wynosi więc około 2,5-2,75 pkt proc. W takich warunkach carry trade, czyli pożyczanie taniego jena i inwestowanie w wyżej oprocentowane aktywa dolarowe, pozostaje opłacalny. Mimura przyznał w wywiadzie, iż to podwyżka Fed i jastrzębia retoryka amerykańskiego banku centralnego przekonały rynek, iż różnica stóp nie zmniejszy się szybko.

Do tego dochodzą czynniki fundamentalne. Przez wojnę z Iranem surowce energetyczne są drogie, a Japonia jest ich importerem netto. W sierpniu deficyt handlowy wzrósł do 1,106 bln jenów z 294 mld jenów przed rokiem. Import zwiększył się o 28 proc. r/r, a import ropy aż o 58,7 proc. Słaby jen dodatkowo podnosi te koszty, co tworzy błędne koło.

Dlaczego Waszyngtonowi zależy na mocnym jenie

Zaangażowanie USA w obronę cudzej waluty jest ewenementem i ma konkretne powody. Po pierwsze, administracja Trumpa uważa niedowartościowane waluty partnerów za nieuczciwą przewagę handlową. Po drugie, Japonia jest największym zagranicznym właścicielem amerykańskiego długu. Waszyngton obawia się, iż wyprzedaż japońskich obligacji albo sprzedaż amerykańskich papierów przez Tokio, by bronić jena, podniesie rentowności amerykańskich obligacji. Rentowność japońskich 10-latek doszła w zeszły piątek do 3,115 proc., najwyżej od 30 lat. We wtorek oscylowała w okolicach 3,09 proc.

Bessent od tygodni naciska na Tokio. Pod koniec sierpnia powiedział, iż spodziewa się działań Japonii, które wzmocnią jena. Na początku września, przy okazji spotkania G20, wezwał prezesa Uedę do „zdecydowanych kroków rynkowych i monetarnych”. Sugerował też, iż priorytetem Japonii powinna być walka z inflacją, a nie pobudzanie wzrostu. To wyraźna aluzja do reflacyjnych skłonności obozu premier Takaichi. Minister ds. rewitalizacji gospodarki Minoru Kiuchi odpowiedział w piątek, iż era polityki w stylu Abenomiki, czyli luźnej polityki pieniężnej i elastycznych wydatków budżetowych, „się skończyła”.

Co dalej z USD/JPY

We wtorek para USD/JPY notowana była w okolicach 157,3, czyli wyraźnie poniżej lipcowych szczytów przy 164. Jen umocnił się w ciągu ostatniego miesiąca o około 1,5 proc., ale w skali roku traci ponad 6 proc. Rynek wyraźnie testuje, gdzie leży granica tolerancji Tokio. Wielu uczestników rynku wskazuje okolice 158-160 jako strefę, w której ryzyko interwencji gwałtownie rośnie. Władze nigdy jednak nie podają konkretnych poziomów. Podkreślają, iż liczy się tempo i „nieuporządkowany” charakter ruchów, a nie sam kurs.

Duże znaczenie będzie miał Bank Japonii. Po wrześniowej decyzji wyceny rynkowe (Totan ICAP) dawały około 22 proc. szans na kolejną podwyżkę w październiku i około 63 proc. na podwyżkę do grudnia. Były urzędnik BoJ stwierdził w poniedziałek, iż bank może podnieść stopy ponownie już na posiedzeniu pod koniec października, bo ryzyko inflacyjne jest podwyższone. Sama inflacja nie wymusza jednak pośpiechu. W sierpniu wskaźnik CPI wyniósł 1,9 proc. r/r, a inflacja bazowa 1,7 proc., czyli poniżej celu 2 proc. Najbliższym sprawdzianem będą piątkowe (2 października) dane o inflacji w Tokio za wrzesień.

Dla inwestorów na rynku Forex obraz jest niejednoznaczny. Z jednej strony ostrzeżenia Tokio i Waszyngtonu oraz demonstracyjna gotowość do działania ograniczają potencjał wzrostu USD/JPY. Pozycje przeciwko jenowi są narażone na gwałtowne ruchy w ciągu minut, jak w lipcu i po wrześniowym rate checku. Z drugiej strony dopóki Fed podnosi stopy, a BoJ działa ostrożnie, dodatni carry sprzyja dolarowi. Analitycy ING wskazywali już w sierpniu, iż interwencje mogą ograniczyć wzrost USD/JPY, ale bez zmian w polityce fiskalnej i monetarnej Japonii trudno będzie odwrócić trend.

Idź do oryginalnego materiału