Kombajny John Deere’a wykryją niedojrzałe zboże. A to nie koniec nowości

2 godzin temu

Jeszcze kilka lat temu kombajn był „po prostu” dużą maszyną do koszenia i młócenia. Dziś producent z jeleniem w logo coraz częściej mówi o swoich modelach X9 i S7 jak o komputerach na kołach, kombajnach cyfrowych. Modelowy rok 2027 to kolejny krok w stronę kombajnu, który myśli, przewiduje i wyręcza operatora. Pytanie brzmi: po co i co z tego ma rolnik?

Kombajn, który widzi więcej niż operator, bo sercem zmian jest rozwinięty system Predictive Ground Speed Automation. W praktyce to automatyczne sterowanie prędkością jazdy na podstawie:

  • map satelitarnych biomasy i wysokości plonu,
  • kamer zamontowanych w kabinie,
  • map ukształtowania terenu.

Maszyna nie jedzie już „na wyczucie” kierowcy. Analizuje dane przed wjazdem w łan i w czasie rzeczywistym. Widzi wylęgnięte zboże, gęste chwasty, zróżnicowaną biomasę. A teraz – w modelach MY27 – dochodzi Green Crop Detection, czyli wykrywanie zielonych roślin w dojrzałym łanie.

Po co to?

Bo w praktyce rzadko mamy pole jak z katalogu. Zawsze trafi się kawałek niedojrzały, podmokły, zachwaszczony. Nowy algorytm – wspierany większą mocą obliczeniową – rozpoznaje takie miejsca i automatycznie koryguje prędkość jazdy, zanim kombajn zacznie się „dławić” albo generować straty.

Efekt? Stabilniejsza wydajność i mniej nerwowego operowania maszyną, oraz automatyczne ustawienia żniw – mniej kręcenia, więcej koszenia. Natomiast drugi filar „cyfrowości” to rozwinięty system Harvest Settings Automation.

Kombajn po wybraniu modelu, rodzaju uprawy i lokalizacji sam ustawia:

  • szczelinę klepiska,
  • prędkość rotora,
  • obroty wentylatora,
  • ustawienia sit.

Operator wprowadza tylko dopuszczalne limity:

  • strat ziarna,
  • zanieczyszczeń,
  • uszkodzeń.

Resztę robi algorytm.

Do dotychczasowych upraw (kukurydza, soja, pszenica, jęczmień, rzepak, ryż) dochodzą: soczewica, groch, żyto, pszenżyto, owies i słonecznik. To ważne, bo pokazuje kierunek – producent chce, aby automatyka działała nie tylko w „głównych” gatunkach, ale również w bardziej zróżnicowanej produkcji.

Dla kogo to realna korzyść?

  • dla gospodarstw zatrudniających sezonowych operatorów,
  • dla tych, którzy pracują na wielu rozproszonych polach,
  • dla usługodawców, gdzie każda godzina postoju to strata.

Kombajn podłączony do świata

Cyfrowy kombajn to także łączność. Modele X9 i S7 mogą być fabrycznie wyposażone w JDLink Boost, czyli satelitarny system komunikacji działający tam, gdzie telefon już nie ma zasięgu.

Dane z maszyny – wydajność, wilgotność, lokalizacja – są przesyłane niezależnie od sieci komórkowej. W praktyce oznacza to:

  • stały monitoring pracy,
  • analizę danych po sezonie,
  • łatwiejszą diagnostykę.

To już nie tylko maszyna, ale element większego systemu zarządzania gospodarstwem.

Aktualizacje kombajnu jak w telefonie?

Ciekawym ruchem są pakiety Precision Upgrade. jeżeli ktoś kupił S7 lub X9 z pakietem technologii Select albo Premium, może przejść wyżej – do wersji Premium lub Ultimate.

To podejście znane raczej z branży IT niż z maszyn rolniczych. Oprogramowanie i funkcje stają się produktem samym w sobie. Kombajn przestaje być „skończony” w dniu wyjazdu z fabryki.

Mechanika też nie została zapomniana

Żeby nie było – to przez cały czas stal, przekładnie i ślimaki, a nie tylko piksele.

W modelach MY27 pojawiają się m.in.:

  • modułowe klepiska Tru-Thresh z możliwością zdalnej regulacji,
  • przygotowanie pod montaż systemu HarvestLab,
  • elektrycznie składana drabina,
  • nowy ślimak wyładowczy 10,7 m,
  • opcjonalny większy zbiornik ziarna 20 w X9.

Większy zbiornik i dłuższy ślimak to odpowiedź na coraz szersze hedery i rosnącą wydajność. Krócej mówiąc – skoro maszyna zbiera więcej na godzinę, musi też szybciej i sprawniej oddać ziarno.

Dlaczego John Deere mówi: „nasz cyfrowy kombajn”?

Bo zmienia się filozofia. Kiedyś najważniejsze było: ile ton na godzinę? Dziś równie ważne jest: ile ton przy minimalnych stratach, przy jakim obciążeniu operatora, w jak zmiennych warunkach, z jaką jakością danych do dalszego zarządzania gospodarstwem.

Producent wprost mówi o trzech celach:

  • zebrać plon w krótkim oknie pogodowym,
  • pomóc mniej doświadczonym operatorom,
  • utrzymać wysoką jakość ziarna.

W realiach coraz bardziej kapryśnej pogody i rosnących kosztów pracy ma to sens. Żniwa nie wydłużają się – przeciwnie, często się kurczą. Maszyna musi pracować szybciej, stabilniej i bardziej przewidywalnie niż człowiek.

Czy to przyszłość?

Cyfrowość w kombajnach to nie gadżet. To odpowiedź na:

  • niedobór wykwalifikowanych operatorów,
  • presję czasu,
  • rosnące wymagania jakościowe,
  • potrzebę dokładnych danych produkcyjnych.

Można oczywiście powiedzieć, iż dobry operator i tak „wyczuje” maszynę. To prawda. Ale pytanie brzmi: ilu takich operatorów mamy i ile kosztuje ich czas?

John Deere wyraźnie pokazuje, iż przyszłość żniw to połączenie żelaza z algorytmem. Kombajn ma nie tylko młócić – ma analizować, przewidywać i reagować szybciej niż człowiek.

A czy rolnik na tym zyska?

Jeśli technologia rzeczywiście ograniczy straty i przestoje – to odpowiedź jest prosta. W żniwa każda minuta i każde ziarno mają swoją cenę.

Idź do oryginalnego materiału