Kiedy strach i regulacje hamują innowacje

1 godzina temu

Powszechnie uznaje się, iż Komisja Europejska jest potężnym organem, jednak zakres jej rzeczywistych uprawnień przez cały czas jest niedoceniany.Instytucja ta nie tylko posiada wyłączność na przedstawianie projektów aktów prawnych, które będą obowiązywały prawie 450 milionów osób – a choćby znacznie więcej, jeżeli uwzględnić „efekt brukselski”, czyli dobrowolne przyjmowanie norm UE przez przedsiębiorstwa spoza Unii. Odgrywa ona również istotną rolę po opublikowaniu swoich wniosków, w trakcie procesu legislacyjnego, pełniąc funkcję koordynacyjną lub „pośredniczącą” w negocjacjach – tzw. „trilogach” – między państwami członkowskimi UE a Parlamentem Europejskim.

Co więcej, choćby po przyjęciu aktów prawnych UE Komisja Europejska ma ogromny wpływ na środki wykonawcze do tych aktów, ponieważ przewodniczy komitetom „komitologii”, w których zasiadają przedstawiciele państw członkowskich i których zadaniem jest podejmowanie decyzji w sprawie tych środków. Jak wynika z holenderskiej pracy doktorskiej, prawie 50 procent treści aktów prawnych jest ustalanych właśnie na tym etapie.

W badaniach na dużą skalę przeprowadzonych przez mój dawny think tank Open Europe stwierdzono, iż przepisy UE mają wpływ na około dwie trzecie wszystkich aktów prawnych w Unii. Pomimo tej ogromnej władzy proces decyzyjny Komisji Europejskiej często pozostawia wiele do życzenia. Nie tylko wiele wniosków przez cały czas przyjmuje się bez oceny skutków regulacji, ale czasami nie uwzględnia się w wystarczającym stopniu aspektów naukowych. Analiza przeprowadzona przez think tank ECIPE wskazuje, iż choćby w przypadku przeprowadzenia ocen skutków „koszty pośrednie i długoterminowe są często pomijane, marginalizowane lub całkowicie ignorowane”.

Ignorowanie dowodów naukowych

Najnowszym przykładem tego wszystkiego są próby przejęcia kontroli nad mediami społecznościowymi przez Komisję Europejską, która swoje działania uzasadnia troską o ochronę dzieci. Wśród wielu narzędzi legislacyjnych, jakimi dysponuje, znajdują się ustawa o usługach cyfrowych (DSA) oraz ustawa o rynkach cyfrowych (DMA). Godnym uwagi posunięciem była prezentacja unijnej aplikacji do weryfikacji wieku, która spotkała się z krytyką ze względu na kwestie prywatności, również dlatego, iż aplikacja ta została zhakowana zaledwie kilka godzin po jej zaprezentowaniu.

Co ważniejsze, belgijski profesor psychologii poznawczej Wouter Duyck ostrzega przed założeniami leżącymi u podstaw tego podejścia, wyjaśniając, iż wcale nie jest oczywiste, iż czas spędzany przed ekranem jest w ogóle szkodliwy. Niedawno napisał: „Ponieważ ludzie są umyślnie straszeni badaniami nad mózgiem, oto krótkie spojrzenie na największe badanie dotyczące mózgu. 12 000 powtórzonych skanów mózgów dzieci (co stanowi ogromną liczbę) opublikowanych w wiodącym czasopiśmie „Cortex”. Wniosek: „brak wpływu”.

W przytoczonej przez niego analizie zauważono, iż „analiza eksploracyjna mająca na celu przewidzenie wpływu korzystania z mediów ekranowych na rozwój sieci neuronowych nie wykazała istotnego wpływu SMA [skrót od ang. screen media activity] na dojrzewanie neuronów w okresie dwóch lat”.

The scientific basis for this is shaky. In the first place, this is obviously designed to restrict free speech for adults https://t.co/26L7KrBYLJ

— Pieter Cleppe (@pietercleppe) February 19, 2026

Również w kwestii polityki zdrowotnej władze wykonawcze UE są regularnie krytykowane za dość luźne podejście do konsensusu naukowego. W zeszłym roku komisarz UE ds. zdrowia Olivér Várhelyi otwarcie stwierdził, iż „nowe wyroby tytoniowe i nikotynowe stwarzają zagrożenie dla zdrowia porównywalne z tradycyjnymi”. Jest to po prostu sprzeczne z każdą oceną naukową. Na przykład, według brytyjskiego departamentu zdrowia, „najlepsze szacunki wskazują, iż e-papierosy są o 95% mniej szkodliwe dla zdrowia niż zwykłe papierosy”. Niedawno Várhelyi podtrzymał swoje stanowisko, wskazując nikotynę jako źródło otyłości i chorób serca, pomimo dowodów, iż głównymi czynnikami przyczyniającymi się do tych schorzeń są nadmierne spożycie cukru, niezdrowe odżywianie, nadużywanie alkoholu i brak aktywności fizycznej.

Pod koniec kwietnia koalicja 26 niezależnych naukowców i ekspertów ds. zdrowia publicznego skierowała do Komisji Europejskiej oficjalne pismo, w którym podkreślono, iż nie wszystkie produkty nikotynowe wiążą się z takim samym ryzykiem. Dołączając do niego szereg badań, autorzy zaznaczyli: „Europa nie może twierdzić, iż w kwestii nowotworów kieruje się wynikami badań naukowych, ignorując jednocześnie jedno z najbardziej podstawowych rozróżnień naukowych w dziedzinie zwalczania palenia tytoniu: różnicę między produktami dymnymi a bezdymnymi”.

Świadczy to o potrzebie prowadzenia polityki opartej w większym stopniu na dowodach naukowych na szczeblu UE. Debata toczy się w kontekście przeglądu dyrektywy w sprawie podatku akcyzowego od wyrobów tytoniowych (TED) oraz ewentualnej nowej dyrektywy dotyczącej „ekologicznej nikotyny”, której celem jest ograniczenie wpływu jednorazowych e-papierosów na środowisko. Tymczasem poszczególne państwa członkowskie, takie jak Belgia, wprowadzają zakaz stosowania aromatów w e-papierosach, pomimo negatywnych doświadczeń z takim podejściem w Holandii. Pokazuje to przynajmniej, iż Komisja Europejska może nie być jedyną instytucją, która ma braki w zakresie kształtowania polityki opartej na nauce.

Zasada ostrożności

U podstaw tego problemu leży stosowanie przez UE „zasady ostrożności”, której towarzyszy głęboko nienaukowa niechęć do jakiegokolwiek ryzyka. Zasada ta przewiduje, jak sama Komisja Europejska stwierdza, iż „w przypadku gdy dane naukowe nie pozwalają na pełną ocenę ryzyka, można się na nią powołać, na przykład w celu wstrzymania dystrybucji lub nakazania wycofania z rynku produktów, które mogą stanowić zagrożenie”.

David Zaruk, naukowiec i komentator specjalizujący się w kwestiach ryzyka i polityki UE, wyjaśnia, iż ta interpretacja zasady przez Komisję Europejską, wywodząca się z ekologicznej organizacji pozarządowej „European Environmental Bureau”, „w zasadzie odwraca ciężar dowodu, co oznacza, iż dopóki nie udowodni się z całą pewnością, iż dany produkt jest całkowicie bezpieczny, nie można go wprowadzić do obrotu”.

Zauważa on, iż w rezultacie „obecnie systematycznie wycofujemy produkty z rynku”. Na rynek nie trafiają żadne nowe pestycydy, a rolnicy tracą cenne narzędzia. A potem sytuacja jeszcze bardziej się skomplikowała, gdy Komisja stwierdziła: „przy okazji, musicie również udowodnić, iż nie jest to substancja zaburzająca gospodarkę hormonalną” [substancja chemiczna naśladująca działanie hormonów]. Cóż, kawa jest substancją, która zaburza gospodarkę hormonalną. W rzeczywistości samo zdefiniowanie substancji zaburzającej gospodarkę hormonalną jest dość trudne”.

Peter McNaughton, profesor farmakologii na Uniwersytecie Cambridge, uważa, iż gdyby w tamtych czasach zastosowano tę zasadę, aspiryna nie zostałaby dopuszczona do obrotu, stwierdzając: „Lek ten ma poważne skutki uboczne i dziś nigdy nie uzyskałby pozwolenia na dopuszczenie do obrotu. Jego korzyści są jednak ogromne i wciąż rosną”.

Cognitive dissonance in EU regulations

Why are we allowing the EU to set UK food regulations when it does so unscientifically, based on the precautionary principle?

The UK Food Standards Agency uses demonstrated risk and the probability of exposure, and so does the European… pic.twitter.com/s2l5JrtSQc

— Catherine McBride OBE (@CeeMacBee) February 10, 2026

Paternalizm

Zasada ostrożności jest głęboko zakorzeniona w unijnych przepisach dotyczących chemikaliów, na przykład w dyrektywie REACH z 2006 roku, jednym z najbardziej złożonych aktów prawnych w historii UE. Nakłada ona na przedsiębiorstwa obowiązek rejestracji substancji chemicznych w Europejskiej Agencji Chemikaliów (ECHA). Było to nie tylko bardzo uciążliwe pod względem biurokratycznym, ale także miało na celu powstrzymanie nowych podmiotów przed wejściem na rynek UE. W jakiś sposób paternalizm i protekcjonizm często idą w parze.

Zasada ostrożności została ponadto zapisana w planie działania Komisji Europejskiej mającym na celu ograniczenie spożycia alkoholu w celu zmniejszenia zachorowalności na nowotwory. W ten sposób Komisja zamierza wspierać państwa członkowskie UE w ograniczaniu dostępności cenowej i fizycznej alkoholu, a także w restrykcjach dotyczących reklamy i promocji. Chociaż istnieje oczywisty związek między nadużywaniem alkoholu a nowotworami, całkowicie możliwe jest spożywanie alkoholu w sposób odpowiedzialny i z umiarem. Ostatnie badania pokazują, iż choćby niskie lub umiarkowane spożycie alkoholu wiąże się z ryzykiem dla zdrowia, ale oczywiście pojawia się pytanie, czy ryzyko to jest proporcjonalne do polityki mającej na celu ograniczenie spożycia alkoholu przez osoby dorosłe. Powinny one mieć swobodę samodzielnego podejmowania decyzji w tej kwestii.

Według niemieckiego europosła z CDU Axela Vossa, tę paternalistyczną i niechętną do podejmowania ryzyka postawę można zaobserwować również w Parlamencie Europejskim, gdy mowa o regulacjach dotyczących innowacji cyfrowych. „W Parlamencie Europejskim większość ludzi kieruje się strachem i obawami i próbuje wykluczyć wszystko” – skomentował on podejście europosłów do sztucznej inteligencji. Może to pomóc wyjaśnić, dlaczego UE pozostaje w tyle za Stanami Zjednoczonymi i Chinami, jeżeli chodzi o sztuczną inteligencję.

W tym kontekście warto zauważyć, iż choć nauka nie zawsze stanowi inspirację dla prawodawstwa UE, to przynajmniej science fiction wydaje się nią być. W 2021 r. pracownik naukowy uniwersytetu KU Leuven, Domenico Orlando, wymienił w dość zabawnym artykule przykłady, w których jego zdaniem środki polityczne wydają się być „inspirowane fikcją”. Jako jeden z przykładów podaje on słynną już unijną ustawę o sztucznej inteligencji, która, jak zauważa, jest „pod wpływem obaw kultury popularnej dotyczących technologii, a nie czysto naukowych lub technicznych ocen”.

W ten sposób nawiązuje on do tego, jak w „jednym z odcinków serialu „Black Mirror” przedstawiono niedaleką przyszłość, w której jednostkom przyznawana jest punktacja społeczna w zależności od ich zachowania”. Według Orlando było to jedną z inspiracji do wprowadzenia zakazu stosowania punktacji społecznej w ustawie o sztucznej inteligencji.

Oczywiście być może istniały również uzasadnione, oparte na badaniach empirycznych argumenty przemawiające za systemem punktacji społecznej, ale nie ulega wątpliwości, iż ustawa o sztucznej inteligencji nie okazała się tak wielkim sukcesem, jak się spodziewano. Chwalona w 2023 roku jako „pierwsza na świecie kompleksowa ustawa dotycząca sztucznej inteligencji”, już teraz czeka ją przegląd mający na celu jej uproszczenie, tak aby stała się „prostsza” i „sprzyjająca innowacjom”. UE najwyraźniej nie wzięła sobie do serca, żeby pomyśleć dwa razy, zanim coś się zrobi.

"What is happening in the European Parliament is that most people are being guided by fear and concerns and trying to rule out everything." – MEP @AxelVossMdEP on AI regulation: https://t.co/sFi8BruqDL

— Pieter Cleppe (@pietercleppe) April 19, 2023

Idź do oryginalnego materiału