We wtorek 4 sierpnia 2026 r. rano amerykańska waluta lekko się umacnia. Po gwałtownych ruchach wywołanych skoordynowaną interwencją USA i Japonii rynek wraca do fundamentów: mocnych danych z przemysłu, jastrzębiego podziału w Rezerwie Federalnej i wysokich rentowności obligacji. To sprzyja dolarowi w krótkim terminie, choć trudno jeszcze mówić o trwałej zmianie trendu.
O godz. 9.30 czasu polskiego kurs EUR/USD znajdował się w okolicach 1,1507, po tym jak w poniedziałek euro przejściowo podrożało do 1,1558 dolara, najwyższego poziomu od niemal dwóch miesięcy. Indeks dolara DXY wrócił natomiast w rejon 100 pkt, zyskując około 0,1 proc. wobec poprzedniego zamknięcia. USD/JPY był notowany blisko 157,6, a więc wyraźnie poniżej lipcowego, 40-letniego maksimum w pobliżu 164 jenów.
Na polskim rynku dolar kosztował około 3,75 zł, zaś euro około 4,31 zł. Są to notowania rynkowe, które mogą zmieniać się w ciągu sesji; poniedziałkowy kurs referencyjny Europejskiego Banku Centralnego wynosił 1,1535 dolara za euro oraz 4,3033 zł za euro.
Poranne odbicie dolara nie jest na razie imponujące, ale ma znaczenie techniczne. EUR/USD cofnął się bowiem do bariery 1,15. Jej trwałe przełamanie w dół mogłoby uruchomić dalsze zamykanie krótkich pozycji w amerykańskiej walucie.
Interwencyjny impuls osłabł, ale Japonia przez cały czas czuwa
Źródłem wcześniejszej przeceny dolara była przede wszystkim skoordynowana operacja przeprowadzona przez władze Japonii i Stanów Zjednoczonych. Japońskie Ministerstwo Finansów oficjalnie potwierdziło, iż 31 lipca wspólnie z Departamentem Skarbu USA kupowało jeny, próbując ograniczyć „nadmierną zmienność i nieuporządkowane ruchy” na rynku.
Była to pierwsza taka wspólna operacja od 2011 r. Według informacji CNBC Waszyngton miał sprzedać euro, a nie amerykańskie obligacje lub bezpośrednio dolary, aby sfinansować zakup jena. Taka konstrukcja transakcji mogła częściowo tłumaczyć poniedziałkowy skok EUR/USD do 1,1558.
Bezpośredni wpływ interwencji na rynek wyraźnie jednak osłabł. To jeden z powodów, dla których dolar może w tej chwili odrobić część strat. Nie oznacza to jednak, iż ryzyko kolejnej operacji zniknęło. Tokio wprost zapowiedziało, iż nie zawaha się ponownie podjąć skoordynowanych działań. Ostrożniej byłoby zatem mówić o wygaśnięciu pierwszego impulsu niż o definitywnym zakończeniu interwencji.
Mocny przemysł wzmacnia argumenty Fed
Najważniejszym fundamentalnym wsparciem dla dolara pozostają najnowsze dane z amerykańskiej gospodarki. Indeks ISM dla przemysłu wzrósł w lipcu do 55,6 pkt z 53,3 pkt, osiągając najwyższą wartość od maja 2022 r. Produkcja zwiększyła się do 58,5 pkt, a wskaźnik zatrudnienia po raz pierwszy od 33 miesięcy znalazł się w strefie ekspansji.
Jednocześnie subindeks cen pozostaje bardzo wysoki – wyniósł 71,1 pkt. Oznacza to, iż przedsiębiorstwa przez cały czas sygnalizują silny wzrost kosztów, między innymi wskutek droższej energii, ceł i napięć w łańcuchach dostaw. Dla rynku walutowego jest to istotne: mocna aktywność przy utrzymującej się presji cenowej zmniejsza przestrzeń do łagodzenia polityki pieniężnej.
Rezerwa Federalna 29 lipca utrzymała przedział stopy funduszy federalnych na poziomie 3,50–3,75 proc., ale decyzja zapadła stosunkiem głosów 9 do 3. Beth Hammack, Neel Kashkari i Lorie Logan opowiedzieli się za podwyżką o 25 punktów bazowych. Tak wyraźny jastrzębi sprzeciw ogranicza ryzyko szybkich obniżek i działa na korzyść dolara.
Rynek pracy pozostaje słabszym punktem
Obraz gospodarki USA nie jest jednak jednoznaczny. W II kwartale PKB wzrósł w ujęciu annualizowanym o 1,5 proc., wobec 2,1 proc. w pierwszych trzech miesiącach roku. W czerwcu przybyło zaledwie 57 tys. miejsc pracy poza rolnictwem, a stopa bezrobocia wyniosła 4,2 proc. Dodatkowo dane za kwiecień i maj zostały łącznie zrewidowane w dół o 74 tys. etatów.
To właśnie rynek pracy może zdecydować, czy obecne odbicie dolara zamieni się w trwalszy ruch. We wtorek inwestorzy poznają czerwcowy bilans handlowy USA, a później raport JOLTS o wakatach. Kluczowa będzie jednak piątkowa publikacja danych o zatrudnieniu za lipiec. Słaby odczyt mógłby gwałtownie odwrócić poranne umocnienie amerykańskiej waluty.
Co to oznacza dla złotego?
Złoty pozostaje relatywnie stabilny. Wspierają go krajowe dane: lipcowa inflacja wyniosła 3,0 proc. rok do roku, natomiast PMI dla polskiego przemysłu wzrósł z 46,1 do 49,0 pkt. Wskaźnik przez cały czas sygnalizuje pogorszenie warunków, ale już tylko niewielkie, a zatrudnienie w sektorze zwiększyło się po raz pierwszy od 15 miesięcy.
W przypadku USD/PLN większe znaczenie będzie miał jednak kierunek EUR/USD. jeżeli dolar wyraźniej umocni się wobec euro, kurs amerykańskiej waluty może oddalić się od 3,75 zł w górę choćby przy stabilnym EUR/PLN. Na obecnym etapie najbardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz umiarkowanego, krótkoterminowego odbicia dolara, a nie rozpoczęcie nowej, silnej fali aprecjacji.

16 godzin temu






![Dawid Góra: Piękne zachowanie Mai Chwalińskiej po przegranej. Kamery wszystko nagrały [Opinia]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6a72516bb6cba2_11137694.jpg)