Pierwszą dekadę kryptowalut można uznać za serię baniek spekulacyjnych, ataków hakerskich, memów i projektów, które znikały prawie tak szybko, jak się pojawiały. Widzę dziesięć lat eksperymentów finansowych.
Otwarty, globalny laboratorjum działające przez całą dobę i cały tydzień. Połączono tu innowacje, spekulacje, oszustwa, sukcesy i porażki.
Nie wszystko, co powstało w tym środowisku, przetrwa. W rzeczywistości większość nie. To co przetrwa, zmieni sposób działania branży finansowej.
Co przetrwało do tej pory
Niektóre mechanizmy, testowane najpierw w krypto, już przejmuje i wdraża klasyczna branża finansowa: szybsze rozliczenia, programowalne aktywa, ciągłe rynki, nowe formy zabezpieczeń, automatyczni animatorzy rynku, kontrakty bez daty wygaśnięcia oraz możliwość łączenia różnych usług na tej samej infrastrukturze.
Walka nie toczy się między krypto a tradycyjnym finansami. Chodzi o infrastrukturę finansową, która powstanie z tego połączenia.
Naszym zadaniem jest przyswoić, zaadaptować i rozwijać te innowacje, które działają — bez przenoszenia ryzyk i wad pierwotnego laboratorium.
Krypto testowało to, czego tradycyjne finanse nie potrafiły w tym samym tempie
W bardziej otwartych i mniej regulowanych częściach rynku krypto branża działała jak laboratorium pod gołym niebem. Zarówno z korzyściami, jak i ryzykami.
Protokoły pojawiały się bardzo szybko. Użytkownicy mogli testować produkty bez żmudnych i długich procedur korporacyjnych. Rynki działały bez przerwy. Deweloperzy mogli łączyć różne aplikacje i budować nowe struktury na bazie istniejących kontraktów.
Niektóre eksperymenty były przydatne. Inne okazały się kruche. Wieloma z nich była czysta spekulacja z technologiczną otoczką.
Nawet nieudane eksperymenty pozwoliły jednak odpowiedzieć na pytania, które klasyczne finanse rzadko mają szansę sprawdzić w takim tempie: Co się stanie, kiedy rozliczenia są praktycznie ciągłe? Jak działa rynek bez centralnej giełdy?
Czy zarządzanie zabezpieczeniami można zautomatyzować? Co się dzieje, gdy kontrakt finansowy sam wykonuje określone warunki? Jak zachowuje się płynność, gdy każdy uczestnik może utworzyć pulę?
Krypto nie wymyśliło wszystkich innowacji finansowych ostatniej dekady. Było jednak miejscem, gdzie można było je sprawdzić, zanim przyjęły je tradycyjne finanse.
Automatyczni animatorzy rynku, czyli AMM, są tego przykładem. Zamiast organizować handel przez centralną księgę zleceń, AMM używa puli płynności oraz wzoru do ustalenia względnych cen między aktywami. Jeden uczestnik dostarcza płynność do puli, inny handluje przeciwko tej płynności, a kontrakt realizuje transakcję automatycznie.
Ten mechanizm ma oczywiste zalety. Działa bez tradycyjnego działu handlowego, integruje się z innymi protokołami i pozwala na wymianę bezpośrednio w infrastrukturze sieci.
Ma też swoje znane problemy: ryzyko manipulacji, zależność od kolejności realizacji zleceń i front-running.
To właśnie ta mieszanka czyni laboratorium ciekawym. Innowacje nie pojawiają się w oderwaniu od ryzyka. Powstają razem z nim.
Rynek musi zadecydować, czy dany mechanizm można przeprojektować, uregulować i stosować w środowisku, gdzie ryzyka i odpowiedzialność są zrozumiane i zarządzane.
Ta logika dotyczy też innych eksperymentów: globalnych rynków otwartych 24/7, kontraktów perpetualnych, stablecoinów, tokenizacji i łączenia usług (composability). Nie wszystkie te rozwiązania trafią bezpośrednio do banków lub giełd, ale korzyści, które niosą, są oczywiste.
Konwergencja to nie zmiana wiary
Przez długi czas debatę przedstawiano jako konflikt dwóch niekompatybilnych systemów.
Z jednej strony tradycyjne finanse: powolne, kosztowne i przesadnie pośredniczące. Z drugiej krypto: szybkie, globalne, otwarte i zdecentralizowane.
Taka polaryzacja nie pomaga, bo sprowadza pytanie o architekturę i motywacje do sprawy tożsamości.
Tradycyjnym finansom nie brakuje problemów. Rozczłonkowane systemy oznaczają więcej uzgodnień, opóźnienia, wyższe koszty i zależność od wielu pośredników.
Jednocześnie zapewniają funkcje najważniejsze dla sprawnych rynków: nadzór, prawną definicję własności, kontrolę, przechowywanie środków, ochronę inwestora, zapobieganie przestępczości, zarządzanie ryzykiem i mechanizmy działania w warunkach kryzysowych.
Krypto pokazało za to, iż część tych funkcji da się realizować inaczej. Pokazało też, czym grozi ignorowanie innych kwestii.
Konwergencja nie oznacza przejścia tradycyjnych finansów na krypto — ani odwrotnie. To będzie proces selekcji.
Rynek przyswoi to, co rozwiązuje konkretne problemy:
• Szybsze rozliczenia
• Programowalne aktywa i pieniądz
• Automatyzacja procesów
• Ciągła operacja
• Nowe formy marginu i zabezpieczeń
• Lepsza interoperacyjność
• Globalna dystrybucja
• Mniej uzgodnień i ręcznych operacji.
Jednak te rozwiązania muszą współgrać z nadzorem, pewnością prawną, zgodnością i zarządzaniem ryzykiem.
To najmniej ekscytująca część narracji, ale to ona zdecyduje, jak nastąpi konwergencja. Protokół może być technicznie elegancki, ale ekonomicznie nieistotny. Aktywum można ztokenizować, a ono i tak pozostanie niepłynne. Transakcja może być rozliczona natychmiast, ale przez cały czas niesie ryzyko kredytowe, kontrahenta lub ryzyko własności.
Tokenizacja nie zmienia złego aktywa w dobre. Zmienia tylko sposób reprezentowania i transferu aktywa oraz ewentualną integrację z innymi procesami.
Problemem nie jest tylko cyfryzacja. Kluczowa jest integracja.
Ostatnie cztery dekady to czas przejścia z systemu analogowego na cyfrowy.
Rekordy przestały być fizyczne. Zlecenia stały się elektroniczne. Komunikacja przyspieszyła. Informacje zaczęły krążyć z prędkością, którą trudno było przewidzieć na początku mojej kariery.
Ale cyfryzacja nie oznacza integracji.
Infrastruktura finansowa przez cały czas składa się z różnych systemów, które muszą ze sobą współpracować. Transakcja może przechodzić przez handel, potwierdzenie, komunikaty, rozliczenie, depozyt, rejestrację własności, transfer pieniędzy i uzgadnianie. Każdy etap może być cyfrowy, a proces jako całość wciąż pozostaje rozdrobniony.
Właśnie tu tokenizacja może mieć większe znaczenie niż samo tworzenie nowych aktywów.
BIS opisuje tokenizację jako rejestrowanie praw do rzeczywistych lub finansowych aktywów na platformie programowalnej, gdy wcześniej te prawa istniały w tradycyjnym rejestrze.
Potencjał leży nie tylko w stworzeniu cyfrowej reprezentacji. najważniejsze jest połączenie komunikacji, uzgadniania i transferu aktywów w jednej operacji.
W praktyce może to pozwolić pieniądzom, aktywom finansowym i warunkom umownym współistnieć w jednym środowisku. Transfer aktywów może zależeć od płatności. Zabezpieczenie można dostosować automatycznie.
Transakcja finansowania może mieć wbudowane zasady depozytów zabezpieczających. Dystrybucję można zaprogramować zgodnie z ustalonymi kryteriami.
Najważniejsza zmiana może więc dotyczyć fundamentów i infrastruktury branży finansowej.
Nie tylko aktywów, które inwestor widzi na ekranie, ale też infrastruktury, która umożliwia emisję, handel, finansowanie, zabezpieczenie, transfer i rozliczenie tych aktywów.
Internet to dobry przykład
Internet także zaczynał od eksperymentów, chwiejnych modeli biznesowych i wygórowanych oczekiwań.
Wiele firm zniknęło. Niektóre pomysły wydawały się obiecujące, a jednak nie znalazły ekonomicznie trwałych zastosowań. Inne zostały przejęte przez spółki, które choćby nie istniały podczas rozwoju danej technologii.
Nie pozostała lista pierwszych projektów. Utrzymały się protokoły, możliwości łączności, dystrybucja i przede wszystkim zachowania, które nowa infrastruktura udostępniła.
Podobieństwo z kryptowalutami jest właśnie dlatego przydatne. Wartość pierwszej dekady nie musi polegać tylko na tokenach i firmach, które dominowały w poprzednim cyklu. Wartość leży w
mechanizmach, które przetrwają próbę rynku.
Memy-coiny, NFT, protokoły pożyczkowe i różne modele giełdowe były częścią tego procesu. Część z nich zostanie niszowymi produktami. Inne mogą zniknąć. Wiele będzie zbudowanych od nowa w regulowanych środowiskach i włączonych do istniejącej branży finansowej.
Nie chodzi o przewidywanie, który token zyska, a który straci. Trzeba zrozumieć, które funkcje ekonomiczne dalej będą mieć sens, gdy poddamy je działaniu skali, regulacji, ładu korporacyjnego i płynności.
To rozróżnienie jest ważne dla tych, którzy inwestują, budują produkty lub wyznaczają strategię w instytucjach finansowych. Technologia może być potrzebna choćby wtedy, gdy token powiązany z nią nie zyskuje na wartości.
Protokół może generować obrót bez zapewnienia trwałych zysków uczestnikom. Aplikacja może być innowacyjna, ale nie znajdzie popytu rynkowego.
W finansach użyteczność nie wystarczy. Trzeba wiedzieć, kto płaci, kto przejmuje wartość, kto bierze ryzyko i co się stanie, gdy zniknie bodziec albo coś pójdzie nie tak.
Transformacja tworzy okazje i niszczy dotychczasowe pozycje
Największe możliwości pojawiają się, gdy zmienia się infrastruktura.
To dotyczyło internetu. Dotyczyło też innych przemian technologicznych i finansowych: gdy stary standard dominuje, a nowy już zaczyna wpływać na koszty, zachowania i modele biznesowe.
Pojawia się jednak problem: transformacje niszczą również ugruntowane pozycje.
Firmy, które opierają się na długim łańcuchu pośredników, mogą stracić znaczenie, jeżeli niektóre etapy zostaną zautomatyzowane. Specjaliści wykonujący tylko powtarzalne czynności mogą stracić pracę lub ich obowiązki zostaną przeobrazone.
Instytucje traktujące aktywa cyfrowe jak oddzielną kategorię mogą zbyt późno zauważyć, iż technologia zaczyna wpływać na tradycyjne produkty: płatności, fundusze, wymianę walut, kredyt, powiernictwo i rynki kapitałowe.
Jednocześnie nie wystarczy nauczyć się kodowania smart kontraktów lub zrozumieć mechanizm działania łańcucha bloków. Następny etap wymaga połączenia wiedzy rynkowej, znajomości technologii, regulacji, zarządzania ryzykiem i dystrybucji.
Nowe pokolenie finansistów zdefiniuje nie tyle umiejętność handlu aktywami czy korzystania z narzędzi. Liczyć się będzie umiejętność rozumienia relacji między aktywem, infrastrukturą a zasadami, które umożliwiają operacje na dużą skalę.
To właśnie tym tematom zamierzam się przyglądać w tej kolumnie: nie tylko jak zmieniają się rynki, ale jakie modele biznesowe i kompetencje zyskują na wartości, gdy zmienia się infrastruktura.
Wyzwania
Błędem byłoby traktować tę tezę jako narrację o nieuchronnym postępie.
Instytucjonalna adopcja tokenizacji przez cały czas jest ograniczona. Wiele projektów jest w fazie testów. Płynność na rynku wtórnym jest niewystarczająca dla wielu zastosowań. Nie ma pełnej interoperacyjności sieci. Standardy prawne i operacyjne przez cały czas powstają.
Regulacje także rozwijają się nierównomiernie.
Wiele aplikacji nie rozwiązuje istotnego problemu. Powstały, bo można je było stworzyć, a nie dlatego, iż istniało wystarczająco silne zapotrzebowanie ekonomiczne. To rozwiązania szukające problemu.
Dlatego ta teza nie zależy od przetrwania całej branży kryptowalut. Zależy od tego, czy niektóre mechanizmy wypracowane w tym środowisku okażą się na tyle przydatne, by zostały wchłonięte przez regulowane i ekonomicznie stabilne struktury.
Filtr będzie surowy.
Prawdopodobnie następna dekada będzie mniej o wybieraniu strony, a bardziej o zrozumieniu, które kanały przeniosą pieniądze i aktywa.
Właśnie tam dokona się zmiana.
BeInCrypto Polska - Kryptowaluty były eksperymentem. Teraz Wall Street przejmuje to, co najlepsze

10 godzin temu













