Kompendium systemu monetarnego część 6

pecuniaolet.wordpress.com 23 godzin temu

Krótkie kompendium wiedzy o systemie monetarnym i roli dolara

Obieg kapitałowy.

Proszę nie szukać tego pojęcia w innych źródłach. To mój wymysł. Nigdzie nie natrafiłem na coś podobnego. Ale pojęcie to i związany z nim model pozwoli nam zrozumieć i wyjaśnić wiele procesów nie tylko gospodarczych, ale także politycznych i społecznych. Pozwoli nam wyjaśnić i zrozumieć procesy, których klasyczna ekonomia nie potrafi wyjaśnić, ale których nie wyjaśnia także politologia i socjologia.

Ale wróćmy najpierw do naszego wykresu indeksów giełdowych. Musimy zrozumieć, iż wraz ze wzrostem ilości pieniędzy w kieszeniach nie uległ automatycznie zmianie sposób ludzkiego myślenia. Giełda jeszcze nie stała się obiektem masowej spekulacji. Kiedyś akcje i inne papiery wartościowe kupowano jako lokatę kapitału. Lokatę długoterminową, którą przekazywało się następnym pokoleniom. Poza tym istniały kryteria wyceny akcji, które były powiązane z dywidendą. Zwykle była to jej dziesięciokrotność. Spekulacja polegała na przewidywaniu, czy dywidenda jakiejś firmy wzrośnie, czy zmniejszy się, więc czy jej akcje warto sprzedać czy kupić. Nikt nie wyobrażał sobie powszechnych dzisiaj sytuacji, iż akcje firmy, która przynosi straty i prawdopodobnie nigdy nie zacznie przynosić zysków, osiągają astronomiczne ceny. Emitując akcje lub obligacje, firmy powoli ekspandowały, wprowadzały nowe produkty, wchodziły na nowe rynki. Pieniądze inwestorów umożliwiały im to. System ten tworzył realne produkty, realne usługi, a więc realne wartości. Ale mimo tego, iż wzrosła ilość pieniędzy u potencjalnych inwestorów, ciągle jeszcze był to rynek nabywcy. To potencjalni inwestorzy wybierali w szerokiej palecie papierów wartościowych. Akcje mało atrakcyjnych firm lub firm, których potencjał nie został wtedy rozpoznany, często nie znajdowały nabywców

Ale mniej więcej w połowie lat 80-tych rozpoczął się także proces komputeryzacji banków. Gdy komputery zaczęto łączyć w sieci, rozpoczął się także proces tworzenia nowego systemu monetarnego, który opisałem w pierwszej części. Systemu, w którym banki komercyjne de facto odebrały bankom centralnym monopol tworzenia (ale nie emitowania!) pieniędzy. Musimy zrozumieć, iż do tego momentu w obiegu była stała ilość pieniędzy wyemitowanych przez bank centralny. Na dodatek głównie w formie gotówki, w której odbywały się rozliczenia. Banki centralne, w obawie przed inflacją, nie były skłonne do zwiększania ilości pieniędzy w obiegu. Zwiększały ją dopiero wraz ze wzrostem gospodarczym.

Jak doszło do powstania nowego systemu monetarnego, który odebrał bankom centralnym emisję pieniędzy? Nie wiem. Podejrzewam, iż nikt tak naprawdę tego nie wie. Z pewnością ktoś wpadł na taki pomysł, ale czy potem banki porozumiały się między sobą i była to jakaś skoordynowana akcja, czy działały osobno, czy poinformowały banki centralne o zmianach, czy działały w porozumieniu z BIS? Czy był to proces sterowany? Czy zdawano sobie sprawę z jego konsekwencji? Pytania można mnożyć. Nie tylko nigdzie nie znalazłem na nie odpowiedzi, ale w ogóle nie znalazłem takich pytań. Nikt ich nie zadaje! Gdy sobie uświadomimy, iż proces ten w dużej mierze do dzisiaj jest choćby dla sporej części fachowców nieznany, to z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy przypuszczać, iż przebiegł on spontanicznie, bez żadnych uzgodnień i banki centralne w pewnym momencie stanęły przed faktem dokonanym. To, iż dopiero w 2014 roku został on oficjalnie potwierdzony przez pierwszy bank centralny (Bank of England), może być tego dowodem. Nie można jednak wykluczyć, iż był to starannie zaplanowany i zrealizowany projekt. Ale przez kogo?! Przyjmując taką hipotezę wkraczamy na teren teorii spiskowych… Kiedy rozpoczął się ten proces? Wszystko wskazuje na to, iż w drugiej połowie lat 90-tych. Dopiero wtedy międzybankowe sieci komputerowe były w dostatecznym stopniu rozbudowane.

Ale wróćmy do pojęcia obiegu kapitałowego i wyjaśnijmy sobie parę rzeczy. Może najpierw co to takiego jest. Według mnie pieniądze krążą dzisiaj niejako w dwóch światach i w dwóch głównych obiegach: obiegu gospodarczym i obiegu kapitałowym. Obieg gospodarczy wszyscy znamy – to produkcja, sprzedaż i zakup realnych produktów i usług. W obiegu kapitałowym uczestniczą ci, którzy „grają na giełdach”. Obieg kapitałowy to kupno i sprzedaż papierów wartościowych i innych „produktów finansowych”. To pomnażanie kapitału, czyli pieniędzy, których przeznaczeniem nie jest kupno towarów i usług, ale jedynie właśnie ich pomnażanie. Obydwa obiegi działają niejako równolegle, ale posiadają wiele punktów wspólnych, wzajemnie zazębiają się i są od siebie zależne.

Jak powstał obieg kapitałowy? Aby to wyjaśnić musimy przypomnieć sobie to, co pisałem o wykładniczym wzroście dochodów kapitałowych. Do pewnego momentu rosnąca gospodarka wchłaniała rosnący kapitał. Potem z „pomocą” neoliberalizmu stworzono nowego dłużnika-odbiorcę, czyli państwa. Ale wykładniczy wzrost dochodów kapitałowych spowodował, iż mimo tych wysiłków, od pewnego momentu zaczęło brakować odbiorców dla coraz większej ilości kapitału. Ta masa pieniędzy zaczęła żyć własnym życiem. Ludzie, którzy byli na jej usługach, zaczęli tworzyć dla niej nowe źródła dochodu. Powrócono do pomysłów zapomnianych od czasu wielkiego kryzysu, zaczęły także powstawać nowe „produkty finansowe”. Ale popatrzmy na mechanizm, jaki stoi za obydwoma obiegami. Spróbuję przedstawić go na poniższym schemacie.

Musimy tu sobie trochę wyjaśnić, jak funkcjonuje obieg kapitałowy. Nie wszystkie pieniądze, które w nim krążą, trafiają w formie pożyczek (rzadziej kredytu) do obiegu gospodarczego. Jest ich po prostu za dużo. Część z nich trafia więc na giełdę. Ograniczona ilość handlowanych tam produktów finansowych, przy coraz większej ilości pieniędzy, dla których ich właściciele szukają możliwości zainwestowania, powoduje normalny, inflacyjny wzrost ich cen. To jest mechanizm wzrostu wszystkich indeksów giełdowych! To, co się dzieje na giełdach, już dawno przestało mieć jakikolwiek związek z realną gospodarką. Przestało też mieć jakikolwiek związek ze zdrowym rozsądkiem!!

Musimy też zrozumieć, dlaczego dawniej nie mógł powstać obieg kapitałowy w tak rozbudowanej formie jak obecna oraz zrozumieć różnicę między dawnymi bańkami spekulacyjnymi a obecnym stanem indeksów giełdowych. Wystarczy popatrzeć na maleńki, ledwo widoczny „pryszcz”, który w 1929 roku doprowadził do krachu na giełdach oraz wielkiego kryzysu i porównać go z obecnym stanem! Obecny, niewyobrażalny wprost poziomu indeksów giełdowych jest możliwy dzięki temu, iż nie istnieje stała ilość pieniędzy w obiegu. Przy stałej ilości pieniędzy, gdy jest ona w dodatku limitowana parytetem złota, odpływ pieniędzy z obiegu gospodarczego do obiegu kapitałowego jest możliwy tylko do pewnego momentu – gdy osiągnięta zostaje „granica bólu”, czyli w obiegu gospodarczym pozostaje zbyt mało pieniędzy, by mógł on funkcjonować. Mówiąc inaczej – procesy deflacyjne uniemożliwią działalność gospodarczą. W obecnym systemie monetarnym istnieje stały dopływ nowych pieniędzy do obiegu gospodarczego. Nie znaczy to jednak, iż system może funkcjonować wiecznie!! Ten dopływ musi być coraz większy, by mógł on skompensować coraz szybszy odpływ pieniędzy. Muszą więc być brane coraz większe kredyty. Ich obsługa, czyli ich spłata wraz z odsetkami, przekracza w pewnym momencie możliwości kredytobiorców. Ci kredytobiorcy to osoby prywatne, firmy i państwa. Obecny system nie likwiduje przyczyny nieuchronnego kolapsu, ale jedynie znacznie odsuwa go w czasie. Daje też możliwość zastosowania całego wachlarza trików, które dodatkowo spowalniają ten proces.

W obiegu kapitałowym mają miejsce dwa fenomeny, które traktowane są jako pozytywne, podczas gdy w obiegu gospodarczym mają one negatywne działanie. Pierwszy z nich: popyt na produkty, których cena wzrasta, maleje w obiegu gospodarczym. W obiegu kapitałowym jest odwrotnie – wzrost cen akcji i innych produktów finansowych powoduje wzrost popytu na nie. Drugi: zwiększony dopływ pieniędzy do obiegu gospodarczego traktowany jest jako „psucie pieniądza”, gdyż powoduje inflację. Zwiększony dopływ pieniędzy do obiegu kapitałowego postrzegany jest jako wzrost bogactwa, czyli coś pozytywnego.

W tym momencie musimy sobie wyjaśnić kilka rzeczy. Pierwsza to z pozoru idiotyczne pytanie: Czy ludzie ze sławetnej listy Forbes faktycznie są coraz bogatsi? Bo na czym polega wzrost ich bogactwa? Na większej ilości złotych monet, banknotów o wysokim nominale, większej ilości zer na kontach bankowych? Nie! Polega na inflacyjnym wzroście wartości posiadanego majątku – najczęściej są to pakiety akcji. To jest główny mechanizm wzrostu ich bogactwa. Ale jest to także identyczny mechanizm z jakim mieliśmy do czynienia w latach 80-tych. Na początku tych lat maluch, czyli Fiat 126p, kosztował koło 130-150 tysięcy złotych. Jego właściciel mógł zatem powiedzieć, iż na osiedlowym parkingu stoi majątek o takiej wartości. Po 10 latach, czyli na przełomie lat 80 i 90-tych, właściciel tego samego, trochę już podrdzewiałego malucha, mógł powiedzieć, iż na osiedlowym parkingi stoi majątek o ponad milionowej wartości. Czy jego majątek wzrósł? Różnica pomiędzy obydwoma przypadkami polega na tym, iż na ludzi z listy Forbes patrzymy z innej perspektywy. Patrzymy z innego świata, jakim jest obieg gospodarczy.

Ale oczywiście w międzyczasie faktycznie zarabiają pieniądze, inwestują je i powiększają swój majątek. Dochodzi do koncentracji kapitału. Jest to kolejny fenomen, którego ekonomia nie potrafi wyjaśnić, i który media przedstawiają nam jako koncentrację bogactwa. Paradoksalnie nikt tego nie ukrywa, także Marks o tym pisał, ale wyjaśnienia przyczyn tego fenomenu próżno szukać (także u Marksa!); najwyżej bredzi się coś o podatkach. Wyjaśnijmy więc to sobie. Ale najpierw musimy uświadomić sobie coś, co dla wielu osób będzie szokiem: codziennie spłacamy cudze długi!! Jak to możliwe? Raty i odsetki od kredytów i pożyczek zawarte są w cenach produktów i usług, które codziennie kupujemy. Oczywiście pseudonauka, jaką jest ekonomia, nie bada jaki jest to procent cen! Ale kto nie chciałby tego wiedzieć!! Kupujemy na przykład bułkę w piekarni. Popatrzmy (w ogromnym uproszczeniu!!) co się kryje za jej ceną: rolnik wziął kredyty na budynki gospodarcze, maszyny, nawozy, ziarno na siew i wliczył je w cenę zboża. Handlarz, który to zboże od niego kupił, wziął kredyt na spichrze i suszarnie, który też wliczył w swoją cenę. Młynarz na budynki i urządzenia we młynie. Piekarz na piekarnię i jej wyposażenie. Spłata wszystkich tych kredytów sumuje się w cenie bułki, którą kupujemy! A do tego dochodzą oczywiście długi producentów maszyn, nawozów, paliw, firmy budowlane… Nie istnieją żadne oficjalne badania, które chociażby próbowały w przybliżeniu określić jaki procent cen stanowi spłata długów i odsetków od nich. Nieliczne nieoficjalne próby, do których dotarłem, twierdzą, iż jest to od 10% w wypadku nisko przerobionych towarów i usług (np. w domu publicznym) do 60% w wypadku nieruchomości. Wszyscy podkreślają, iż szacunki te są mocno zaniżone. Przyjmuje się, iż dla przeciętnego człowieka ok 40% wydatków to spłata cudzych długów. Co to ma wspólnego z koncentracją kapitału? Załóżmy, iż zarabiamy rocznie 12 x 6.000 = 72.000 PLN netto. Załóżmy też, iż nasze roczne wydatki to 70.000 PLN. Czyli 40% od tej sumy to coroczna spłata cudzych długów: 70.000 x 0,4 = 28.000 PLN. jeżeli chcemy być beneficjentami obecnego systemu monetarnego, to musimy mieć dochody kapitałowe wyższe od tej sumy! Mówiąc obrazowo: odsetki z naszych lokat bankowych muszą być wyższe od tych przykładowych 28.000 PLN, czyli wyższe niż nasze roczne wydatki. Wtedy pieniądze będą przepływać do nas i będą się u nas gromadzić. Wraz z rosnącą ilością pieniędzy w obiegu kapitałowym, coraz wyższe warstwy społeczne mają kłopoty z osiągnięciem dochodów kapitałowych o koniecznej wysokości. Po prostu brakuje dla nich obiektów zyskownych inwestycji. Dostęp do nich mają jedynie najbogatsi i najbardziej wpływowi, a jak i dla nich brakuje, to zawsze mogą stworzyć bańkę spekulacyjną, kryzys, rozpętać jakąś wojnę, zorganizować gdzieś przewrót, kolorową rewolucję lub pandemię. Pieniądze przepływają więc do tych, którzy mają możliwości sterowania tym przepływem. Przedstawiciele coraz to wyższych klas społecznych, zmuszeni są do „przejadania” posiadanego kapitału. Klasa średnia w wielu krajach dawno już przestała istnieć, teraz coraz szybciej ubożeje tzw. upper class. Proces ten nie przebiega raptownie i jest dla przedstawicieli tych klas niezauważalny, a jego mechanizm jest niezrozumiały, więc nie rezygnują z dotychczasowego stylu życia. Ich kapitał, czyli firmy, lub udziały w firmach, które posiadają, przynoszą wprawdzie niższe, ale wystarczające do życia dochody, więc sądzą, iż wszystko jest w porządku. Nie rozumieją, iż te dochody nie nadążają za hiperinflacją w obiegu kapitałowym i z beneficjentów systemu monetarnego stali się jego ofiarami, a ich kapitał przepływa do warstw bogatszych.

Piketty w swojej książce „Kapitał w XXI wieku” potrzebował ponad tysiąc stron, by dojść do tego samego wniosku! Chyba zrobiłem to trochę krócej. Poza tym Piketty ani słowem nie wyjaśnił przyczyny tego zjawiska.

Wspominałem, iż istnieje jeszcze jeden mechanizm umożliwiający branie wyższych kredytów. Teraz przyszła pora, aby go wyjaśnić. Kredytów nie daje się „na piękne oczy”. Trzeba dać jakieś zabezpieczenie. Domyślamy się już, iż tym zabezpieczeniem są rzeczy, których wartość w obiegu kapitałowym rośnie. Gdy rośnie wartość posiadanych papierów wartościowych lub nieruchomości, to wydaje nam się, iż jesteśmy bogatsi (sławetny wealth effect) i pod ich zastaw możemy wziąć wyższy kredyt. Jest to więc mechanizm działający na zasadzie sprzężenia zwrotnego.

Inną rzeczą, którą koniecznie należy wyjaśnić, i która nas wszystkich dotyka, jest rzekoma inflacja. Ceny praktycznie wszystkiego rosną coraz szybciej i wszyscy mówią o inflacji. Owszem, efektem inflacji jest wzrost cen, ale czy działa to w dugą stronę i każdy wzrost cen jest skutkiem inflacji? Nie! Wyjaśniłem wcześniej, iż inflacja to trwałe zachwianie równowagi pomiędzy ilością towarów i usług na rynku na korzyść pieniądza. Czy nasze dochody wzrosły? Nie. Wręcz zmalały!! Nie mamy zatem do czynienia z inflacją, ale z deflacją!! Jaka jest zatem przyczyna wzrostu cen? Owszem jest to inflacja, ale w obiegu kapitałowym!! Po prostu wiele towarów jest równocześnie obiektem spekulacji. Obiektami spekulacji są źródła energii – jak ropa, gaz czy węgiel, surowce i żywność. Gdy ich cena w obiegu kapitałowym rośnie, musimy za nie więcej zapłacić. Inflacja w obiegu kapitałowym wywołuje więc wzrost cen i deflację w obiegu gospodarczym. To jeden z wielu przykładów, które jasno i przejrzyście wyjaśnia mój model, a którego nie jest w stanie wyjaśnić pseudonauka, jaką jest ekonomia.

Idź do oryginalnego materiału