KRACH NA BITCOINIE!
KRACH NA NOVO NORDISKU!
KRACH NA SPÓŁKACH SAAS!
KRACH NA AMAZONIE!
WSZĘDZIE KRACH! TŁUMACZ SIĘ TERAZ CYMCOL!!! NO PROSZĘ BARDZO. WYSKAKUJ Z KAPCI I
Kochani! Cóż to będzie za wspaniały tydzień. Będzie o wszędobylskim krachu. Krachu na Novo Nordisk! Z powrotem na razie moim Novo Nordisk, już nie naszym, ale spokojnie. Będzie i nasz znowu niedługo. Będzie o krachu na Bitcoinie! Znowu moim na razie, już nie naszym. Będzie o krachu na spółkach SaaS, które to rzekomo mają przestać istnieć, bo sztuczna inteligencja je zniszczy i wszyscy będziemy sobie sami wszystko kodować siedząc w piwnicy i jedząc pizzę, albo pijąc kawkę.
To taki tydzień, po którym w sumie na każdy z tych tematów powinien powstać osobny materiał i byłoby o czym mówić. Poza Bitcoinem, bo tam serio… nic się specjalnie nie wydarzyło.
Ale no właśnie! Jeszcze była zwała na akcjach Volvo i Stellantisa. W sumie, gdzie nie spojrzysz, tam wielka zwała i wielkie krachy. Oj będzie co opowiadać.
Finweek 08.02
Załóż konto na Freedom24 i odbierz choćby 20 darmowych akcji o wartości choćby kilkaset dolarów każda!
Szczegółowy opis promocji znajdziesz na: https://freedom24.club/dnarynkow_welcome
Bitcoin, ATH i „kalendarzykowce”
Kochani! Zakładzik ma się świetnie. Dla niewtajemniczonych – w czwartym kwartale 2025 założyłem się o 10k, iż Bitcoin do końca 2026 roku zrobi nowe ATH. Wtedy BTC był po około 85k USD. Teraz chwilowo był choćby po 65k USD!! I co? I absolutnie nic!
Dojście BTC na ATH w tym roku jasno udowodni, iż kalendarzyk nie istnieje, a w kontekście Bitcoina liczy się dokładnie to samo, co w przypadku innych aktywów – przepływy kapitału. Te nie biorą się znikąd, tylko z konkretnych czynników makroekonomicznych i rynkowych, a nie z tego, iż mamy luty.
Spadki na krypto nie są żadnym odrębnym kryzysem ani nagłym „końcem Bitcoina”. To klasyczna reakcja rynku na ucieczkę inwestorów od ryzyka. Dokładnie ten sam mechanizm, który uderzył w spółki software’owe po ofensywie Anthropic i pęknięciu bańki na srebrze, a w efekcie wstrząsy wtórne rozlały się na inne klasy aktywów.
Presja na wyceny firm SaaS, spekulacje wokół przyszłej polityki Fed – wszystko to powoduje, iż kapitał staje się okresowo bardziej ostrożny i tyle. To nie jest żaden nowy początek upadku krypto. To dokładnie ta sama historia przepływów kapitałowych, która jest grana od zawsze na aktywach wysokiego ryzyka.
Tak jak na srebrze była bańka spekulacyjna napędzana instrumentami pochodnymi, tak na Bitcoinie w analogicznym czasie dostaliśmy bańkę w drugą stronę od instrumentów pochodnych. Jedno i drugie skończy się podobnie, czyli dynamicznym ruchem w przeciwną niż dotychczas stronę. Rekordowe handlowanie opcjami widać aż nadto dobrze na wykresach.

I to głównie opcje put, czyli obstawiające dalsze spadki. Kalendarzykowce zostali wciągnięci w ekstremalnie niebezpieczną teraz grę, gdzie opcje put są już cholernie drogie, a przy silnym ruchu wzrostowym wszystkie zostaną bezwartościowe.

NIC tu się w naszej ogólnej hipotezie na krypto na 2026 rok nie zmienia, bo nie wydarzyło się NIC, co miałoby ją zmienić. Ot, rynek dostał podbitą zmienność od opcyjnych degeneratów w ostatnim czasie. Tu naprawdę nie ma co więcej opowiadać, a ja mogę sobie wypić kawkę i pośmiać się z tych, którzy dalej czekają na to, żeby kupować dopiero w październiku, bo kalendarzyk tak mówi.
Indeks zmienności dla BTC wywalił w górę mocniej niż przy upadku FTX, gdzie przynajmniej mieliśmy wydarzenie fundamentalne z perspektywy ekosystemu. Teraz mieliśmy opcyjny flash crash. jeżeli ktoś potrafi to zrozumieć, to powinien rozumieć, dlaczego podtrzymuję swoje ATH i dokładam Bitcoina, ile w tej chwili mogę.
Novo Nordisk i rynek leków GLP-1
Naprawdę uroczy jesteście z tą ekscytacją o kursy akcji w krótkim terminie. O BOŻE SPADA, OJEJA ROŚNIE. Czas nauczyć się rozumieć biznes, moi mili.
To już ponad półtora roku od kiedy rynek leków na odchudzanie nie jest idealną historią monopolistyczną. Wcześniej był gigantyczny popyt, ograniczona podaż, wysokie ceny i wrażenie, iż to dopiero początek globalnego trendu. Dziś sprawa wygląda już nieco inaczej. Już nikt nie mówi o GLP-1 jak o AI świata farmaceutyki.
Novo Nordisk zbudowała potęgę na Ozempicu i Wegovy, stworzyła rynek, a potem zaliczyła miesiące spadków. Przyszedł czas po tych spadkach, gdy okazja była za duża. Sierpień 2025. Krach o ponad 20% w jeden dzień do okolic dzisiejszych cen i solidny wjazd w akcje.
Teraz co się dzieje? POWTÓRKA i znowu jeden z najmocniejszych spadków kursu od lat po publikacji wyników za 4Q i prognozy na kolejny rok. Wyniki za 4Q? Lepsze od oczekiwań. Prognoza na 2026? Gorsza od oczekiwań. Zgłębmy się w ten temat biznesowo.

Novo przyznało wprost, i nie pierwszy raz, iż wyniki w najbliższym czasie ucierpią przez porozumienie z rządem USA, które obniża ceny leków na otyłość w zamian za szerszy dostęp pacjentów do terapii i trzyletnie zwolnienia z ceł firmy. Novo spodziewa się więc, iż zarówno sprzedaż, jak i zysk operacyjny mogą spaść choćby w 2026 roku w porównaniu z 2027 o 5 do choćby kilkunastu procent.

Do tego Novo musi mierzyć się z wygasaniem patentów na najważniejszy składnik w takich krajach jak Kanada, Brazylia czy Chiny. To zapowiedź dalszej presji na ceny, nie tylko w USA.

Do tego wszystkiego mamy też leki kopiowane od specjalnych aptek recepturowych. Tutaj do gry wchodzi Hims & Hers. HIMS wybił się w czasie niedoboru strukturalnego semaglutydu. Wtedy prawo legalnie pozwalało na robienie takich „podróbek”. Tylko iż niedoboru już nie ma, HIMS dalej produkuje, a dzień po wynikach Novo ogłosił, iż wchodzi na rynek ze swoją tabletką na odchudzanie a’la nowa tabletka Wegovy za trzy razy mniejszą cenę.
Problem polega na tym, iż ten produkt nie jest zatwierdzony przez FDA i nie przeszedł badań klinicznych. No i ewidentnie tym razem HIMS poszedł krok za daleko. Reakcja regulatora była szybka. Szef FDA zapowiedział działania przeciwko firmom masowo sprzedającym niezatwierdzone „podróbki”. Po sesji w piątek pojawił się też komunikat z Departamentu Sprawiedliwości, iż firma HIMS będzie pociągnięta do odpowiedzialności.
Tymczasem nowa tabletka od Wegovy, wprowadzona na rynek jako pierwsza, przyciągnęła już ponad 170 tysięcy pacjentów, a recepty trafiają głównie do osób, które wcześniej nie korzystały z takich terapii.
Szef Novo od długiego czasu komunikował, iż rok 2026 będzie rokiem przejściowym, gdzie przychody mogą ucierpieć przez zmiany cen, ale istotnie wzrośnie wolumen.
Zmiany cen w dół mają natychmiastowe przełożenie na wyniki. Zmiany wolumenów sprzedaży mają przełożenie rozciągnięte w czasie, ale oba efekty mogą się wzajemnie neutralizować, a efekt wolumenowy może choćby działać w długim terminie na korzyść firmy. Trochę jak spółki software przechodzące z modelu one time payment do modelu SaaS. Cena jednostkowa będzie niższa, ale long term value klienta wyższe.
Rynek przechodzi z fazy premium pricingu do fazy masowej dostępności. Z wysokiej ceny i ograniczonego wolumenu do niższej ceny i większej skali. Rynek traktuje ten stan od kilku miesięcy jak firmową katastrofę. Ja nie.
Czy więc faktycznie kondycja firmy pada, a Novo jest „skończone”, jeżeli chodzi o sprzedaż GLP-1? No cóż… chciałbym być tak skończonym, żeby sprzedawać dalej ponad dwa razy więcej czynnej substancji od konkurencji.

SaaS pod presją AI i ofensywa Anthropic
Krachów i spadków ciąg dalszy. Rynek SaaS-ów również płonie. Tym razem pod ofensywą Anthropic, bo to, co wydarzyło się w ostatnich dniach, nie było zwykłą premierą nowego narzędzia AI. To był solidny test nerwów dla rynku i brutalne przypomnienie, jak realne stało się ryzyko technologicznej dysrupcji dla całej branży.
Jeszcze niedawno Anthropic był postrzegany jako grzeczny, ostrożny gracz stojący w cieniu OpenAI. Teraz wyszedł na środek parkietu i zaczął tańczyć.

Iskrą zapalną okazały się branżowe dodatki do Claude’a, w tym narzędzie skierowane wprost do sektora prawnego. Sama idea nie była nowa. Różnica polega na tym, iż Anthropic nie jest kolejnym startupem budującym aplikację na cudzym modelu. To producent fundamentalnej technologii.
Reakcja inwestorów była natychmiastowa i gwałtowna. Sprzedaż objęła nie tylko spółki software’owe, ale też firmy z obszaru danych finansowych, usług prawnych, zarządzania aktywami i kredytu. W samym USA koszyk spółek software’owych według Goldman Sachs zanotował największy jednodniowy spadek od zeszłorocznej paniki taryfowej. Nasdaq 100 w ciągu dnia tracił ponad 2%.

To nie była tylko lokalna przecena. Azja dostała rykoszetem, szczególnie tam, gdzie modele biznesowe opierają się na usługach IT i outsourcingu. Indie, będące globalnym zapleczem software’u, również znalazły się pod presją.
Jednocześnie hardware, głównie producenci chipów i sprzętu, zachowywał się relatywnie stabilnie. Rynek jasno rozdzielił tych, którzy tworzą sprzęt dla AI, od tych, których narzędzia mają zostać zastąpione.

Kluczowe pytanie brzmi, dlaczego akurat teraz reakcja była aż tak nerwowa? Odpowiedź leży w funkcjonalności. Najnowszy model Anthropic potrafi nie tylko generować odpowiedzi, ale syntetyzować dane, zarządzać całymi zespołami agentów AI kodujących i realizować złożone zadania przez dłuższy czas. Dla firm SaaS oznacza to teoretycznie zagrożenie egzystencjalne.
Jeżeli AI jest w stanie przejąć logikę produktu, proces pracy i know-how, to bariera wejścia przestaje być techniczna, a staje się wyłącznie sprzedażowa.
Wyobraź sobie firmę, która sprzedaje program do zarządzania projektami w zespołach IT. Ma listy zadań, harmonogramy, przypisywanie pracy do ludzi, raporty dla menedżerów. Cała wartość tego narzędzia polega na tym, iż porządkuje pracę zespołu i pilnuje, żeby projekty szły zgodnie z planem.
Nowy model Anthropic może dostać polecenie: przejrzyj kod, rozpisz pracę na etapy, przypisz zadania do programistów, sprawdzaj postęp i raz w tygodniu przygotuj podsumowanie dla szefa. I robi to sam. Bez osobnego programu, bez długiego wdrożenia, bez opłat za każdego użytkownika.
Podobnie wygląda to w finansach. Weźmy firmę, która sprzedaje oprogramowanie do analizy danych księgowych i raportów dla zarządu. Jej przewaga to gotowe schematy, reguły i doświadczenie zebrane przez lata. Model AI dostaje dostęp do danych i polecenie: znajdź nietypowe zmiany w kosztach, porównaj je z poprzednimi okresami, wyjaśnij możliwe przyczyny i przygotuj raport dla dyrektora finansowego. Program nie tylko liczy, ale też tłumaczy, co się dzieje i dlaczego. Dokładnie to, za co dziś płaci się w drogich pakietach oprogramowania.
To właśnie ten moment uderzył w wyceny. Przez lata SaaS był wyceniany jak cyfrowa infrastruktura nowej gospodarki. Stabilne przychody, niskie nakłady inwestycyjne, głębokie zakorzenienie w procesach biznesowych. Anthropic pokazał, iż te procesy mogą zostać skompresowane do jednego modelu, który uczy się szybciej niż organizacja.
Paradoksalnie, przewagą Anthropic okazała się strategia, która wcześniej była postrzegana jako hamulec. Skupienie na bezpieczeństwie i klientach biznesowych sprawiło, iż firma rozwijała modele pod realne zastosowania, a nie masową zabawę chatbotem.
Dane z Ramp pokazują skalę tej zmiany. W styczniu Anthropic odpowiadał za blisko 80% wydatków API na rynku. To twardy sygnał, iż firmy nie testują już AI dla ciekawości. One integrują je z procesami. I to właśnie dlatego presja spadkowa dotknęła także sektor kredytowy. jeżeli modele biznesowe klientów są zagrożone, to ryzyko kredytowe przestaje być abstrakcją. jeżeli klienci odejdą od spółek, to one przestaną spłacać kredyty.
Oczywiście, część rynku próbuje studzić emocje, iż zbudowanie pełnoprawnej platformy jest dużo bardziej skomplikowane niż stworzenie aplikacji czy automatyzacji. To prawda, ale w tej chwili rynek wszedł w fazę paniki. Szeroki segment spółek oferujących oprogramowanie spadał już od roku! A dopiero ostatni tydzień przyniósł gwałtowne uderzenie i tak silne obsunięcie. Do tego zgrało się to w czasie ze spadkami na rynku srebra i złota, co wymusiło na wielu traderach grających na dźwigni wymuszone zamykanie pozycji i ogólną ucieczkę od ryzyka.
Ostatni tydzień może się okazać punktem przełomowym. Inwestorzy zaczną dostrzegać, jak tanie zrobiły się niektóre spółki i zaczną zadawać pytanie, na ile ich konkretny produkt może być zagrożony. W efekcie już niedługo możemy obserwować odbicie na części tych firm, które realnie są bardziej odporne na zamienniki AI.

Tym bardziej, iż wiara w to, iż nagle AI laby będą oferować usługi quasi SaaS-owe dla pierdyliona podmiotów B2B… no jest dość naiwna. Co najwyżej AI laby będą oferować swoje usługi dla wielkich SaaSów, które to będą dalej oferować swoich Agentów AI na bazie np. Anthropica i odpalać za to część swojej marży. To jest realnie model win-win dla wszystkich, a nie zabawy w oferowanie swoich usług dla wszystkich firm świata.
Portfel inwestycyjny i zarządzanie ryzykiem
I dlatego ostro przecenione spółki SaaSowe, przynajmniej wybrane z nich czas dla mnie ładować do wora! Więcej ich na pewno trafi do publicznego portfela Freedom24, a portfel… dostał po dupie! I to solidnie! Było już +85% od początku 2024 roku, a teraz mamy jedynie +59.
Czy płaczę, nie śpię po nocach i przygryzam nerwowo palce?
Tak
ALE jednocześnie za każdym razem po tej kuracji dochodzę do wniosku, iż mam to w pompie, bo dokładnie na tym polega inwestowanie, które ma na celu pobić indeksy, które ten portfel dalej solidnie bije.

Nawet w historii tego portfela takie zjazdy zaliczane już były trzy razy wcześniej. Wysokie stopy zwrotu są zawsze powiązane z wysoką zmiennością. jeżeli ktoś nie umie tego mentalnie zaakceptować, to niech zajmie się inwestowaniem w indeksy.
Tymczasem, takie rynkowe przeceny dla tego portfela sprawiają, iż trzeba coś w nim pozmieniać i skorzystać z okazji. Portfel tymczasowo pozbył się wszystkich akcji Nu Holdings realizując zysk na całym pakiecie rzędu 55% i uwolni tym samym 12% całego portfela, tj. w tym wypadku około 2150 euro. Za te środku ruszy na zakupy dokupując trochę Marathon Digital i Mercadolibre. Po odpowiednio 300 euro. Za pozostałe 1550 portfel kupił sobie akcje XXXX
Pamiętajcie też, iż pełen portfel możecie za każdym razem na bieżąco obserwować na portalu myfund i we Freedom24 znajdziecie dostępne na pewno wszystkie instrumenty, jakie tam są.
Przestrzegam, iż to ogólnie portfel BARDZO ryzykowny i jeżeli ktoś ma niską tolerancję na ryzyko, to absolutnie nie powinno się nim w żadnym stopniu inspirować.
Na pewno jednak możecie go w całości odzwierciedlić na koncie we Freedom24. Znajdziecie tam ponad milion instrumentów finansowych, wygodną apkę, a ostatnio uruchomiono też wpłaty depozytów bezpośrednio w złotych, więc kolejna wygoda dla użytkownika. Ode mnie jest polecajka.
Amazon i strach przed capexem
Amazon pokazał swoje wyniki i… kurs spadł chwilami o choćby 10%! O MÓJ BOŻE CO SIĘ DZIEJE?! Spółka zapowiedziała, iż w 2026 roku wyda na inwestycje kapitałowe około 200 mld dolarów. To o jedną trzecią więcej niż oczekiwała Wall Street, i ponad 50% więcej niż w 2025 roku. Dla porównania, to… ponad 20% PKB Polski z 2024 roku. Kosmiczna kwota.

Rynek zareagował natychmiast. Akcje poleciały w dół choćby o 11% w handlu posesyjnym, mimo iż wyniki AWS były solidne, a przychody całej grupy rosły w dwucyfrowym tempie. Trzeba jednak wziąć poprawkę, iż ogólny sentyment na rynku też dołożył swoje trzy grosze do tego, co się działo z akcjami.
Problemem w oczach inwestorów nie są same liczby, tylko skala i tempo. Amazon nie jest tu wyjątkiem. Google, Microsoft, Meta i Amazon razem planują wydać około 660 mld dolarów rocznie na centra danych, specjalistyczne chipy i infrastrukturę pod AI. To poziom wydatków porównywalny z PKB średniej wielkości państwa. Jeszcze dwa lata temu cały Big Tech wydawał na capex mniej niż połowę tej kwoty.

Rynek długo akceptował rosnące nakłady, bo liczyła się wizja. Zresztą to, co pokazuje Anthropic, to najlepszy przykład tego, iż gra jest warta świeczki. W okresie strachu te same nakłady rynek kwestionuje, co już samo z siebie jest głupie. Te wydatki już na siebie zarabiają. Również w Amazonie. Przychody z chmury rosną coraz szybciej, a Amazon Web Services zwiększył przychody o 24%, co jest wyraźnym przyśpieszeniem i najlepszym wzrostem od 13 kwartałów — a mówimy tu o molochu, który ma największe udziały w rynku chmury obliczeniowej.

Mimo tego, to już rynkowi nie wystarcza, gdy capex rośnie jeszcze szybciej niż przychody. Spółka jednocześnie tnie etaty, co też pokazuje, iż AI umożliwia coraz większą optymalizację pracy przy mniejszym zatrudnieniu. Co więcej, prezes Andy Jassy przekonuje, iż popyt na moc obliczeniową przewyższa tempo rozbudowy infrastruktury, a backlog kontraktów AWS urósł już do 244 mld dolarów. To wszystko jednak nie wystarcza, gdy rynek boi się narracji o przeinwestowaniu i potencjalnej presji na krótkoterminowe marże. To wystarczyło, żeby spuścić akcje w dół, podobnie zresztą jak w przypadku innych spółek Big Tech.
Google (Alphabet) i AI na pełnej
To samo zresztą spotkało Google. Google Cloud wystrzeliło o 48% (to niby 2x więcej niż AWS, ale od 2x mniejszej bazy), ale rynek i tak się obraził na duże inwestycje!
Możesz pokazać świetne liczby, a i tak dostać po głowie, jeżeli na rynku trwa Armagedon. Dokładnie to też spotkało Alphabet.
Z jednej strony Google ma bardzo mocny moment w AI. Po premierze Gemini 3 ton komunikacji spółki zrobił się pewny siebie, a dane z raportu wyglądają jak dowód, iż inwestycje zaczynają się spinać.

Chmura jest dziś głównym kanałem, przez który Alphabet monetyzuje AI w biznesie. W dodatku backlog, czyli wartość podpisanych umów, które jeszcze nie przeszły przez wynik, przekroczył 240 mld dolarów i ponad dwukrotnie urósł rok do roku. To sygnał, iż popyt jest realny i długoterminowy. Podobnie jak w przypadku AWS.
Do tego dochodzi mocna strona konsumencka. Aplikacja Gemini miała na koniec kwartału 750 mln aktywnych użytkowników miesięcznie, wobec 650 mln kwartał wcześniej. Gemini 3 jest wciskane w kolejne produkty, od wyszukiwarki przez Chrome po rozwiązania dla firm. W segmencie enterprise Gemini ma już ponad 8 mln płatnych licencji. Alphabet gra więc szeroko, nie tylko jednym produktem, ale całym ekosystemem.
No i teraz wchodzi druga strona medalu. Spółka zapowiedziała, iż capex, czyli inwestycje sięgnie w tym roku choćby 185 mld dolarów. To dużo powyżej oczekiwań rynku i około dwa razy więcej niż rok wcześniej. Inwestorzy usłyszeli jasny komunikat: AI jest drogie, a drogie będzie jeszcze długo. Efekt był prosty. Kurs spadł pomimo świetnych danych.

Mamy tu podobny wątek jak w przypadku Amazona, ale jeszcze bardziej skrajny, bo wyniki Google zaskoczyły jeszcze bardziej pozytywnie, a rynek w strachu i tego nie oszczędził.
Na tle całego sektora ciekawie wygląda za to Apple. Firma praktycznie nie bierze udziału w wyścigu rosnących nakładów inwestycyjnych. Zamiast budować własną infrastrukturę AI na masową skalę, korzysta z partnerstw i modelu „płać za użycie”. Efekt? Stabilny kurs akcji i brak nerwowej reakcji inwestorów. Tylko czy to dobra droga w długim terminie? Czas pokaże.

Tylko iż rynek zdaje się totalnie nie rozumieć, dlaczego to właśnie teraz Big Techy podnoszą swoje CAPEXy na potęgę. Czemu nie zostać przy 150 mld i wydać więcej w kolejnym roku, tylko już teraz nagle maxować CAPEX jak tylko się da?
One Big Beautiful Bill Act – to jest wasza odpowiedź. Dlaczego to ma takie znaczenie w tym wypadku?
Bo dzięki OBBA firmy mają w tej chwili przyspieszoną amortyzację do 100%. To pozwala im odliczać cały koszt kwalifikowanych inwestycji (np. w centra danych) od dochodu podlegającego opodatkowaniu w tym samym roku, w którym inwestycja jest dokonana(!).
Efekt jest taki, iż Big Techy, które normalnie musiałyby rozliczać taką inwestycję amortyzacją przez kilka lat, teraz mogą to zrobić natychmiast. Efektem jest budowa infrastruktury w tempie jak ziomki na siłowni po testosteronie. Nie dość, iż budują, to mogą jednocześnie wszystko odliczyć od dochodu. To był też cel OBBBA: przekonać firmy do dynamicznego zwiększania nakładów na inwestycje. Naprawdę, fakt, iż największe i najlepsze firmy świata widzą pierdyliard miejsc do alokacji kapitału, to nie jest powód do inwestorskiej paniki.
Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.
Volvo Cars – motoryzacja pod presją
ALE jeżeli myślicie, iż dynamiczne spadki to w tej chwili charakterystyka spółek jedynie technologicznych, to… no cóż. Niespodzianka. Volvo Car też spadło nagle o 30%!

Szwedzki producent samochodów zaliczył jeden z najgorszych dni w swojej giełdowej historii po publikacji wyników za czwarty kwartał. Zysk operacyjny spadł aż o 68%, a kurs akcji w trakcie sesji leciał w dół choćby o 30%.

To nie była reakcja na jeden słaby kwartał, tylko na zestaw problemów, które coraz mocniej ciągną branżę motoryzacyjną w dół. najważniejszy problem to ceny. Volvo wprost przyznało, iż w czwartym kwartale musiało mocno korygować cenniki w odpowiedzi na słaby popyt. Szczególnie trudna sytuacja panuje w Chinach i w USA, gdzie skończyły się zachęty podatkowe do zakupu aut elektrycznych. Efekt jest prosty: sprzedajesz, ale taniej, a to natychmiast uderza w marże, no i w zysk.

Do tego dochodzą czynniki makro, na które spółka ma ograniczony wpływ. Amerykańskie cła importowe, które w szczycie sięgały 27,5%, a później zostały obniżone do 15%, mocno podkopały rentowność. Słaby dolar dodatkowo pogorszył obraz wyników. Marża brutto spadła do 15,8%, wyraźnie poniżej poziomów z poprzedniego kwartału i zeszłego roku. To jeden z kluczowych wskaźników, na które patrzy rynek, i tu rozczarowanie było wyraźne.
Analitycy nie mieli wątpliwości, iż skala problemu jest większa, niż zakładano. Zarówno sprzedaż, jak i zyski wypadły poniżej oczekiwań, a agresywne rabaty i sprzedaż „na zachętach” zjadły więcej zysków, niż rynek był gotów zaakceptować.
Volvo próbuje jednak pokazać, iż to nie jest historia bez wyjścia. Spółka zapowiada wzrost sprzedaży w 2026 roku i kontynuuje plan restrukturyzacji. W ubiegłym roku obcięto 3 tysiące miejsc pracy, spowolniono inwestycje i skupiono się na obniżaniu kosztów. Do tego dochodzi nowy model EX60, elektryczny SUV o zasięgu do 810 km, który ma być wyceniony podobnie do hybryd i poprawić marże.
Problem w tym, iż rynek nagradza plany w spółkach, które udowadniają, iż te plany potrafią realizować. Volvo, póki co, cały czas jest jedynie pod presją. I tak jak wyniki za trzeci kwartał sprawiły, iż spółka odbiła od dna, tak wyniki za czwarty kwartał sprawdziły akcje z powrotem na dno.

Stellantis – rachunek za strategię EV
Volvo nie jest tutaj osamotnione w spadkach. Również Stellantis zaliczył srogi łomot, a cena jego akcji spadając o 30% w trakcie jednej sesji zaliczyła poziomy z czasów covidowego dołka.

Stellantis. To koncern parasolowy, jeden z największych producentów aut na świecie. Pod nim jest całe „zoo” marek z USA i Europy: Jeep, Ram, Dodge, Chrysler, Fiat, Peugeot, Citroën, Opel i wiele innych.
W przypadku Stellantisa korekta strategii nie rozkłada się na kwartały, ale materializuje się w jednym potężnym ruchu księgowym. Ponad 22 mld euro odpisów to w praktyce przyznanie się do tego, iż tempo transformacji energetycznej zostało fundamentalnie przeszacowane. Spółka musi zapłacić za anulowane projekty elektryczne, rekompensaty dla dostawców i dostosowanie całego zaplecza produkcyjnego do realnego, a nie deklarowanego popytu. To coś więcej niż „gorszy kwartał”. To bardziej rachunek za strategię opartą na założeniu, iż klienci masowo i gwałtownie przesiądą się do EV, niezależnie od ceny i infrastruktury.
Różnica względem Volvo polega na skali i strukturze problemu. Stellantis działa globalnie, ma ogromną ekspozycję na USA i Europę oraz portfel marek, które szczególnie ucierpiały na podwyżkach cen i spadku atrakcyjności oferty. Gdy popyt na elektryki osłabł, a administracja USA zaczęła wycofywać bodźce fiskalne, model biznesowy przestał się spinać. Stąd powrót do silników spalinowych, rezygnacja z części inwestycji bateryjnych i konieczność wzmocnienia kondycji finansowej emisją obligacji.
W efekcie Stellantis robi to, czego rynek coraz częściej oczekuje od producentów aut: porzuca ideologię na rzecz rachunku ekonomicznego. I choć koszt jest ogromny, to dla inwestorów to sygnał, iż faza iluzji się skończyła, a zaczyna etap dostosowania do rzeczywistości popytu.
UK, EBC i polityka monetarna
Na sam koniec rzucimy sobie okiem na Europę. EBC i Bank Anglii zostawiły stopy procentowe bez zmian, ale spokój jest tu raczej pozorny niż realny.
Zarówno Bank Anglii, jak i Europejski Bank Centralny zdecydowały się pozostawić stopy procentowe bez zmian. W Wielkiej Brytanii główna stopa została utrzymana na poziomie 3,75%, a w strefie euro stopa depozytowa przez cały czas wynosi 2%. Rynek był na to przygotowany, więc sama decyzja nie była zaskoczeniem. Ciekawsze jest to, co banki centralne sugerują na kolejne miesiące, bo tu zaczynają się różnice.

Bank Anglii coraz wyraźniej sygnalizuje, iż drzwi do dalszych obniżek są otwarte. Gubernator Andrew Bailey wprost powiedział, iż przy sprzyjających warunkach możliwa pozostało jedna redukcja stóp w tym roku. Jednocześnie bank obniżył prognozy wzrostu gospodarczego i inflacji. Wzrost PKB w 2026 roku ma wynieść 0,9%, zamiast wcześniej prognozowanych 1,2%, a bezrobocie ma wzrosnąć do 5,3% w połowie roku. Inflacja wciąż jest powyżej celu 2%, ale według prognoz ma wyraźnie spaść od kwietnia i utrzymywać się blisko celu przez kolejne lata.
W samej Radzie Banku Anglii nie ma jednak pełnej zgody. Część decydentów uważa, iż stopy przez cały czas muszą hamować gospodarkę, żeby trwale schłodzić oczekiwania inflacyjne i chce poczekać na dane o wynagrodzeniach. Inni obawiają się odwrotnego scenariusza, czyli zbyt niskiej inflacji przy słabnącej gospodarce, rosnącym bezrobociu i tanim imporcie z Chin.
W strefie euro ton jest znacznie bardziej zachowawczy. Christine Lagarde po raz kolejny stwierdziła, iż EBC jest w „dobrym miejscu” i nie widzi pilnej potrzeby dalszych obniżek. Inflacja spadła w styczniu do 1,7%, najniżej od 2021 roku, ale EBC traktuje to jako efekt jednorazowych czynników, głównie taniejącej energii. Według banku inflacja ustabilizuje się w okolicach 2% dopiero w 2028 roku.
Dodatkowym elementem jest mocne euro, które w ostatnich 12 miesiącach wyraźnie się umocniło wobec dolara. To nie ułatwia życia gospodarce przemysłowej i motoryzacji, która sporo eksportuje.

Lagarde bagatelizuje ten temat, podkreślając, iż wpływ kursu walutowego jest już uwzględniony w prognozach. Rynek jednak po posiedzeniu EBC ograniczył zakłady na tegoroczną obniżkę stóp, widząc na to zaledwie 20% szans. To może być dobra informacja dla polskich eksporterów, bo EUR w końcu może zacznie się umacniać względem polskiego złotego.

W skrócie, oba banki centralne stoją w miejscu, ale patrzą w różne strony. Bank Anglii myśli o luzowaniu, EBC o cierpliwości. I to właśnie ta rozbieżność może być jednym z ciekawszych tematów dla rynków walutowych w kolejnych miesiącach.
Załóż konto na Freedom24 i odbierz choćby 20 darmowych akcji o wartości choćby kilkaset dolarów każda!
Szczegółowy opis promocji znajdziesz na: https://freedom24.club/dnarynkow_welcome
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

1 dzień temu

.webp)



