Kolejny piewca „kultury zapierdolu” zakrzywia rzeczywistość. Poznajcie Jacka Dubois.

oszczednymilioner.pl 1 tydzień temu

Za przyczyną publicznego wystąpienia, do dwójki piewców „kultury zapierdolu” czyli pracy po 16 godzin dołączył trzeci muszkieter – znany medialnie adwokat Jacek Dubois. Nieprzypadkowo, bo ten sposób patrzenia na pracę dotyka przedstawicieli pokolenia boomerów (urodzony w 1962 r.), narażonego najsilniej na opowieści „wystarczy dużo pracować, żeby się dorobić”.

Co powiedział? Broniąc w studio swojego klienta, słynnego lekarza ze Szpitala Południowego w Warszawie – Dawida Kacprzyka, powiedział na wątpliwości Justyny Dobrosz-Oracz takie słowa, „Jak pan Kacprzyk powierzył mi swoją sprawę, pracowałem nad nią przez dzień, 16 godzin, żeby się przygotować do rozmowy z panią”. Pomijam manipulację, bo czym innym jest roczna praca średnio po 11 godzin, 6-7 dni w tygodniu, a czym innym jednorazowy 16-godzinny zryw. Pomijam kolejną, ponieważ media sprawdziły, iż dr Kacprzyk w czasie dyżurów uczestniczył w programach, posiedzeniach rady itd. czyli jednak nie pracował, a brał pieniądze, aby potem je zwrócić.

Skupiam się na samej oczywistości pracy przez 2/3 doby. Najlepiej ujęła ją Anna Maria Żukowska „To jest chory mental, który wtłaczało nam w mózgi pokolenie pana Dubois. Że jak ktoś nie pracuje po 2/3 doby, to jest leniem. A jednocześnie to właśnie pokolenie oczekuje od nas, żebyśmy w tym samym czasie mieli dzieci, które będą zasuwać na ich emerytury”. Zgadzam się w 100%. Płakanie nad niską dzietnością i wymaganie pracy po 16 godzin jednocześnie, przecież to czysta hipokryzja. Przy takiej liczbie dzieci, przynajmniej jedna osoba musi pracować normalnie tj. max. 8 godzin dziennie, przy średnio 40 godzinach w miesiącu. No chyba, iż mówimy o pomyśle rodem z PRL-u, gdy dzieci odbierano z placówek dopiero na weekend, albo podrzucano dziadkom (którzy też mają pracować 16 godzin dziennie, więc jak mają zająć się wnukami). Patologia. Aż dziwne, bo dziadek bohatera wpisu – Stanisław Dubois, patron ulic w dużych miastach, działał w przedwojennej partii ludzi pracy (PPS).

Kiedy zna się książkę „Adwokaci” Artura Nowaka, nie bez przyczyny dwóch z trzech piewców „16-godzinnego dnia pracy” (Dubois, Matczak) prowadzi kancelarie (Matczak-radca prawny, Dubois – adwokat). Dwaj są naukowcami (Matczak, Balcerowicz). Oba te światy promują całkowite oddanie zawodowi (słynny żart uniwersytecki o żonie i kochance „Żona myśli, iż jestem u kochanki. Kochanka, iż u żony. A ja sobie spokojnie pracuję w bibliotece”), oba tworzą fałszywy obraz świata, zakrzywiając rzeczywistość, dokładnie tak, jak w opisanej wyżej manipulacji. Z jednego zrywu, robi się regułę. Przypominam, zgodnie z Prawem o szkolnictwie wyższym i nauce, pensum profesora to 180 godzin…rocznie, przy czym mówimy o godzinach dydaktycznych (45 minut pracy głosem), czyli rzeczywiste 135 godzin rocznie, 3 godziny tygodniowo, plus 7-tygodniowe urlopy i sporo godzin wolnych. Stąd profesorowie-politycy, profesorowie-posłowie, profesorowie-ministrowie, profesorowie-dziennikarze, profesorowie-adwokaci. Próba sprzedania przywileju jako standardu i porównanie się np. z młodym budowlańcem, budzi śmiech, nie tylko Z-etek, ale i mnie – X-a. I o tym warto pamiętać, kiedy słuchamy Jacka Dubois.

Idź do oryginalnego materiału