Minister finansów Japonii Satsuki Katayama w poniedziałek ponownie ostrzegła spekulantów grających przeciwko jenowi. Powiedziała, iż Tokio zareaguje, jeżeli ruchy na rynku walutowym staną się nieuporządkowane. Dodała, iż takie działania byłyby prowadzone w porozumieniu ze Stanami Zjednoczonymi. Słowa padły dzień przed wtorkowymi wyborami do Kongresu w USA, które mogą wstrząsnąć rynkiem walutowym.
„Podejmiemy działania”
Na regularnej konferencji prasowej Katayama nie zostawiła wątpliwości co do stanowiska rządu:
„Jeśli dojdzie do nieuporządkowanych lub nadmiernie spekulacyjnych ruchów, podejmiemy działania. Bardzo często koordynujemy się i rozmawiamy ze Stanami Zjednoczonymi i spodziewam się, iż przez cały czas będziemy reagować w ten sposób.”
Dziennikarze pytali, czy wynik wyborów może zmienić podejście Tokio. Minister odpowiedziała, iż Japonia będzie działać zgodnie ze wspólnym oświadczeniem ministrów finansów obu krajów. Przyznała, iż sytuacja poprawiła się od czasu, gdy kurs jena przekroczył 160 za dolara, ale nie chciała komentować obecnych poziomów. Reuters cytuje jej słowa:
„Uważam, iż po żadnej ze stron nie ma najmniejszego wahania, jeżeli chodzi o zapobieganie nadmiernej zmienności, spekulacji i nieuporządkowanym zmianom na rynku.”
Według Japan Times Katayama przypomniała też, iż wyborcy nie zmienią od razu prezydenta ani jego gabinetu. „Mój odpowiednik prawdopodobnie też pozostanie ten sam” – powiedziała, mając na myśli sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta. W poniedziałek rano w Tokio za dolara płacono około 157,84 jena.
Wybory w USA a kurs USD/JPY
Sondaże i rynki predykcyjne wskazują, iż Demokraci prawdopodobnie przejmą Izbę Reprezentantów. Wynik w Senacie jest mniej pewny. Japan Times zauważa, iż jeżeli Demokraci zdobędą obie izby, mogą ograniczyć fiskalne plany Donalda Trumpa. To mogłoby obniżyć rentowności amerykańskich obligacji i osłabić dolara, co wsparłoby jena.
Katayama podkreśliła również, iż obaw o słabego jena nie ma tylko Tokio. Według niej Trump i premier Japonii Sanae Takaichi rozmawiali o tym podczas wrześniowego szczytu.
Lipcowy precedens
Rynek traktuje te słowa poważnie, bo w tym roku Japonia już raz poparła je czynami. 31 lipca japońskie Ministerstwo Finansów kupowało jeny razem z Departamentem Skarbu USA. To była pierwsza wspólna interwencja obu państw od 1998 roku. W oficjalnym oświadczeniu resortu Katayama napisała, iż Japonia „nie zawaha się” przeprowadzić kolejnej wspólnej interwencji.
Interwencja pomogła tylko na krótko. Przed nią kurs zbliżał się do 164 jenów za dolara, a po niej jen umocnił się do około 155. W ciągu kilku dni stracił jednak dużą część zysków, a w połowie sierpnia znów był w okolicach 159. Wielu analityków od dawna powtarza, iż kupowanie jena przez rząd może zatrzymać spadki tylko na jakiś czas. Trwałe odwrócenie trendu wymaga mniejszej różnicy stóp procentowych między Japonią a USA.
Bank Japonii szykuje grunt pod grudzień
W tej sprawie ważnym graczem jest Bank Japonii. Na posiedzeniu 30 października pozostawił stopę procentową na poziomie 1,25%, ale przekaz był wyraźnie jastrzębi:
- Bank uznał, iż po niemal 14 latach osiągnął cel inflacyjny 2%.
- Członek zarządu Hajime Takata głosował przeciw decyzji i proponował podwyżkę do 1,5%.
- Od stycznia bank ma sprzedawać więcej funduszy ETF: 860 mld jenów rocznie zamiast 330 mld.
- Prezes Kazuo Ueda zapowiedział, iż stopy będą omawiane na każdym posiedzeniu.
Większość ekonomistów ankietowanych przez Reutersa spodziewa się podwyżki do 1,5% w grudniu.
Krótko mówiąc, Tokio ma dziś dwa narzędzia: groźbę interwencji, mocniejszą dzięki wsparciu USA, oraz bank centralny, który coraz wyraźniej zapowiada wyższe stopy. Wtorkowe wybory w USA pokażą, czy jen będzie potrzebował któregoś z nich.

2 godzin temu






