Kompendium systemu monetarnego część 8

pecuniaolet.wordpress.com 3 dni temu

Kompendium systemu monetarnego część 8

Cześć 7

Tak, wiem, wszyscy żyją teraz amerykańsko-izraelskim atakiem na Iran. I ja także. Nie jest on dla mnie żadnym zaskoczeniem, spodziewałem się go już dawno. Ale akurat skończyłem kolejny odcinek mojego kompendium systemu monetarnego, więc sądzę, iż warto też zrozumieć, co doprowadziło do tej sytuacji i co mam nadzieję nie doprowadzi do nuklearnego ataku Izraela. Tego się najbardziej obawiam!!! Jak na razie sprawdzają się moje przewidywania, iż dojdzie do eskalacji w działaniach Zachodu. Także Europa nie pozostaje w tyle! Rosyjski wywiad donosi o angielskich i francuskich planach potajemnego dostarczenia Ukrainie broni atomowej. Oczywiście, nie można wykluczyć, iż jest to rosyjski fejk, ale akurat w tę wiadomość skłonny jestem uwierzyć, zwłaszcza, iż i sama Ukraina i Zachód już od dawna o tym przebąkują. Ale przede wszystkim dlatego, iż Zachód jest już tak zdeterminowany, iż każde szaleństwo z jego strony jest możliwe. Z kolei Putin spodziewa się ataków na rosyjskie rurociągi TurkStream i Blue Stream. On także spodziewa się dalszej eskalacji ze strony Zachodu. Ale przejdźmy wreszcie do kolejnej części kompendium.

Krótkie kompendium wiedzy o systemie monetarnym i roli dolara

Pojęcia i tematy dodatkowe.

Omówmy sobie teraz kilka pojęć oraz elementów, które są swego rodzaju dodatkami, lub uzupełnieniem systemu monetarnego. Zacznijmy może od pojęcia, które adekwatnie jest częścią składową systemu, i o którym już wspominałem, a które znane jest pod określeniem „drukowanie pieniędzy”. W języku fachowym nazywa się to

luzowanie ilościowe

a po angielsku quantitative easing czyli QE. Wspominałem już o tym krótko i obiecałem napisać więcej, więc pora trochę rozszerzyć ten temat. Metoda ta jest stosowana w sytuacjach, gdy bank centralny chce zachęcić banki komercyjne do udzielania kredytów. Polega ona na skupie papierów wartościowych – głównie obligacji państwowych – leżących „bezczynnie” w bankach i zamianie ich na pieniądze, które banki użyją do udzielania kredytów (a adekwatnie pożyczek!). Jak widzimy jest to kolejny relikt przeszłości. Najlepszym dowodem na to jest Japonia. Bank of Japan stosuje tę metodę od 2001 roku bez żadnych skutków a ekonomiści nie potrafią wyjaśnić, dlaczego nie ma tam hiperinflacji. Banki nie potrzebują tych pieniędzy do udzielania kredytów! Ale potrzebują ich do wzajemnych rozliczeń. Osobiście mam inne wyjaśnienie przyczyn, dla których główne banki centralne zdecydowały się na tę metodę. Wyjaśniałem już, iż przy codziennych rozliczeniach międzybankowych sumy przelewów bilansują się i faktyczne sumy przelewów są dużo niższe. Gdy jakiemuś bankowi brakuje pieniędzy, to banki pożyczają je sobie na krótki okres – najczęściej są to tzw. transakcje “overnight” – na jedną noc. Gdy w 2008 roku wybuchł kryzys, banki straciły do siebie zaufanie. Nie były skłonne do udzielania sobie pożyczek. Rozliczenia międzybankowe stały się problemem. Musimy sobie wyjaśnić, iż obok rozliczeń „normalnych” klientów, banki obsługują także rozliczenia transakcji giełdowych. W czasie kryzysu przepływy pieniędzy z tych transakcji były często „w jedną stronę” i nie bilansowały się. Pożyczanie sobie tak ogromnych sum było ryzykowne. Moim zdaniem był to główny powód decyzji skupu obligacji państwowych. Banki centralne postanowiły dać bankom komercyjnym tyle pieniędzy, by nie musiały udzielać sobie pożyczek. Ale szczerze mówiąc efekt tej akcji jest dla mnie zagadką. To jedna z „białych plam” w mojej układance. Nigdzie nie znalazłem wyjaśnienia, gdzie te pieniądze „wsiąkły”! Może być wiele wyjaśnień. Instytucje finansowe, czyli tzw. shadow banks, otrzymały konta w bankach centralnych – tak jak banki komercyjne – i tam wylądowała duża część tych pieniędzy. Nigdzie nie znalazłem informacji na ten temat i bardzo wątpię by tak było. Jest to więc bardzo mało prawdopodobne. Dużo bardziej prawdopodobne jest to, iż banki komercyjne stworzyły dla parabanków i funduszy inwestycyjnych konta depozytowe, wyłączone z ich bilansów – podobnie jak nasze depozyty papierów wartościowych. Pieniądze tych instytucji byłyby więc zabezpieczone przed bankructwem banków, a rozliczenia odbywałyby się bezpośrednio pomiędzy nimi. Banki byłyby jedynie pośrednikami. Ale także tutaj konieczna byłaby aktywna kooperacja banków centralnych. Nigdzie nie spotkałem się z potwierdzeniem także tej hipotezy. Ale za to wiele razy spotkałem się z informacją o rozliczeniach gotówkowych transakcji giełdowych. Także wiele razy słyszałem o inwestorach (bardzo znanych!), którzy przechowują ogromne ilości gotówki. Możliwe więc, iż ogromna część tych pieniędzy zamieniona została na gotówkę, krąży w obiegu kapitałowym i używana jest do anonimowych transakcji. To wyjaśnienie jest bardziej prawdopodobne. Ale najbardziej prawdopodobne jest wykorzystanie tych pieniędzy do zakupu przez banki nowych obligacji państwowych bez konieczności brania pożyczki w banku centralnym. To jeden z wielu przykładów tajemniczości naszego systemu monetarnego!

Euro

Euro to oczywiście wspólna waluta (części) państw Unii Europejskiej. Euro nie było projektem monetarnym, ale politycznym. Chodziło o pozbawienie Niemiec ich Marki i odebranie im możliwości prowadzenia wojen walutowych w Europie. Wprowadzenie Euro przez Niemcy było jednym z warunków zgody na zjednoczenie Niemiec. Jak to bywa z projektami politycznymi, wzięli się za to dyletanci. Właśnie z powodów politycznych nie skopiowano w całości innej wspólnej waluty, czyli amerykańskiego dolara. Już widzę opadające ze zdziwienia szczęki… Tak, tak, dolar jest wspólną walutą zjednoczonych amerykańskich stanów! Teren USA podzielony jest na 12 dystryktów, w których działa 12 banków centralnych. To właśnie te banki są bankami prywatnymi. Jedynie ich „czapa” – czyli Rezerwa Federalna – jest instytucją federalną. Podobnie jest z Euro. Każdy kraj ma swój własny bank centralny, a ich jednostka nadrzędna, czyli Europejski Bank Centralny, jest instytucją unijną. Ale jaka jest różnica między dolarem i Euro? W USA długi wszystkich stanów są wspólne. Dług Chicago jest długiem tylko dla tego miasta, dług Teksasu jest długiem tylko dla tego stanu, na zewnątrz są to długi USA. W Europie z powodów politycznych jest to niemożliwe. Dług Francji jest długiem jedynie Francji, dług Grecji jest długiem Grecji. To osobne długi, odmiennie oprocentowane, jedynie waluta jest wspólna.

Czy to jest przyczyna kłopotów Euro? I tak i nie. Wspólna waluta może funkcjonować także bez uwspólnotowienia długów. Warunkiem jest to, by żaden kraj nie żył ponad stan. Przed wprowadzeniem Euro robiły to kraje południa Europy – głównie Włochy i Grecja. Windowano tam dochody społeczeństwa, inflacja (prawdziwa!) była wysoka, a gdy produkty tych państw przestawały być cenowo konkurencyjne, to dewaluowano waluty. Przy wspólnej walucie taka zabawa jest niemożliwa – nie można zdewaluować wspólnej waluty. Dlatego do projektu Euro wprowadzono kryterium 2-procentowej inflacji. To, iż posłużono się pojęciem inflacji było pierwszym błędem. Termin ten jest dziś tak rozmyty, iż jako inflację przyjmuje się każdy wzrost cen, co w tej chwili nie jest prawdą. Dużo lepszym kryterium byłyby jednostkowe koszty pracy. Co to takiego? Stosunek sumy wszystkich płac do produktu krajowego brutto. Jest to więc w zależności od punktu widzenia (który jak wiadomo zależy od punktu siedzenia) albo koszt wytworzenia PKB albo to, ile z wytworzonego PKB zostało w kieszeniach jego wytwórców. jeżeli ten stosunek zmienia się na korzyść płac, to mamy do czynienia z faktyczną inflacją. A co się dzieje, gdy wydajność pracy rośnie, rośnie PKB, ale odpowiednio nie rosną płace? Wtedy produkty tego kraju stają się bardziej konkurencyjne od produktów innych państw strefy Euro. Kraje te mają deficyt handlowy i stają się dłużnikami kraju o bardziej konkurencyjnych produktach. O czymś takim twórcy Euro nie pomyśleli! A dokładnie to zrobiły Niemcy. Tamtejszy rząd wykorzystał fakt, iż niemieckie społeczeństwo jest posłuszne i nie buntuje się, więc zaraz po wprowadzeniu Euro rozpoczął proces obniżek płac lub przynajmniej ich zamrożenia przy równoczesnym wzroście wydajności pracy. Efekty tego widzimy dziś w formie gigantycznego zadłużenia większości państw europejskich.

CBDC

CBDC to skrót on angielskojęzycznego określenia Central Bank Digital Currency, czyli waluta cyfrowa banku centralnego. adekwatnie nie jest to nic nowego, gdyż są to pieniądze banku centralnego znajdujące się na kontach banków komercyjnych i państw w banku centralnym. Określenia tego używa się dla planowanego rozszerzenia dostępu do tych pieniędzy dla innych niż banki instytucji oraz dla osób prywatnych. Oczywiście najprostszym rozwiązaniem byłoby normalne prowadzenie kont w tej walucie. Ale w tym wypadku chodzi dodatkowo o tzw. tokenizację. Obecny pieniądz cyfrowy banku centralnego jest jedynie liczbą na koncie. Niczym więcej. Przypominam, iż gotówka jest pieniądzem „analogowym” banku centralnego! W wypadku CBDC byłby to token. Co to takiego? Mówiąc obrazowo, to taka cyfrowa kapsułka, w której zamknięte byłyby dane pieniądza – nie tylko nominał i numer serii, ale byłaby także część programowalna. To jest to, czym w tej chwili jesteśmy straszeni. Mogłyby to być faktycznie ograniczenia na co, gdzie, kiedy i w jakiej ilości pieniądze te mogłyby być wydane. Możliwości programowania są praktycznie nieograniczone, włącznie z zablokowaniem konta i wydaniem nakazu aresztowania za próbę złamania ograniczeń.

Wokół tego określenia narosło wiele mitów i nieporozumień. CBDC przedstawiane jest najczęściej w najczarniejszych barwach jako środek kontroli, inwigilacji i sterowania. Maluje się najczarniejsze scenariusze. Czy są one realne? Jak najbardziej!! Ale czy taki jest cel wprowadzania CBDC? Moim zdaniem nie. Albo raczej – NA RAZIE NIE! Coraz rzadziej używamy dziś gotówki. Płacimy najczęściej kartą, telefonem a choćby zegarkiem. Jak pokazała pandemia oraz obecne szykany wobec opozycji oraz niewygodnych osób i instytucji, wszystko to, czym straszeni jesteśmy w związku z wprowadzeniem CBDC jest możliwe już obecnie. Niepotrzebne są więc koszty, kłopoty i niebezpieczeństwa związane z wprowadzeniem do obiegu nowego rodzaju pieniądza. Nie przewiduje się także zmian w w tej chwili działającym systemie monetarnym; CBDC ma być po prostu jego nowym, dodatkowym elementem. O co więc tu chodzi? CBDC istnieje już w wielu krajach i w życiu codziennym ich obywateli pełni marginalną rolę. Często nie wiedzą oni choćby o jego istnieniu. Wprowadzono je głównie do rozliczeń międzynarodowych. Np. w Rosji w przyspieszonym tempie wprowadzono CBDC po jej odcięciu od systemu rozliczeń SWIFT. Używane jest głównie do rozliczeń z Chinami, które także je posiadają. Bank Rozliczeń Międzynarodowych BIS wraz z grupą banków centralnych, pracował nad systemem rozliczeń międzynarodowych o nazwie mBridge, który miał używać właśnie CBDC. To jedna z przyczyn jego wprowadzania. Ale trzeba też sobie jasno powiedzieć, iż jest to także rozpaczliwa próba banków centralnych odzyskania kontroli nad pieniądzem, utraconej na rzecz banków komercyjnych oraz obiegu kapitałowego. Kontroli nad emisją i obiegiem.

Kryptowaluty.

Już sama nazwa jest myląca, gdyż sugeruje coś tajemniczego, zaszyfrowanego. Ale niczego takiego w nich nie ma. Używana w nich funkcja skrótu nie jest żadnym szyfrem. Dwa klucze – public key i private key – są jedynym elementem używanym w kryptografii, a dokładniej w kryptografii klucza publicznego, ale w kryptowalutach nie służą one do szyfrowania, tylko są odpowiednikami numeru konta i hasła do niego. Pierwszą i równocześnie najbardziej znaną kryptowalutą jest oczywiście Bitcoin. Pojawił się na początku 2009 roku i przez wiele lat był jedynie zabawką dla grupki zapaleńców. Ale w pewnym momencie odkryto, iż może to być świetny obiekt spekulacji. I zaczęło się istne szaleństwo! Sytuacja przypomina dziś sławetną 17-wieczną holenderską bańkę spekulacji cebulkami tulipanów i prawdopodobnie obok niej tak przejdzie do historii. Jest to kompletny bezsens!

Jedyną pozytywną stroną jest zainteresowanie technologią stojącą za Bitcoinem. Techniki takie jak Blockchain i Distributed-Ledger są dziś w powszechnym użyciu.

Stablecoins. Stablecoins to kryptowaluty mające pokrycie w czymś konkretnym. Najczęściej tym „konkretem” jest amerykański dolar. Każdy token – czyli cyfrowa „jednostka monetarna” – odpowiada najczęściej jednemu dolarowi i „emitent” stablecoinów musi mieć identyczną ilość dolarów. W rzeczywistości nie będą to dolary, ale amerykańskie obligacje państwowe. Piszę ten tekst w ostatnich dniach lutego 2026 roku. W lipcu 2025 roku prezydent Donald Trump podpisał pakiet aktów prawnych o nazwie GENIUS Act, regulujący obrót kryptowalutami oraz stablecoin. Na razie jest zbyt wcześnie, by powiedzieć jakie będą jego skutki. Te przepisy uzyskały już potoczną nazwę krypto-Bretton-Woods. W umowie z Bretton-Woods także dolar miał mieć pokrycie w czymś konkretnym – czyli w złocie. Ale USA wyemitowały o wiele więcej dolarów niż posiadały złota i w 1971 roku odeszły od wymienialności dolara na złoto. Świat usłyszał: „Dollar is our currency, but your problem” – dolar jest naszą walutą, ale waszym kłopotem. Mam przeczucie, iż stablecoins wykorzystane zostaną do redukcji amerykańskiego zadłużenia na koszt naiwnych, którzy je kupią. W 1971 roku świat pozostał wprawdzie bez złota, ale z dolarami, które miały swoją wartość, i za które można było coś kupić. Z czym pozostaną nabywcy kryptowalut?

Idź do oryginalnego materiału