
KPO miało pomóc polskim rolnikom w rozwoju gospodarstw. Jednak dziś wielu z nich alarmuje, iż program może przynieść poważne straty. Problem dotyczy zbyt krótkiego czasu w rozliczenie inwestycji w ramach KPO. jeżeli terminy nie zostaną wydłużone, rolnicy mogą stracić setki tysięcy złotych, a choćby miliony.
KPO to Krajowy Plan Odbudowy, który powstał po pandemii COVID-19, aby wspierać gospodarkę i zwiększać jej odporność na kryzysy. Program finansuje inwestycje w wielu sektorach, w tym w rolnictwie. Jego celem jest modernizacja gospodarstw, rozwój przetwórstwa oraz poprawa konkurencyjności produkcji rolnej. Jednak w praktyce część beneficjentów wskazuje, iż warunki realizacji inwestycji w rolnictwie są trudne do spełnienia.
KPO i inwestycja A1.4.1
KPO obejmuje m.in. inwestycję A1.4.1, która wspiera przetwórstwo, magazynowanie oraz wprowadzanie produktów rolnych do obrotu. Program miał umożliwić rolnikom skrócenie łańcucha dostaw, rozwój sprzedaży bezpośredniej oraz zwiększenie wartości dodanej produktów. Dlatego wielu gospodarzy zdecydowało się na kosztowne inwestycje budowlane.
Co zresztą jest również dostrzegane przez liderów rolnictwa: Konkurencyjność rolnictwa do zmiany. Postaw na jakość i przetworzenie!
Ze względu na zgłaszane trudności, instytucje państwowe były proszone przez rolników o wydłużeniu terminów. Beneficjenci mieli zyskać więcej czasu w zakończenie inwestycji, ponoszenie kosztów oraz złożenie wniosków o płatność końcową. Jednak nowe terminy dotyczące rolniczego KPO wydłużono zaledwie o miesiac, wyznaczając je na 30 kwietnia 2026 r.
Ściśle mówiąc do 30 kwietnia br. finalizacja rozliczeń dotyczy części inwestycji A1.4.1, w tym wsparcia dla przetwórstwa, magazynowania oraz infrastruktury zwiększającej odporność gospodarstw. Mimo to rolnicy podkreślają, iż wydłużenie o kilka tygodni nie rozwiązuje problemu, ponieważ inwestycje budowlane wymagają miesięcy pracy.
KPO a realny czas inwestycji
KPO w założeniu miał m.in. wspierać rozwój polskich gospodarstw rolnych. Jednak realne warunki realizacji inwestycji budzą wątpliwości. Rolnicy wskazują, iż decyzję o wydłużeniu terminów podjęto zbyt późno. Dodatkowo zima była mroźna, a przymrozki wiosenne utrudniały prowadzenie prac.
W efekcie część inwestycji nie ruszyła, natomiast inne są w trakcie realizacji, ale nie mają szans na zakończenie w tak krótkim czasie. Dlatego beneficjenci wskazują, iż termin do końca kwietnia nie odpowiada realiom budowlanym.
Dwa gospodarstwa, jeden problem
Problem najlepiej widać na przykładzie rolników z województwa zachodniopomorskiego, którzy prowadzą wyspecjalizowaną produkcję ziemniaka.
Gospodarstwo produkujące ziemniaka jadalnego
Paweł Wroński od 2012 r. prowadzi rodzinne gospodarstwo rolne wyspecjalizowane w produkcji ziemniaka jadalnego. Odziedziczył je po rodzicach, którzy wcześniej przez 45 lat byli właścicielami. Ogólna powierzchnia to 196 ha.
KPO umożliwiało mu inwestycję w modernizację istniejącego magazynu, wybudowanego jeszcze przez rodziców. Mianowicie wszystko po to, aby wydłużyć przechowywanie ziemniaka i rozwijać sprzedaż bezpośrednią.
„Zamierzenia były bardzo duże i fajne. Świetny cel, duże dofinansowanie, można coś zrobić na przyszłość. Normalnie by takich inwestycji człowiek nie poczynił bez takiego programu. Złożyliśmy dokumentację, przygotowaliśmy wniosek pod kątem sprzedaży bezpośredniej i możliwości przechowywania ziemniaka jadalnego praktycznie aż do kwietnia/maja poprzez wdrożenie wentylacji w hali i składowania ziemniaka w skrzyniopaletach. Planowaliśmy także zakup wywrotnicy (sztabarki), łącznie z obrotnicą i koszem przyjęciowym. Myśleliśmy także o termomodernizacji magazynu. Wszystko po to, aby po prostu wydłużyć sprzedaż ziemniaka dobrej jakości, żeby jak najwięcej można było go bezpośrednio sprzedać” — przedstawił nam swoje plany Wroński.
Dziś stoi przed ryzykiem dużych strat
„To są duże inwestycje na kilkaset tysięcy. To w przeważajacej mierze prace budowlane, które wymagają wielu czasochłonnych działań i kilku miesięcy realizacji przy dobrej pogodzie” — opisuje Paweł Wroński.
Pokreślić należy, iż rolnik od momentu złożenia wniosku czekał na akceptację projektu, uzyskanie zgody i podpisanie umowy prawie 8 miesięcy. Ostatecznie nastąpiło to na przełomie listopada i grudnia ubiegłego roku. Otrzymał zaliczkę i rozpoczął inwestycję w wentylowaną przechowalnię ziamniaka z halą sortowniczo-pakującą. Zaczął zamawiać materiały budowlane oraz nowoczesne urządzenia.
„Okazuje się, iż nie wiadomo czy wszystkie sprzęty dojadą nam do 30 kwietnia. Doszedł problem z blokadą Cieśniny Ormuz i utrudnionym frachtem. o ile ten sprzęt nie zostanie nam dostarczony de facto za 20 dni, no to co? Musimy z własnej kieszeni teraz wszystko kryć, tak?” — martwi się właściciel gospodarstwa.
Ponadto Wroński podkreśla, iż warunki pogodowe uniemożliwiały pracę przy budynku:
„Mieliśmy mroźną zimę, więc nie można było wiele zrobić. Później przyszły przymrozki i też utrudniały pracę„.
Dodatkowo procedury trwały miesiącami:
„Ten temat zgłaszamy od około dziewięciu miesięcy. Ostatecznie termin wydłużono tylko o miesiąc, co jest absurdem przy takich inwestycjach„.
W efekcie inwestycja Pawła Wrońskiego jest zagrożona:
„Siedzimy na nerwówce. Zdążymy, nie zdążymy? Robimy to po omacku i po ciemku. Gdybyśmy wiedzieli, iż to będzie tykająca bomba finansowa, jeszcze przy obecnej sytuacji na rynku, w rolnictwie, to nie wiem, czy byśmy się w ogóle zdecydowali na podjęcie kroków zaczynania tego projektu?” — ocenia sytuację na dzisiaj Paweł Wroński.
Gospodarstwo dywersyfikujące produkcję ziamniaka
Równie duże problemy, jednak bardziej skomplikowaną sytuację ma Michał Kłosowski wraz z bratem Łukaszem prowadzący gospodarstwo, w którym na 370 ha uprawiają ziemniaka, produkując około 20 tys. ton bulw rocznie
Ściśle mówiąc, bracia Kłosowscy mają złożone wnioski o dwa projekty.
Jeden w ramach Planu Strategicznego dla Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023–2027 na interwencję „Inwestycje w gospodarstwach rolnych zwiększające konkurencyjność (dotacje) w obszarze C, w którym wspierane są operacje dotyczące bezpiecznego dla konsumenta i efektywnego przedłużania trwałości produktów, przechowalnictwa oraz lepszego przygotowania do sprzedaży (w tym bezpośredniej). Projekt obejmował inwestycję w budowę przechowalni ziemniaków. Sama hala ma wartość 2 milionów plus system wentylacji, czyli dodatkowy milion. Łącznie więc to prawie 3 miliony zł. I tę halę ma już zakończoną. Niestety do tej pory ARiMR nie podpisał z nimi umowy na tę inwestycję. Są na 52. miejscu oczekujących.
Jednocześnie mają podpisany projekt w ramach KPO, którego nie mogą rozpocząć.
Pieniądze z KPO prawdopodobnie przepadną
„Nie podjęliśmy realizacji projektu z KPO, bo mamy zakończoną już jedną dużą inwestycję i czekamy na zwrot kosztów. Bez tego nie mamy płynności. Żeby zakończyć jeden etap i rozpocząć drugi musimy otrzymać pieniądze. Nie damy rady pociągnąć obu w tym momencie, bo to są ogromne inwestycje. Powiem szczerze, iż miałem po cichu taką nadzieję, iż będzie podpisany szybciej ten projekt z tymi magazynami, który mamy już ukończony. Otrzymany zwrot chcieliśmy przeznaczyć na ten drugi projekt w ramach KPO, to jest na magazyn wspomagający. To znaczy w halę, która miała być podzielona na część przechowalniczą na skrzyniopalety oraz część do sortowania i do pakowania detalicznego. Chcieliśmy zainwestować w kierunku poprawy jakości i wartości dodanej surowca. Czyli podniesienia jakości towaru” — przedstawia sytuację Michał Kłosowski.
Rolnik nie ma wątpliwości:
„Wybudowanie magazynu wspomagającego byłoby możliwe w kilka miesięcy przy dobrej pogodzie i uzyskaniu zwrotu za koszty poniesione na ten pierwszy magazyn. Jednak w tej chwili jest nierealne, żeby to zrealizować do końca kwietnia„.
I wskazuje na realne ryzyko:
„Prawdopodobnie będziemy zmuszeni zrezygnować z projektu. A pieniądze z KPO przepadną„.
Protest rolników 17 kwietnia
Rolnicy z całej Polski, mający rozpoczęte inwestycje w ramach KPO nie chcą biernie czekać. Dlatego planują protest 17 kwietnia w Warszawie w samo południe przed Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Chcą zwrócić uwagę na problem i wymusić zmianę decyzji władz.
Ich zdaniem bez wydłużenia terminów wiele inwestycji budowlanych w ramach KPO nie zostanie zakończonych, co doprowadzi rolników do poważnych strat finansowych.
Tymczasem ministerstwo rolnictwa pod koniec 15. tygodnia roku zorganizowało spotkanie z przedstawicielami branży „ziemniaczanej”.
Oto, jak podsumowała je „Wspólna Rola” na swoich mediach społecznościowych:

KPO pod presją czasu
KPO miał wspierać rozwój przedsiębiorstw po COVIDZIE, w tym rolnictwa. Jednak dziś wielu rolników stoi przed ryzykiem utraty środków. Zbyt krótki czas na realizację inwestycji sprawia, iż choćby dobrze przygotowane projekty mogą zakończyć się niepowodzeniem.
Dlatego rolnicy walczą o wydłużenie terminów, ponieważ od tej decyzji zależy płynność finansowa i dalszy rozwój gospodarstw. jeżeli zmiany nie zostaną wprowadzone, KPO zamiast wsparcia może przynieść poważne negatywne konsekwencje dla całego sektora.
Podkreślmy, iż wina nie leży po stronie rolników. Wielu bowiem uzyskało zgody na projekty w ramach KPO dopiero pod koniec ubiegłego roku. Następnie pogoda zimą i na przedwiośniu a potem sytuacja geopolityczna uniemożliwiły sprawne działanie. Do tego trzeba dołożyć fatalną tegoroczną sytuację w rolnictwie — praktycznie w każdej dziedzinie. Brak opłacalności produkcji, drastyczne podwyżki kosztów produkcji sprawiają, iż wielu rolnikom naprawdę strach zagląda w oczy związany z brakiem płynności ekonomicznej.

2 godzin temu
![Rolnicy oszukiwani latami. Ponad 1,5 mln zł kary za zmowę cenową skupów [LISTA firm]](https://www.agrofakt.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zmowa-cenowa-w-skupach-rozbita.-15-mln-zl-kary-od-UOKiK-.jpg)














