Kołodziejczak o protestach rolników: Chaos i brak koordynacji!

2 godzin temu

Zamiast jedności – kolejny spór o to, jak protestować i kto ma prawo mówić w imieniu wsi. Wypowiedź Michała Kołodziejczaka po piątkowych protestach rolników w Warszawie nie dotyczyła samej umowy UE–Mercosur, ale formy sprzeciwu i roli liderów protestu. To właśnie ten wątek były wiceminister rolnictwa uznał za najważniejszy problem ostatnich wydarzeń.

Polityczny chaos zamiast nacisku? Kołodziejczak krytycznie o protestach rolników

Krytyka nie celu, ale sposobu działania

Kołodziejczak w programie „Poranny Ring” podkreślał, iż sprzeciw wobec umowy UE–Mercosur sam w sobie jest zrozumiały, ale – jego zdaniem – sposób organizacji protestów przyniósł efekt odwrotny do zamierzonego. W jego ocenie demonstracje były chaotyczne, źle skoordynowane i nieskuteczne politycznie, a to uderzyło w wizerunek całego środowiska rolniczego.

Były wiceminister zaznaczył, iż rolnicy jako grupa nie ponoszą odpowiedzialności za incydenty, które towarzyszyły protestom. Jednocześnie wyraźnie oddzielił uczestników od osób stojących na czele manifestacji, wskazując, iż to liderzy odpowiadają za eskalację napięć i brak kontroli nad przebiegiem wydarzeń.

Incydenty poza protestem i reakcja państwa

W tle protestów pojawił się poważny wątek kryminalny. Minister rolnictwa Stefan Krajewski poinformował o rozlaniu gnojowicy w pobliżu jego posesji, próbie uszkodzenia ogrodzenia oraz kierowaniu gróźb. Policja zatrzymała w tej sprawie 35-letniego mężczyznę z woj. lubelskiego. Prokuratura postawiła mu zarzuty m.in. gróźb bezprawnych i znieważenia konstytucyjnego organu, a także wystąpiła o jego tymczasowe aresztowanie.

Kołodziejczak podkreślał, iż takie działania – niezależnie od tego, kto za nimi stoi – osłabiają argumenty rolników i przenoszą uwagę opinii publicznej z meritum sporu na kwestie porządkowe i bezpieczeństwa.

Spór o przywództwo w protestach rolniczych

W swojej wypowiedzi poseł KO odniósł się również do postaci Sławomira Izdebskiego, który od lat funkcjonuje w przestrzeni protestów rolniczych. Kołodziejczak zarzucił mu brak umiejętności budowania trwałej reprezentacji rolników oraz działania, które – jego zdaniem – prowadzą do dalszego podziału środowiska.

W tej narracji najważniejsze było pytanie: czy obecna forma protestów rzeczywiście służy interesom gospodarstw rolnych, czy raczej utrwala konflikt i osłabia pozycję negocjacyjną wsi wobec rządu i instytucji unijnych.

Umowa UE–Mercosur w tle wydarzeń

Bezpośrednią przyczyną protestów była planowana finalizacja umowy handlowej UE–Mercosur. Porozumienie przewiduje preferencje celne dla części produktów rolnych, w tym uznawanych za wrażliwe: wołowiny, drobiu, cukru, nabiału i etanolu. W zamian kraje Ameryki Południowej mają szerzej otworzyć swoje rynki na towary przemysłowe z UE, m.in. maszyny, samochody i leki.

W ostatniej fazie negocjacji przyjęto wzmocnioną klauzulę ochronną, która umożliwia czasowe wyłączenie preferencji celnych, jeśli:

  • ceny produktów wrażliwych w UE spadną o 5 proc.,
  • lub na rynek trafi nagle nadmierna ilość towarów z Mercosuru.

Rząd zapowiedział jednocześnie próbę zaskarżenia umowy do Trybunału Sprawiedliwości UE, argumentując, iż mechanizmy ochronne są niewystarczające.

Jest data podpisania umowy Mercosur. KE potwierdza

Dwie narracje, jeden problem

Wypowiedź Michała Kołodziejczaka wpisuje się w szerszy spór o to, jaką strategię powinno przyjąć środowisko rolnicze wobec decyzji unijnych. Z jednej strony mamy presję uliczną i radykalne formy sprzeciwu, z drugiej – próbę wpływania na proces legislacyjny poprzez instytucje krajowe i europejskie.

Niezależnie od ocen, piątkowe wydarzenia pokazały, iż rolnicy pozostają podzieleni nie tylko w kwestii umowy Mercosur, ale także co do form reprezentacji i przywództwa. A to – jak wskazują politycy i analitycy – może mieć równie duże znaczenie jak same zapisy handlowego porozumienia.

Idź do oryginalnego materiału