Przyjmując prestiżową nagrodę JFK, Jerome Powell wygłosił najostrzejszą w karierze obronę niezależności banku centralnego. Rynki powinny słuchać uważnie.
Jerome Powell wybrał na swoje pierwsze publiczne wystąpienie po odejściu ze stanowiska miejsce, które samo w sobie stanowiło deklarację. Biblioteka Prezydencka Johna F. Kennedy’ego w Bostonie, niedzielne popołudnie, gala wręczenia nagrody Profile in Courage Award – wyróżnienia przyznawanego od 1989 roku osobom publicznym, które podejmują decyzje wbrew własnym interesom politycznym czy zawodowym. Wcześniej otrzymali ją m.in. Barack Obama, George H.W. Bush, Wołodymyr Zełenski i Mike Pence.
W tym roku fundacja Kennedych zdecydowała, iż nagrodę dostanie bankier centralny. Uzasadnienie nie pozostawia pola do interpretacji: Powell został wyróżniony za „ochronę jednej z najważniejszych apolitycznych instytucji kraju, mimo lat osobistych ataków i gróźb ze strony najwyższych szczebli władzy”.
Stress test dla demokracji
Powell nie wymienił Donalda Trumpa z nazwiska ani razu. Nie musiał – każdy na sali i każdy śledzący transmisję doskonale wiedział, o kogo chodzi. Były przewodniczący Fed mówił o instytucjach demokratycznych – sądach, uniwersytetach, Kongresie, banku centralnym – jako o „fundamencie i ucieleśnieniu demokracji”, budowanym latami cierpliwej pracy, a dającym się zburzyć błyskawicznie.
Kluczowe zdanie jego przemówienia brzmiało mniej więcej tak: jeżeli jakakolwiek administracja znajdzie sposób na usuwanie urzędników Fed ze stanowisk z powodu różnic w polityce pieniężnej, to przyszłe administracje postąpią tak samo – a społeczeństwo straci wiarę, iż bank centralny działa wyłącznie w interesie obywateli.
Powell przyznał wprost, iż Fed „przechodzi stress test”. Wyliczył, co się składa na tę próbę wytrzymałości: próba zwolnienia gubernator Lisy Cook (zablokowana przez sąd), wielomiesięczne naciski na obniżki stóp, wreszcie – bezprecedensowe śledztwo karne prowadzone przez biuro prokuratora Jeanine Pirro wobec samego Powella. Śledztwo dotyczyło formalnie kosztownych remontów nieruchomości Fed, ale wielu prawników i komentatorów od początku traktowało je jako instrument nacisku na przewodniczącego.
Samo śledztwo ostatecznie umorzono w kwietniu, ale Powell zauważył podczas niedzielnej gali, iż sprawa wciąż nie jest „zakończona z pełną finalnością i transparentnością” – prokurator zastrzegła bowiem możliwość jego wznowienia.
Człowiek, który odmówił odejścia
To, co Powell zrobił po zakończeniu kadencji przewodniczącego 15 maja, jest bez precedensu w nowoczesnej historii Fed. Zamiast odejść, pozostał w Radzie Gubernatorów jako zwykły członek – po raz pierwszy od 1948 roku były szef banku centralnego zdecydował się zająć niższe stanowisko w tej samej instytucji.
Powód jest prosty i ma wymiar czysto strategiczny. Rada Gubernatorów liczy siedem miejsc. Dopóki Powell zajmuje jedno z nich, Trump nie może obsadzić go własnym człowiekiem. Kadencja Powella jako gubernatora trwa do stycznia 2028 roku. To ponad półtora roku, w których administracja ma związane ręce.
Na konferencji prasowej pod koniec kwietnia Powell tłumaczył tę decyzję bez owijania w bawełnę: ataki prawne ze strony administracji „narażają niezależność instytucji” i dopóki sytuacja się nie ustabilizuje, zamierza zostać. Trump zareagował na swój sposób, pisząc na Truth Social, iż Powell „chce zostać w Fed, bo nikt inny go nie zatrudni”.
Warsh w cieniu poprzednika
Kevin Warsh – sukcesor Powella, zaprzysiężony 22 maja w Białym Domu przez sędziego Clarence’a Thomasa – wchodzi w rolę szefa Fed w sytuacji bez precedensu. Ma obok siebie na posiedzeniach byłego przewodniczącego, który otwarcie mówi o zagrożeniu dla niezależności banku. Ma podzielony komitet – na ostatnim posiedzeniu odnotowano aż cztery głosy sprzeciwu, najwięcej od 1992 roku. I ma prezydenta, który podczas ceremonii zaprzysiężenia powiedział mu „bądź całkowicie niezależny”, po latach jawnego deptania tej zasady wobec jego poprzednika.
Analitycy natychmiast ochrzcili tę konfigurację mianem „scenariusza dwóch papieży”. Warsh zapowiadał „zmianę reżimu” w banku centralnym i publicznie opowiadał się za łagodniejszą polityką pieniężną. Jednocześnie inflacja PCE wynosi 3,8 procent, napędzana wojną w Zatoce Perskiej i blokadą Cieśniny Ormuz. W takim otoczeniu jakiekolwiek cięcie stóp wyglądałoby na gest polityczny, nie merytoryczny – i Powell, siedząc przy tym samym stole, byłby żywym przypomnieniem tej granicy.
Pierwsze posiedzenie FOMC pod przewodnictwem Warsha zaplanowano na 16-17 czerwca. Rynki wyceniają szanse na podwyżkę do końca roku na mniej więcej pół na pół. Dla nowego szefa Fed konferencja prasowa po tym posiedzeniu będzie egzaminem, który obejrzy cały świat finansów.
Dlaczego to ma znaczenie
Przemówienie w Bibliotece Kennedy’ego nie jest decyzją o stopach procentowych. Nie zmieni jutrzejszego kursu dolara ani nie przesunie rentowności obligacji. Ale ma znaczenie innego rodzaju – ustanawia narrację.
Powell de facto powiedział światu: nie odchodzę, nie milknę i nie przestanę przypominać, iż niezależność banku centralnego to warunek konieczny wiarygodności całego systemu finansowego. To nie jest abstrakcja dla konstytucjonalistów – to fundament, na którym opiera się wycena amerykańskiego długu, status dolara jako waluty rezerwowej i zaufanie zagranicznych inwestorów do amerykańskich aktywów.
Caroline Kennedy i jej syn Jack Schlossberg, wręczając nagrodę, stwierdzili, iż „bez ludzi gotowych narażać się, by Ameryka dotrzymywała obietnic, nasza demokracja nie przetrwa”. Powell podziękował, a potem wrócił do tego, co robi od miesięcy – siedzi w Radzie Gubernatorów i samą swoją obecnością przypomina, iż instytucje mają znaczenie. choćby jeżeli to mało efektowna forma odwagi, rynki powinny ją docenić.
Źródło: Reuters

15 godzin temu







