Wincenty Pstrowski był modelowym bohaterem komunizmu, miał odpowiednie chłopsko-robotnicze pochodzenie i dla partii oddałby życie, co zresztą się bez jego woli stało. W najbardziej mrocznych czasach stalinowskich Pstrowski był jednym z pierwszych przodowników pracy, byli to szczególnie gorliwi pracownicy na froncie odbudowy Polski, ale w wersji „ludowej”. Komunistyczna władza robiła z nich gwiazdy medialne i stawiała pomniki, by w taki sposób zmobilizować do pracy bumelantów.
Wincenty Pstrowski był rębaczem w kopalni węgla kamiennego „Jadwiga” i tam zaczęła się jego wielka, ale bardzo krótka kariera. 27 lipca 1947 roku Pstrowski napisał list otwarty, w którym rzucił wyzwanie górniczej braci:
Od maja ubiegłego roku pracuję jako rębacz na kopalni „Jadwiga” w Zabrzu. W lutym br. wykonałem normę 240%, wyrąbując 72,5 m chodnika. W kwietniu wykonałem normę 293%, wyrąbując 85 m chodnika. W maju dałem 270%, wyrąbując 78 m chodnika.
Wywołało to prawdziwą lawinę, nie tylko w kopalniach, ale na budowach, w stoczniach i pozostałych zakładach pracy. Przekraczanie kolejnych norm bardzo gwałtownie stało się jedną wielką mistyfikacją, polegającą na tym, iż całe brygady pracowały na wynik jednego robotnika. Doskonale zostało to pokazane w filmie Andrzeja Wajdy „Człowiek z marmuru”. Silą rzeczy praca ponad ludzkie siły i to pod szyldem komunistycznej partii budziła coraz większe niezadowolenie w szeregach klasy robotniczej, a przodownicy pracy w oczach wielu robotników byli antybohaterami. Gdy w kwietniu 1948 roku Wincenty Pstrowski umarł na białaczkę, bardzo gwałtownie zaczęły krążyć po PRL-u złośliwe hasła:
Gdy chcesz trafić na Sąd Boski, pracuj tak jak Wicek Pstrowski.
Wincenty Pstrowski, górnik ubogi, przekroczył normę, wyciągnął nogi.
Wydarzania ostatnich dni to sentymentalna podróż do czasów słusznie minionych i na tę wycieczkę zabrały się wszystkie strony sporu politycznego. Zaczęło się od Dawida Kacprzyka, młodego radnego KO i lekarza bez specjalizacji, który w czterech szpitalach śrubował normy, a iż posiadał cudowny dar bilokacji, to był w stanie wyrobić 1 600 000 zł rocznie. Skonfliktowany z Kacprzykiem lekarz sygnalista Emil Jędrzejowski, na trzech umowach szpitalnych wyrobił kilka mniej i dodatkowo pochwalił się 40 000 operacji, które rzekomo miał osobiście wykonać w ciągu 16 lat, bo od tylu lat posiada specjalizację chirurga. W odbiorze społecznym tylko Jędrzejowski został bohaterem, Kacprzyk stał się wrogiem ludu, na co w pełni zasłużył, jednak tę moralną dychotomię ciężko zrozumieć, o ile spojrzy się obiektywnie na patologiczne zjawiska w służbie zdrowia.
Wczoraj objawił się jeszcze jeden współczesny Wincenty Pstrowski, tym razem intelektualista z fatalnym pochodzeniem społecznym i imperialistycznym nazwiskiem Dubois. Znany warszawski mecenas Jacek Dubois, reprezentujący prószkowskich mafiosów, czołowych polityków KO i celebrytów, został pełnomocnikiem Dawida Kacprzyka i tak uzasadnił niewiarygodne rekordy swojego klienta:
Jak Dawid Kacprzyk mógł pracować 11 godzin dziennie?@JacekDubois : „Jak pan Kacprzyk powierzył mi swoją sprawę, pracowałem nad nią przez dzień 16 godzin. o ile człowiek chce, pracuje”.
Źródło: @tvp_info pic.twitter.com/ntkn2FihPU
— OficjalneZero (@OficjalneZero) June 25, 2026
Do tego, iż lepsze towarzystwo siedzące na świecznikach, potrafi każdą patologię uświęcić i każdą szlachetność sponiewierać, niestety społeczeństwo się przyzwyczaiło. Gorzej, iż to samo społeczeństwo patrzy zezem albo zamyka jedno oko, żeby nie dostrzec fałszywych bohaterów swojego obozu politycznego i całą krytyczną energię przerzucić na bohatera wrogiego obozu. W taki sposób Pstrowscy rodzą się jak grzyby po deszczu, a cała reszta w pocie czoła podaje cegły i ładuje wózki z węglem, w wolnych chwilach powinna się także modlić, żeby nie trafiła na SOR, bez względu na to, który przodownik pracy będzie pełnił dyżur.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

7 godzin temu





