John Deere zmienił serię 6M. Najciekawsza nowość kryje się w przekładni

1 godzina temu
Zdjęcie: John Deere zmienił serię 6M


PowerShift z żyroskopem, zmiana przełożeń praktycznie niewyczuwalna podczas lekkiej pracy, automatyczne wykonywanie sekwencji na uwrociu i nowy joystick. Przetestowaliśmy cztery ciągniki John Deere 6M. Choć należą do jednej serii, różnią się od siebie bardziej, niż mogłoby się wydawać.

John Deere 6M to dzisiaj bardzo szeroka rodzina ciągników. W czasie naszego testu mieliśmy do dyspozycji cztery modele, dzięki czemu mogliśmy sprawdzić zarówno różnice wynikające z wielkości ramy, jak i najważniejsze zmiany wprowadzone w nowych ciągnikach.

A tych jest kilka. Najbardziej interesująca okazała się jednak nowa przekładnia e19.

PowerShift, ale zmiany biegu prawie nie czuć

e19 jest przekładnią typu PowerShift. Fizycznie ma 24 przełożenia, choć operator na wyświetlaczu widzi ich 19. Wynika to z pokrywania się części przełożeń.

Najciekawszy jest jednak sposób zmiany biegów. Przekładnia ma jednocześnie przygotowane dwa przełożenia – jedno aktualnie przenosi napęd, a kolejne czeka na zmianę. Dzięki odpowiedniemu sterowaniu przejście pomiędzy nimi odbywa się bardzo gwałtownie i bez przerwania przenoszenia napędu.

Efekt? Podczas naszego testu przy lekkiej pracy kolejne zmiany były praktycznie niewyczuwalne i niesłyszalne. O zmianie biegu często informowała przede wszystkim zmieniająca się cyfra na wyświetlaczu.

Po co przekładni żyroskop?

Jeszcze ciekawsze rozwiązanie kryje się jednak wewnątrz układu sterowania e19. Przekładnia wykorzystuje żyroskop, za pomocą którego może wcześniej reagować na zmianę położenia ciągnika, a tym samym przewidywać nadchodzącą zmianę obciążenia.

W praktyce wygląda to bardzo prosto. Kiedy ciągnik zaczyna wjeżdżać pod górę, system wykrywa zmianę jego położenia i może przygotować się do redukcji przełożenia, zanim obciążenie wyraźnie wzrośnie.

Podobnie podczas zjazdu. Zanim zestaw zdąży się rozpędzić, przekładnia może odpowiednio zredukować bieg, zwiększając intensywność hamowania silnikiem.

To właśnie jeden z elementów odpowiadających za płynną pracę nowej skrzyni.

Jak wybrać dobry ciągnik? John Deere 6M 200 – jak sobie radzi i ile spala?

e19 czy AutoPowr? pozostało jedna różnica

Płynność nie jest jedynym argumentem przemawiającym za nową przekładnią. W materiale zwróciliśmy również uwagę na różnicę w sprawności przeniesienia napędu.

e19 przenosi moment obrotowy mechanicznie. Według danych jej sprawność wynosi około 90%, podczas gdy dla przekładni bezstopniowej AutoPowr wskazano około 83%.

Nie oznacza to oczywiście, iż PowerShift stał się przekładnią bezstopniową. To przez cały czas dwie różne konstrukcje. Nowa e19 ma jednak zmniejszać różnice w komforcie zmiany przełożeń, zachowując charakter mechanicznej przekładni PowerShift.

Ciągnik sam wykona sekwencję na uwrociu

Drugą dużą zmianę znajdziemy już w kabinie. Nowy G5 CommandCenter pozwala rozbudować automatyzację wykonywanych prac.

Operator może zaprogramować sekwencję czynności, np. podnoszenie i opuszczanie narzędzia, ale nie musi sam uruchamiać jej w konkretnym momencie.

Na mapie można wyznaczyć wirtualną linię oraz określić, w którym miejscu ciągnik ma rozpocząć daną sekwencję. Po dojechaniu do zaprogramowanego punktu maszyna może automatycznie rozpocząć podnoszenie narzędzia, wykonać nawrót z wykorzystaniem automatycznego prowadzenia, a następnie opuścić narzędzie we wcześniej określonym miejscu.

Podczas testu operator w zasadzie ograniczał się w tym momencie do nadzorowania pracy ciągnika.

Od zwinnego 6M 125 po duże ciągniki do ciężkiej pracy

Nowości technologiczne to tylko jedna część historii serii 6M. Drugą jest jej ogromne zróżnicowanie.

Dobrze pokazują to dwa ciągniki obecne podczas naszego testu. John Deere 6M 125 ma rozstaw osi wynoszący 2,40 m. Z kolei 6M 240 korzysta z dużej ramy, a jego rozstaw osi wynosi 2,80 m. W gamie są jeszcze konstrukcje z rozstawem sięgającym 2,90 m.

Mniejszy 6M 125 pokazuje, po co w jednej serii potrzebne są tak różne konstrukcje. Przy rozstawie osi 2,40 m jego promień zawracania wynosi 4,35 m. Jednocześnie czterocylindrowy ciągnik dysponuje mocą sięgającą 150 KM, z czego 20 KM pochodzi z IPM.

Taka konfiguracja sprawia, iż może pełnić rolę mocnego, ale przez cały czas zwrotnego ciągnika pomocniczego, szczególnie przy pracy z ładowaczem czołowym. Większe modele 6M mogą z kolei zostać skierowane do cięższych prac wymagających odpowiedniej masy, rozstawu osi i siły uciągu.

Nowy joystick przy pracy z ładowaczem

W 6M 125 sprawdziliśmy również nowy niewielki joystick przeznaczony do obsługi ładowacza. Operator może zmienić kierunek jazdy bez odrywania od niego ręki.

Do dyspozycji jest także sześć programowalnych przycisków, do których można przypisać dodatkowe funkcje – przykładowo sterowanie hydrauliką.

Obok znajduje się CommandX+, pozwalający m.in. zmieniać kierunek jazdy, uruchamiać automatyczne prowadzenie oraz regulować zakresy prędkości.

Przy pracy z ładowaczem znaczenie ma również widoczność. Panoramiczny dach ułatwia obserwowanie uniesionego osprzętu, a stosunkowo wąskie słupki kabiny nie ograniczają mocno widoku do przodu.

John Deere 6M zmienił się bardziej, niż widać z zewnątrz

Po teście czterech ciągników trudno wskazać jedną zmianę definiującą całą zmodernizowaną serię. Wiele zależy bowiem od tego, do jakiej pracy wybierzemy konkretny model i na jakiej ramie jest zbudowany.

Najciekawszą nowością techniczną pozostaje jednak e19. To przez cały czas klasyczna w założeniu przekładnia PowerShift, ale sposób sterowania zmianą przełożeń oraz wykorzystanie żyroskopu sprawiają, iż różnica w odczuciach względem bardziej zaawansowanych konstrukcji staje się mniejsza.

Do tego dochodzą G5 CommandCenter, automatyczne sekwencje pracy i nowe elementy sterowania. W praktyce nowe 6M mają więc nie tylko wykonywać tę samą pracę – coraz więcej czynności przejmują również od operatora.

Testowaliśmy zmiany w John Deere 6M dla Was

Idź do oryginalnego materiału