Zamieszanie dotyczące braku regulacji rynku kryptowalut w Polsce przynosi gorzkie owoce. KNF ogłosiła właśnie, iż po 1 lipca 2026 r. polskie firmy z rynku kryptowalut nie mogą u nas legalnie działać – w przeciwieństwie do zagranicznych podmiotów. Co czeka nasz rynek?
Wojna o ustawę
Sejm i Senat już raz przegłosowały polską ustawę o rynku kryptoaktywów. Prezydent Karol Nawrocki ją zawetował – zgodnie z wolą branży. Następnie rząd wpuścił do obiegu legislacyjnego nowy dokument. A adekwatnie „nowy”, gdyż jego treść była taka sama jak ta, którą głowa państwa odrzuciła. Zmieniono tylko numer druku, co samo w sobie jest… będę dyplomatą: niecodziennym zagraniem.
Sejm i Senat ponownie przegłosowały projekt ustawy (z jedną, nieszczególnie rewolucyjną poprawką Polski 2050). Teraz prezydent może go ponownie odrzucić lub podpisać. Skoro treść jest taka sama, logika sugeruje weto. I właśnie teraz KNF zaczyna wywierać na niego presję: twierdzi, iż bez tej ustawy polskie firmy nie mogą legalnie działać.
Każde państwo członkowskie jest zobowiązane do wyznaczenia swoim prawem krajowym adekwatnego organu odpowiedzialnego za wykonywanie funkcji i obowiązków przewidzianych w Rozporządzeniu MiCA. W związku z brakiem wejścia w życie w Polsce odpowiedniej ustawy żaden krajowy organ administracji publicznej nie został wyznaczony na terytorium RP jako adekwatny organ w odniesieniu do: a) oferujących, osób ubiegających się o dopuszczenie do obrotu kryptoaktywów innych niż tokeny powiązane z aktywami („ART”) lub tokeny będące e-pieniądzem („EMT”), b) emitentów ART i c) dostawców usług w zakresie kryptoaktywów
— czytamy we wtorkowym komunikacie KNF.
To KNF jest owym organem adekwatnym w odniesieniu do emitentów e-pieniędzy (EMT). I skoro prezydent zawetował ustawę (zdaniem branży, podkreślę to raz jeszcze, bardzo szkodliwą), jak twierdzi KNF, po 1 lipca 2026 roku krajowe kryptofirmy utracą możliwość świadczenia usług. Oczywiście mają alternatywę: mogą zarejestrować się w innym kraju Unii Europejskiej, tam zdobyć licencję i wtedy przez cały czas spokojnie działać w Polsce. Tak, dla takiej firmy w praktyce kilka się zmieni. Zmieni się za to wiele dla budżetu naszego kraju, gdyż podatki taki podmiot będzie już płacił nie w Polsce, a za granicą.
Dochodzi więc do kuriozalnej sytuacji: obóz rządzący dziś naszym krajem chciał „przepchnąć” szkodliwą dla branży ustawę, prezydent uratował sytuację, wetując dokument, a teraz KNF niemal oficjalnie wyprasza polskie podmioty do innych krajów.
Nikogo to już nie obchodzi?
Wiele kryptowalutowych firm i tak przygotowuje się już do prawnego exodusu, a niektóre zrobiły to już lata temu. Przykładem jest zondacrypto, która posiada swoją siedzibę na terenie Estonii.
Tocząca się dyskusja dotyczy przede wszystkim tego, jak będzie wyglądać proces uzyskiwania licencji MiCA w Polsce i jak będzie wyglądać przyszłość lokalnego rynku kryptowalut. […] w tej chwili znajdujemy się w zaawansowanej fazie procesu licencyjnego MiCA, prowadzonego poza Polską
— podała jeszcze w grudniu.
Nieoficjalnie wiemy, iż inne podobne podmioty idą w tym samym kierunku. Kto na tym skorzysta? Na pewno nie polskie państwo, nie wspominając o budżecie.
Dlaczego ustawa, którą chce przeforsować rząd, jest jednak taka zła?
Ustawa powinna jeden do jeden wprowadzać to, co wprowadza MiCA, a nie stanowić kaganiec na rynku krypto, jak to ma miejsce teraz
– zrecenzował ustawę dla Business Insidera Przemysław Kral, prezes zondacrypto.
Innymi słowy, polscy politycy otrzymali z Brukseli niemal gotowca, którego postanowili zepsuć.
Na koniec ważna informacja dla użytkowników polskich giełd i kantorów: dla was zmieni się niewiele. Po prostu będziecie nagle korzystać z np. „niemieckiej” giełdy, przez cały czas obsługiwanej przez Polaków.

18 godzin temu