Głośna sprawa z salmonellą w jajach z Belgii ma nowy szczegół. Polska pojawiła się w unijnym systemie ostrzegania RASFF jako jeden z krajów, do których miały trafić podejrzane jaja. Główny Inspektorat Sanitarny uspokaja jednak: do sprzedaży w Polsce one nie trafiły. Chodziło o kilka opakowań kupionych przez jedną osobę wprost w belgijskim sklepie, na własny użytek.
Dlaczego Polska trafiła do systemu RASFF?
12 sierpnia Państwowa Inspekcja Sanitarna dostała zgłoszenie w systemie RASFF (numer 2026.7152) o podejrzanych jajach z Belgii. Wśród odbiorców figurowała firma z Polski, więc inspekcja od razu zaczęła sprawdzać sprawę.
Szybko się wyjaśniło, iż ta firma w ogóle nie zajmuje się sprzedażą żywności. Chodziło o zwykłego przedsiębiorcę, który będąc w Belgii, kupił kilka opakowań jaj na własne potrzeby – i nic więcej z nimi nie zrobił.
Jaja nie trafiły do polskich sklepów
To najważniejsza informacja dla konsumentów: sporne jaja nie były sprzedawane w Polsce. Potwierdziły to zarówno GIS, jak i Główny Inspektorat Weterynarii – towar nie trafił do żadnego zakładu objętego ich nadzorem. Polska znalazła się w systemie ostrzegania czysto formalnie, bo do zakupu doszło na terenie Belgii, ale przypisano go do polskiego adresu.
Ponad 300 zachorowań. Źródłem ferma w Geel
Cała sprawa dotyczy największego w historii Belgii ogniska salmonelli związanego z jajami. Zachorowało ponad 300 osób, część trafiła do szpitala. Jak pisaliśmy wcześniej na Agro Profil, źródłem skażenia miała być ferma Laerco BV w Geel. Ten sam szczep bakterii znaleziono zarówno u chorych, jak i na samej fermie.
Jaja stamtąd trafiały na kilka europejskich rynków, więc sprawa gwałtownie zrobiła się głośna w całej Europie. W Polsce jednak – jak podkreślają służby – nie było potrzeby wycofywać niczego ze sklepów, bo zakwestionowany towar nigdy do krajowego obrotu nie trafił.

1 godzina temu













