Kolejny naganiacz do dłuższej pracy – tym razem Kamil Fajfer. Demaskuję obliczenia ZUS i założone tezy.

oszczednymilioner.pl 3 dni temu

Na portalu wyborcza.biz ukazał się ten artykuł https://wyborcza.biz/biznes/7,147880,32937997,pracujacych-emerytow-przestalo-przybywac-czas-by-rzadzacy.html . Kolejny ubolewający, iż Polacy nie chcą pracować dłużej niż muszą. Autor – Kamil Fajfer (znany z prześmiewczego „Magazynu Porażka”), politolog, rzuca tezę „Jest co najmniej kilka mocnych powodów, by po osiągnięciu wieku emerytalnego dalej pracować”. Wiem, powtarzam się, ale napiszę po raz n-ty – do dłuższej pracy zachęcają: kulturoznawcy, politolodzy, absolwenci dziennikarstwa itp., kompletnie nie potrafiący analizować danych, choćby jeżeli je powołują. Oto przykłady.

Teza 1. Zachętą do dłuższej pracy jest zerowy PIT. Wyjaśnijmy o co chodzi. PIT-0 – ulga podatkowa pozwalająca pracującym osobom w wieku emerytalnym nie płacić podatku do kwoty 85 528 zł rocznie, pod warunkiem niepobierania emerytury. Kompletnie żadna zachęta. Otóż teoretycznie 65-letni mężczyzna i 5 lat młodsza kobieta stoją przed wyborem:

  1. Pracować np. na pół etatu za medianę pensji 2700 zł/m-c i dostawać emeryturę 4500 zł (okolice średniej emerytury w 2026 r.). W sumie dostawać 7200 zł/m-c mając wolną połowę czasu.
  2. Nie pracować i pobierać emeryturę bez ulgi 4500 zł/m-c i mnóstwo wolnego czasu.
  3. Pracować na pełen etat i dostawać 5400 zł pensji, plus ulgę podatkową 348 zł (12% nadwyżki nad 2500 zł/m-c), oraz obietnicę wyższej emerytury w przyszłości. Razem – 5748 zł.
  4. Pracować na pełen etat, zarabiać 5400 zł pensji plus 4500 zł emerytury. W sumie 9900 zł. I także nie mieć czasu.

Pełnoetatowa praca warta jest mniej niż pół etatu i emerytura. Przecież to nie ma sensu. Emerytura pracującego równa się dodatkowe 4500 zł, ulga podatkowa ok. 350 zł. Co wybierzesz?

Teza 2. Waloryzacja składek bezkonkurencyjnie przebija wzrost wartości środków wrzuconych na giełdę. Powiem szczerze, Kamil Fajfer (którego stare opowieści niezmiernie mnie bawiły, a teraz niestety obniżył loty, zamiast bronić ludzi przed głupimi decyzjami, wpycha ich w ubóstwo) wybiera kompletnie dowolne dane . Wcześniej pisze: „Skumulowana waloryzacja od 2005 do 2025 roku wyniosła nieco ponad 400 proc. W przypadku giełdy mnożnik kapitału wyniósł „jedynie” około 220 proc.” Otóż, wybiera sobie tendencyjnie niezbyt korzystny okres, jako miernik „giełdę” czyli bliżej niesprecyzowany zakres i wyciąga wnioski. Otóż po raz kolejny podam moje OFE. Wchodziłem do systemu na jego starcie – kwiecień 1999. Wtedy jednostka uczestnictwa OFE NN (pierwszy dzień notowań) kosztowała 10 zł. Dzisiaj 117 zł. Wykres macie tutaj https://www.analizy.pl/fundusze-emerytalne/ENNE1/nationale-nederlanden-ofe, więc widzicie, dlaczego redaktor Fajfer pominął cały rok ( w tym czasie wzrost o prawie 70%, a waloryzacja ZUS 10%). Rzecz jasna OFE NN to tylko giełda, ale i papiery dłużne (bony, obligacje). Zatem okres 1999-2026 – OFE +1050%, ZUS – 550%.

Jeżeli uwzględnimy, IKZE – z jego systemem zachęt podatkowych, oraz fakt, iż emerytura posiada stały „parapodatek” – składkę zdrowotną 9%, wynik wyszedłby jeszcze lepiej. Opóźniając przejście na emeryturę przez cały czas płacimy składkę rentową, a renty nie dostaniemy, więc kolejne 1,5% odpada.

Podobnie PPK, które wielokrotnie z ZUS-em porównywałem. Oczywiście, sporo zależy od momentu, sytuacji na giełdzie, ale postawienie tezy „świetny ZUS, fatalna giełda” świadczy albo o grubej niewiedzy, albo celowej manipulacji.

Teza 3. Tak stworzony system oznacza, iż dłuższa praca równa się wyższej emeryturze. Półprawda, udowadniałem już kilka razy. Dłuższa praca równa się wyższej emeryturze, ale w niewielkim stopniu. Natomiast ryzyko zgonu rośnie dramatycznie. 65 r.ż dożywa 78% mężczyzn, 70 r.ż ok. 67%, a 75 r.ż. ok. 58%. Pomiędzy 65-tką, a 70-tką umiera 15% mężczyzn, którzy dożyli ustawowego wieku emerytalnego. Do 75-tki już 25%.

Widziałem (tendencyjne) tabele ZUS. Dla 65-latka prawdopodobieństwo zgonu wynosi 2.2%. Dla 70-latka już 3.2%, a dla 75-latka 4.6%. W wieku 76 lat, co roku umiera, 1 na 20 mężczyzn, którzy dożyli tego wieku.

Drastycznie spada jakość życia. Średni tzw. wiek życia w zdrowiu wynosi dla mężczyzn 62 lata.

Teza 4. Po pierwsze dłużej odkładamy składki, a więc mamy więcej kapitału do podziału. Niby prawda, ale weźmy „statystycznego męskiego emeryta”, który w wieku 65 lat dostaje 5300 zł brutto (ok. 4500 zł netto). Znając „równanie emerytalne” mnożymy 5300 zł x 222,7 miesięcy = 1.189.310 zł. Jego kapitał to milion. Pracując dłużej o dwa lata dostanie (weźmy pod uwagę historię) od ok. 8% (lata niskiej inflacji) do blisko 30% (wysoka inflacja i lata wyborcze). W sumie wygląda nieźle, zwłaszcza gdy ceny rosną. Większy przypis to wyższy kapitał o choćby (gdyby powtórzyły się lata 2024-2025) blisko 360.000 zł. Wygląda świetnie. Na papierze. Albowiem:

  1. nie mamy gwarancji takiego wzrostu (były lata z waloryzacją roczną 2%, jak i 14%).
  2. w czasie tych lat (2023-2024 bo za nie waloryzowano w latach 2024-2025) – moje OFE NN wzrosło o 40%. W 2026 r. (za 2025 r.) przyrost w ZUS wyniósł niecałe 10% a OFE NN ponad 30%. Czy przez cały czas „giełda przegrywa”.
  3. najważniejsze info – sam kapitał nic nie zmieni. Dostaniemy wyższą emeryturę (o te kilka, kilkanaście procent rocznie), ale skrócimy czas jej pobierania. Mężczyzna dożywa statystycznie 75 r.ż. Co nam po reklamowanej przez pana Fajfera waloryzacji 10%, skoro również o 10% (średnio dla facetów), skraca nam się okres pobierania?
  4. emerytura też jest waloryzowana, a wypłacony kapitał pracuje. Ktoś, kto poszedł na 4500 zł w 2026 r., opóźniając o rok miałby 10% większe świadczenie (4950 zł), ale decydując się w 65-te urodziny 54k w kieszeni i jeszcze 4738 zł emerytury. Zysk 212 zł, da się spokojnie zrównoważyć 5% zwrotem z 54k ulokowanych w obligacjach.

Teza 5. o ile zebraliśmy 300 tys. zł, to waloryzacja na poziomie 10 proc. oznacza dodatkowe 30 tys. zł do podziału na lata życia, które nam zostały. I tu dochodzimy do politologicznej nieumiejętności analiz matematycznych. Po pierwsze nie 300k. Skoro znamy średnią emeryturę, kapitał wynosi 1.189 mln, czyli ponad 3 razy więcej. Po drugie, nie 30k, a 119k (10% od 1,189 mln). Po trzecie, z tego nic nie wynika, ponieważ ZUS zwiększa długość życia, a ceny rosną. Po czwarte – „300k do podziału na ponad 200 miesięcy nie wyjdzie choćby emerytura minimalna, pracując dłużej nie podniesiemy świadczenia), więc wartość rzucona luźno, nijak nie odpowiada rzeczywistości. Tu przeprowadźmy realną symulację.

Facet dostaje te statystyczne 4500 zł brutto emerytury, jako opcja 1. Przez ten rok system wypłaci 54000 zł (4,5k x 12). Czekając rok dostaniemy waloryzacji 119k. Czyli opłaca się dłużej pracować, prawda? Nieprawda. Działa tu punkt 1 z tezy 4 (10% to dane z ostatniego roku, może być i 2%, albo 14%). Dodajmy jeszcze, iż „kapitał”, „subkonto” to tylko zapis księgowy, a nie realne pieniądze. Lepiej mieć oszczędności 54k na koncie niż 119k jako obietnicę. Im dłużej przeciągamy brak wypłat, tym więcej ryzykujemy (przypominam: pomiędzy 65 a 70 r.ż umiera 15% mężczyzn emerytów, a ciężko chorujących nikt nie liczy; pomiędzy 65 a 75 r.ż zatrważające 25%). Poza tym nigdy nie wiemy, ile lat nam zostało. Stąd opowieść „do podziału na lata życia, które nam zostały” równa się kłamstwu. 75 r.ż dożywa 58% Polaków płci brzydszej, wielu z nich ciężko choruje. Czy znajdziemy się w grupie szczęściarzy, nie wiadomo.

Teza 6. Po trzecie jeżeli dłużej pracujemy, to krócej będziemy pobierać świadczenie. A to oznacza, iż zgromadzony kapitał dzieli się na krótszy okres. Kolejna manipulacja. o ile dłużej pracujemy, możemy świadczenia nie dożyć, o czym była mowa. Wtedy nie dostaniemy nic. Zgromadzony kapitał dzieli się na teoretyczny okres, który ustalany jest dość arbitralnie. Okres dożycia wzrósł o 2 miesiące pomiędzy marcem 2025 i 2026 r. Ale to przecież nie oznacza wyższych wypłat łącznych. Wyobraźmy sobie mężczyznę, który idzie na średnie świadczenie w wieku 65 lat. Jest ono co roku waloryzowane. W punkcie 4 tezy 4 podałem Wam liczby rok wstrzymania się z emeryturą da 212 zł, odsetki od obligacji wyniosą 225 zł (54.000 zł czyli wypłacona przez rok emerytura x 5% /12 miesięcy). No i przez cały czas mamy 54k na koncie.

Potem następują bałamutne ZUSowskie przykłady, którym Kamil Fajfer wierzy bez sprawdzania. . „Przykładowo, mężczyzna urodzony w 1959 roku, z kapitałem początkowym 75 tys. zł i zarobkami na poziomie 60 proc. średniej krajowej, który mógł przejść na emeryturę we wrześniu 2024 roku, ale przepracował dodatkowy rok, zyskał świadczenie wyższe o 19,1 proc. Zamiast 3882 zł otrzyma 4623 zł”. Są to oczywiście kolejne manipulacje, co da się łatwo obalić, jeżeli macie chwilę cierpliwości.

Po pierwsze, wybranie roku 2024. Waloryzacja kapitału 14.8%. Manipulacja nr 1 – wybrano okres o najwyższej waloryzacji w historii. Podobny zdarzył się 2 razy.

Po drugie, liczmy – wzrost kapitału i odsetki. 3882 zł x 218,9 (przeciętne trwanie życia w 2024 r.) = 849.770 zł. 975.535 zł, czyli zyskał prawie 125k. Super. W tym czasie wypłacono mu 46.584 zł emerytury, o czym p.Fajfer i ZUS milczą. Od tej kwoty, dostaniemy prawie 200 zł odsetek miesięcznie. Czyli już 4080 zł kontra 4623 zł. Z 19% robi się już 13%. Manipulacja nr 2 – zapomnieli o wypłaconej emeryturze, która jeżeli przez cały czas pracujemy (i nie występujemy o świadczenie, przepada) i odsetkach od niej.

Po trzecie, 60% średniej pensji to 4908 zł brutto, czyli 3820 zł netto. Czy lepiej chodzić do pracy za 3820 zł pensji (uwzględniłem ten PIT 0%), czy siedzieć w domu za 3367 zł emerytury netto? Stopa zastąpienia 88%. Manipulacja nr 3 – epatowanie wzrostem, a nieuwzględnienie stopy zastąpienia, oraz wolnego czasu.

Po czwarte, emerytura w 2025 r. została zwaloryzowana o 5,5%. To daje 4095 zł. Doliczmy te 200 zł z kapitału i mamy 4290, przez cały czas zamiast 4623 zł (stale brutto). Z 19% zrobiło się 7,7%. Manipulacja nr 4 – zatajenie, iż emerytura też jest waloryzowana.

Po piąte, nieuwzględnienie zapłaconych składek. o ile „bohater ZUS” zarobił 60% średniej w 2024 r. to było to 4908 zł. Potrącone mu składki wyniosły 9,76% czyli 479 zł. Do tego 73 zł składki rentowej (1,5%), z której oczywiście nie skorzysta. Łącznie ok. 6636 zł wyrzuconych „psu w mordę”, żeby zyskać potem 333 zł/m-c. Ale to nie wszystko – przecież mamy jeszcze przedsiębiorców. Oni zapłacili ok. 1650 zł/m-c składek społecznych czyli blisko 20.000 zł. Ponownie, aby zyskać 4000 zł/rok. Manipulacja nr 5 – eksponowanie korzyści (czyli wyższej emerytury), bez podania kosztów (składki społeczne w okresie roku).

Po szóste – okres dożycia. W 2024 r. wynosił 218,9/m-c dla 65-latka. W 2025 r. dla 66 latka już 212,2 m-c. jeżeli potrafimy liczyć – 6,7 miesiąca na przestrzeni roku, a ile miesięcy ma rok? 12. Czyli nie zyskujemy pełnego roku w mianowniku, ale 6,7 miesiąca. 2 lata pracy od 2024 do 2026 byłoby to nie 218,9 m-c, ale 205,4m-c (13,5 m-c zamiast 24). Manipulacja nr 6 – zatajenie tablic GUS z długością dożycia.

Po siódme błędy w obliczeniach. Znając te dane, podstawmy sobie do „wzoru emerytalnego.” 975.535 / 212,2= 4597 zł. Zatem wcale nie 4623 zł ale jeszcze mniej 4597. Niby niewiele, ale różnica spada do 307 zł i 7,1%. Manipulacja nr 7 – niesprawdzenie błędów rachunkowych.

Po ósme – podatki. Efektywna stopa opodatkowania rośnie w Polsce wraz ze wzrostem dochodu. o ile ktoś ma 4597 zł płaci podatek 12% od nadwyżki ponad 2500 zł (kwota wolna) oraz 9% (zdrowotna) od całej kwoty. Teraz porównajmy. Emeryt, który „został w domu” miał w 2025 r. 4095 zł brutto emerytury. Od tego odejmijmy 369 zł zdrowotnej i 191 zł podatku dochodowego. Netto 3535 zł, ale plus 200 zł odsetek od kapitału = 3735 zł. Ten, który poczekał 1 rok, dostaje 4597 zł brutto – 413 zł zdrowotnej i 252 zł podatku dochodowego (pit 0% działa dopóki pracujemy). W efekcie 3932 zł. Ostateczna różnica wyniosła 197 zł i 5,3%, Mityczne 19,1% zmieniło się w 5.3%. Chyba nieco inna perspektywa.

Po dziewiąte – koszty pracy i korzyści z niepracowania. Dzięki Ci Hermesie, boże handlu, zysku i przekonującej mowy (a także kupców i złodziei), iż przeczytałem „Pieniądze albo życie”. Otóż, te 197 zł (a choćby 307 zł) zysku gwałtownie zniknie, o ile weźmiemy pod uwagę oszczędności z powodu niepracowania. Najpierw dojazd. Podam przykład pośredni – ktoś dojeżdża 10 km (w obie strony) dziennie, czyli 200 km/m-c. Przy cenie biletu miesięcznego 142 zł (wszystkie linie, Lublin), kilka zostaje. Paliwo 120 zł plus abonament parkingowy – 250 zł = 370 zł. i jesteśmy w plecy. A gdzie ubrania (50 zł/m-c), makijaże, jakieś składki. „Stary Joe” doliczyłby jeszcze darmowe 22 godziny miesięcznie na dojazdy, dekompresję, konsumpcję „na odreagowanie” itp. I te 197 zł znika z nawiązką.

Po dziesiąte – zjeść ciastko i mieć ciastko. Zarówno ZUS, jak i Kamil Fajfer nie rozważają dość oczywistego i popularnego wśród posłów scenariusza (co już daje do myślenia) – da się dalej pracować i brać emeryturę. Wtedy te wszystkie argumenty, choćby zmanipulowane liczby, tracą sens. Nasz „statystyczny emeryt” mógł sobie przecież pobierać te 3500 zł emerytury netto oraz jednocześnie 3600 zł pensji ( albo więcej o ile zarabia sporo). W sumie 7100 zł netto. Po roku dostajemy waloryzację, może podwyżkę, odsetki od kapitału. Wszyscy pracujący ze mną tak zrobili. Emerytura+pensja = złoty interes. Co mi po dodatkowych kilkuset zł za rok, jak mam 7100 zł dzisiaj. Politolog nie umie liczyć, a ZUS nas oszukuje.

Idź do oryginalnego materiału