Pewnego razu napisałem wprost – zasiłki są lepsze od pracy. Czy ja również mógłbym (z żoną) tak żyć? Spróbujmy policzyć. Nie chodzi rzecz jasna o zrównoważenie moich dochodów z pracy – to niemożliwe, ale o pewien łatwy model życia przez pewien czas. Popatrzcie. Zaczynamy kombinację.
Starszy syn poszedł z domu – jest studentem. Na potrzeby tego wyliczenia – dostanie 1500 zł stypendium socjalnego. Ponieważ będzie miał swoje mieszkanie – da się radę utrzymać za taką kwotę. My jeszcze dostaniemy świadczenie rodzinne (sto kilkadziesiąt złotych) i damy mu je do ręki.
Młodszy – całkiem na swoim.
Najmłodszy – uczeń. Na niego dostaniemy 800+, również rodzinne 124 zł. Suma 924 zł.
Moje dochody. Renta, którą pewnie bym dostał, jako przynajmniej częściowo niezdolny do pracy – 4300 zł netto.
Dochody żona. Jej renta się nie kalkuluje. Bierze najpierw zasiłek chorobowy (ok. 4000 zł), potem rehabilitacyjny (średnio 3000 zł), potem wraca do pracy na pewien czas (12 miesięcy), żeby powtórzyć cały cykl trwający 2,5 roku. Potem ma zasiłek dla bezrobotnych (1300 zł), opiekę nad chorym ojcem itp. Tak da się dotrwać do emerytury.
Nawet bez innych zasiłków i dodatków, mielibyśmy jakieś 8000 zł (średnio) ze świadczeń państwowych. Na życie spokojnie wystarczy. Oczywiście to w dużej części zasługa naszej wcześniejszej pracy (w rencie mogę wybrać sobie 10 najkorzystniejszych lat do podstawy, więc miałbym ją wysoką), ale także lawirowanie, kombinowanie, rzeźbienie. Wielu zdecyduje się dopiero w ostateczności.









