John Deere X9 i S7: co się zmieni w kombajnach na 2027 rok? Co dostaną nowe modele?

5 godzin temu

John Deere szykuje na 2027 rok prawdziwą rewolucję w swoich topowych kombajnach X9 i S7. Choć mechaniczne ulepszenia wciąż mają znaczenie, to dziś pierwsze skrzypce gra cyfryzacja. Automatyczne ustawienia zbioru, przewidywanie plonu i prędkości pracy czy łączność satelitarna sprawiają, iż producent coraz śmielej nazywa swoje maszyny „kombajnami cyfrowymi” – i nie jest to marketing na wyrost.

Jeszcze niedawno rozmowa o nowoczesnym kombajnie sprowadzała się do pytania: ile ma koni, jaką szerokość hedera i czy nie „dusi się” w wilgotnej pszenicy. Dziś coraz częściej trzeba zapytać: jakie ma algorytmy i ile danych przetwarza w trakcie jednego przejazdu.

Firma John Deere pokazuje wyraźnie kierunek, w którym zmierza branża. W modelach X9 i S7 na rok 2027 widać jasno, iż epoka mechanicznych usprawnień trwa – ale to systemy cyfrowe zaczynają rozdawać karty.

Kombajn, który sam się ustawia

Największą zmianą jest rozwój automatycznych ustawień zbioru. To już nie jest „asystent”, który coś podpowiada – to system, który realnie przejmuje decyzje. Operator określa jedynie dopuszczalne limity: strat ziarna, zanieczyszczeń i uszkodzeń. Resztą zajmuje się maszyna. System automatycznie reguluje:

  • prędkość wentylatora,
  • prędkość wirnika,
  • ustawienie klepiska,
  • parametry zespołu żniwnego,
  • a choćby prześwit podwozia.

Co ważne, bierze pod uwagę nie tylko gatunek rośliny, ale też lokalizację pola. Czyli nie „pszenica jak pszenica”, tylko konkretna pszenica na konkretnym kawałku ziemi.

Na dziś działa to już dla podstawowych upraw – kukurydzy, soi, pszenicy, jęczmienia, rzepaku i ryżu. W 2027 roku lista rozszerzy się o kolejne gatunki, w tym rośliny strączkowe i słonecznik.

John Deere X9, fot. materiały prasowe

Kombajn, który przewiduje plon – krok drugi

Drugi krok to coś, co jeszcze kilka lat temu brzmiało jak science fiction: przewidywanie warunków pracy zanim kombajn w nie wjedzie. System Predictive Ground Speed Automation dobiera prędkość jazdy na podstawie:

  • zdjęć satelitarnych,
  • obrazu z kamer w kabinie,
  • informacji o biomasy,
  • ukształtowania terenu (rowy, zbiorniki, nachylenia),
  • stanu łanu.

Dodano również funkcję wykrywania zielonych fragmentów uprawy, co pozwala jeszcze precyzyjniej dopasować tempo pracy. W praktyce oznacza to jedno: mniej „na oko”, więcej „na danych”.

Systemy zaczynają ze sobą rozmawiać

Najciekawsze jest jednak to, iż te rozwiązania nie działają już osobno. W modelach na rok 2027 system ustawień zbioru i system sterowania prędkością będą ze sobą współpracować. Efekt?

Kombajn nie tylko wie, jak młócić, ale też kiedy zwolnić lub przyspieszyć, żeby utrzymać optymalną wydajność. To już nie automatyzacja jednego procesu – to zarządzanie całym zbiorem w czasie rzeczywistym.

Łączność i dane – bez zasięgu też się da

Nowoczesny kombajn musi być podłączony do świata. I tutaj John Deere również dokłada swoje cegiełki. Nowe modele otrzymają:

  • system JDLink Boost – komunikację satelitarną tam, gdzie nie ma zasięgu GSM,
  • transmisję danych w czasie rzeczywistym do centrum operacyjnego,
  • przygotowanie pod szybki montaż systemu HarvestLab.

Dla rolnika oznacza to tyle, iż dane z pola nie giną, choćby jeżeli pracuje się „na końcu świata”.

Mechanika przez cały czas ma znaczenie, ale…

Żeby nie było – stal i technika przez cały czas są ważne. W nowych kombajnach pojawią się także bardziej „klasyczne” usprawnienia: elektrycznie składana drabinka, zmodyfikowany ślimak umożliwiający pracę z szerszymi hederami oraz nowy 27-rzędowy heder do kukurydzy (CF27).

Ten ostatni może być wyposażony w automatykę regulującą jego pracę, co ogranicza straty ziarna. Producent mówi o wzroście wydajności o co najmniej 20%.

… kombajn cyfrowy. Dosłownie

Jeszcze niedawno określenie „kombajn cyfrowy” brzmiało jak marketingowy slogan. Dziś zaczyna mieć bardzo konkretne znaczenie. Maszyna: analizuje dane z satelitów, interpretuje obraz z kamer, sama dobiera parametry pracy, komunikuje się z chmurą, podejmuje decyzje szybciej niż operator. Rolnik przestaje być „ustawiaczem pokręteł”, a staje się nadzorcą procesu.

I tu dochodzimy do sedna – era mechanicznych usprawnień się nie kończy. Ale to nie one będą decydować o przewadze na polu. Przewagę dadzą dane, algorytmy i automatyzacja.

A John Deere, nazywając swoje maszyny cyfrowymi, po prostu mówi głośno to, co w branży już się dzieje.

Idź do oryginalnego materiału